Obdarzony

39 2 7
                                        

Schowałam luźno spięte kartki do czerwonej teczki, a teczkę do skórzanej torby. Poprawiłam okulary na nosie, wstałam z parkowej ławki i udałam się na spotkanie. Naprawdę nie lubię tego typu opowiadań, ale cóż zrobić? Taka praca. Wydawnictwo nie jest najlepszym co mogło mi się przydarzyć, lecz nie narzekam. Pieniądze, to w końcu pieniądze. Nawet wypracowane na czymś takim jak redagowanie.
Powoli mijała osiemnasta, a korki jak były tak są. Takie to już życie w wielkim mieście... Od rana do wieczora korki, a w nocy gangi, ladacznice i narkomani. Oczywiście są też dobre strony mieszkania w takim miejscu. Niezły dostęp do bibliotek, kin, teatrów, ogromne centra handlowe, w których można kupić wszystko i nic... No, i oczywiście zróżnicowanie kultur. Od arabów, na polakach kończąc. Istny galimatias. O nic takiego nie spytasz. "Przepraszam, która godzina?" - Grzecznie, kulturalnie, a on spojrzy na Ciebie jak na wariata i pójdzie sobie dalej. Kocham obcokrajowców, a turystów to już w ogóle. Och, Ci w szczególności zasługują na najwyższe zaszczyty. Pomijając fakt, że mówią do nas tą swoją łamaną aryjczyzną, to jeszcze noszą wszędzie aparaciska i robią zdjęcia wszystkiemu i wszystkim, a ich brak jakiejś kultury osobistej, szacunku dla narodu... Aż szlak mnie bierze jak na to patrze! Miejsce rzezi niewinnych dzieci, a oni robią tam sobie zdjęcia i wrzucają na różne portale społecznościowe. Wspaniale. Po prostu wspaniale.
Rozmyślając o tym bardzo aktywnie, nie zauważyłam nadchodzącego mężczyzny. Zderzyliśmy się nosami, przez co spadły i jego, i moje okulary.
- Przepraszam! - Powiedzieliśmy oboje. Miał miły, północy akcent. Schyliłam się szybko po upuszczoną własność, ale on zrobił to samo, w tym  samym momencie co ja, więc zderzyliśmy się głowami. Aż usiadłam. Myślałam, że zemdleje, lecz już po chwili było dobrze. Poczułam, jak ktoś zakłada mi na nos okulary i nagle cały świat znów zrobił się wyraźny. Przede mną stał przystojny facet, w wieku dwudziestu pięciu, może trzydziestu lat. Miał długie, brązowe, niedbale związane, kręcone włosy, spore oczy, całe niebieskie, bez białek i dużo tatuaży na rękach. To było pierwsze, co rzuciło mi się w oczy. Kolejną ważną rzeczą, która przykuła moją uwagę, była skórzana torba, taka sama jak moja. Jego była starsza, ale w bardzo dobrym stanie. Wyciągał do mnie rękę, by pomóc mi wstać. Przyjęłam tą pomoc, ale niezbyt chętnie. Jak zawsze.
- Przepraszam, niezdara ze mnie. Gdybym mógł jakoś to pani wynagrodzić... - Jego głos miał chyba jakieś czarodziejskie moce, bo szczerze mówiąc, z chęcią wyciągnęłabym go na kawę, czy raczej, biorąc poprawkę na porę, na kolacje.
- Ta... Nie. Dziękuje, ale nie. - Twarz mi zapłonęła i szybkim krokiem go wyminęłam. Co się ze mną dzieje?! Ja, Florences Espirit, czerwienie się?! I to przez kogo? Przez okularnika z północy... Ale jakiego okularnika...
Prawie biegiem mijałam poszczególne ulice, przez co byłam na miejscu pięć minut za wcześnie. Wyprostowałam żakiet, poprawiłam okulary i pchnęłam obrotowe drzwi wydawnictwa.

***

Zamknęłam drzwi mieszkania. Od progu przywitała mnie czarna mordka mojego kota. Znowu zapomniałam go nakarmić. Chyba będę musiała oddać go do schroniska, bo przestaje mieć dla niego czas. Głupi pchlarz. Niby nie wie, gdzie trzymam jego jedzenie. Doskonale potrafi otwierać wszystkie szafki, co już mi wielokrotnie udowodnił, a mimo to zawsze czeka, aż ja go nakarmię. Kretyn. Popatrzyłam na jego pyszczek z zielonymi oczami i różowym noskiem, i zrezygnowana pokręciłam głową. Nigdy nie oddam tego pomiotu szatana. Upuściłam torbę przy wejściu, przekręciłam zamek w drzwiach i udałam się do kuchni, a kot za mną. Wyjęłam z szafki pudełko z suchą karmą opatrzone rysunkowym przedstawieniem kota i wsypałam jego zawartość do porcelanowej miseczki stojącej na blacie. Sama wyjęłam z prawie pustej lodówki karton mleka i wypiłam z niego parę łyków. Kot jak zawsze jadł ze mną. Chyba tylko dlatego jeszcze się nie zagłodziłam. Żal mi pchlarza, który je tylko wtedy, kiedy ja jem - dlatego jest taki chudy. Zawsze był. Od małego, a raczej mniejszego był drobny. Kociaczek. Pogłaskałam go leniwie po łebku, wyjęłam z szafki ciastka i poszłam do mojego gabinetu. Muszę zacząć redagować to "dzieło" o duchach. Najchętniej wyrzuciłabym wszystko z tej powiastki, ale redakcja naczelna nie byłaby zadowolona. Byliby raczej sceptyczni. Jacy ludzie czytają takie rzeczy?
Rozsiadłam się wygodnie na obrotowym krześle i włączyłam komputer. Angi powiedziałaby 'włanczyłam'. Szkoda, że nie ma jej ze mną. Przy niej jakoś wszystko łatwiej mi szło, a od kiedy odeszła...
Usłyszałam pukanie do drzwi. Dziwne. Nie mam wystarczająco dobrych znajomych, żeby nachodzili mnie w pół do jedenastej. Może mi się przesłyszało. Praca, stres, za mało jedzenia i snu... Pukanie zabrzmiało po raz drugi. Bez żartów. Wstałam i powoli podeszłam do drzwi. Bluszcz szedł tuż przede mną, jakby chciał mnie obronić. Słodkie zwierze. Spojrzałam przez judasz, ale nic nie zobaczyłam. Ot, zwykła klatka schodowa. Już miałam odejść, kiedy pukanie rozeszło się po raz trzeci. Jak?! Gwałtownie otworzyłam, ale niczego, ani nikogo nie było na klatce. Na pewno mam zwidy. To przez to opowiadanie. Na pewno. Już miałam zamykać, gdy mój wzrok przykuł biały skrawek papieru. Podniosłam go i przeczytałam: "Na pewno?". Rozejrzałam się przerażona i prędko zamknęłam drzwi. To się nie dzieje, to się nie dzieje... Wbiegłam do kuchni i przetrząsnęłam apteczkę. Są! Leki uspokajające, które brałam po śmierci Angi! Drżącą ręką wysypałam Parę tabletek na dłoń i popiłam wodą z kranu. Oparłam się na blacie. Co to ma znaczyć... Jak to się stało?... Wiele pytań kotłowało mi się w głowie, ale na żadne nie mogłam znaleźć odpowiedzi. Bo jak? Jak odnaleźć odpowiedz, na coś, co zagina wszelką logikę? Kartka zawierała pismo Angi... Mojej małej Angi... Chwiejnym krokiem udałam się do sypialni, położyłam na łóżku. Angi... Skąd tam się wzięło pismo Angi?... Łzy płynęły mi po policzku. Mojej malutkiej Angi...

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 22, 2017 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Angi Where stories live. Discover now