Bezsenność

104 4 1
                                        

  Schodziłam schodami w dół, jak zwykle pożegnałam się z rodzicami. Schodząc, miałam miliony różnych myśli. Przeszłam jak co dzień przez pasy w stronę szkoły. Nie wiedziałam co się dziś stanie. Wchodząc do szkoły, nie zauważyłam nic szczególnego, wiec poszłam w stronę klasy. Na korytarzu mijałam kolejno nigdy niewidzianych ludzi. Nie przejęłam się tym. Pomyślałam tylko, że szkoła jest dosyć spora i to dla tego. Po lekcji francuskiego w sali 39 poszłam pod salę 48 z chemii. Po 15 minutach podeszła do nas pani dyrektor, powiedziała, że mamy iść do domu, ponieważ lekcje odwołane, wyglądała na przerażoną. Wszystko niby tak samo, jak zawsze, lecz brak pewnej osoby od kilku dni doskwierał mi najbardziej. Dla innych to może być zwykła osoba, ale dla mnie i tak samo, jak dla Lauren jak i dla Nataniela. Był to nasz przyjaciel. Dzwoniliśmy do niego dziennie od tygodnia. Niestety z marnym skutkiem. Idąc, przez pasy do domu zauważyłam, że każdy, kto idzie obok mnie, spogląda mi w oczy. Nie było to aż tak dziwne. Przyzwyczaiłam się do tego, ponieważ mam dość niecodzienny kolor oczu. Wchodząc, do domu przywitałam się z mamą, która zbierała się do pracy. Wzięłam łyk wody i poszłam na górę. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Po 2 godzinach obudził mnie tata. Pytając, czy bym coś zjadła. Jakoś bardzo nie miałam ochoty jeść, nie oszukujmy się, rzadko kiedy zdarza mi się normalnie jeść tak jak innym. Wstałam, zjadłam to, co tata przygotował. On się bardzo martwi o to, że stopniowo przestaje jeść. Z dnia na dzień jem coraz mniej. Ostatnie święta wyglądały tak... Pięknie wszytko wyszykowane, 12 potraw wigilijnych, a ja jedynie co zjadłam to pół dużego kawałka ryby trochę pierogów i popiłam kompotem babci. Gdy już wstałam i zjadłam to, co zrobił tata, wzięłam się za naukę, bo egzaminy już za niedługo a dość mocno się nimi stresowałam.

Kilka godzin później będąc już w domu, zadzwonił mój telefon (co było rzadkością).

Popatrzyłam na ekran telefonu a na nim Mikołaj. Odebrałam i od razu nie czekając na żadne hej z jego strony, zapytałam się co się z nim dzieje? Gdzie jest? Czemu się nie odzywał?

Nagle usłyszałam głos jego mamy. Głos był przytłumiony, smutny... „Trzeba to powiedzieć i tobie Mikołaj zginął w wypadku samochodowym. Przykro mi. „

Nie potrafiłam w to uwierzyć, osoba ... rozważna, mądra, odpowiedzialna ... nagle odeszła.

Osoba, którą w tym momencie najbardziej potrzebowałam. Już go nie ma. Osoba, z którą się wychowałam, ot, tak odeszła. Nawet nie mogłam się pożegnać. Nie potrzebne były te wszystkie kłótnie, straciłam go za szybko. Zdecydowanie za szybko. Całą noc przepłakałam. W tamtym momencie myślałam tylko o tych wszystkich kłótniach. To prawda, że trzeba kogoś stracić, by docenić. Tak mi przykro.

Rano, gdy wstałam, usłyszałam głos mamy. Ona już o wszystkim wiedziała. Przecież pracowała razem z mamą Mikołaja. Ona tak samo, jak ja nie potrafiła w to uwierzyć. Zeszłam na dół, zrobiłam kakao, usiadłam na kanapie i oparłam się o bark mamy. Gadałam z mamą co mam teraz zrobić, bo na dwie lekcje się jakoś bardzo nie opłaca iść. Powiedziała, że zadzwoni do wychowawcy i usprawiedliwi mi tę nieobecność.

Mama wyszła do pracy, ale powiedziała tacie, żeby miał na mnie oko i co jakiś czas do mnie zaglądał.

Cały dzień przeleżałam w łóżku z laptopem, na którym leciał ulubiony serial i kubkiem zielonej herbaty. Tata zaglądał do mnie w przerwach od pracy. Jako architekt mógł sobie pracować w domu. I to on mi nosił co półtorej godziny herbatę.

Następnego dnia pogadałam z mamą czy bym mogła zostać już w domu, bo nie czuje się na siłach. Mama widziała, że wyglądam jak trup. Przepraszam. Zapłakany Trup. Zgodziła się, ale pod warunkiem, że coś zjem. W tym momencie serio nie miałam ochoty jeść, ale okey zjem. Mama zrobiła naleśniki, były pyszne. Poszłam na strych, żeby zobaczyć czy tam nie ma jakichś zdjęć moich i Mikołaja. Chciałam je powiesić gdzieś w pokoju, żeby mi o nim przypominały. Wygrzebałam jakieś stare zakurzone pudło. Patrze a w środku mój stary sweter z którego, każdy się śmiał, taki stary kubek z misiem, kilka pluszaków, jakieś dwie stare książki i to, czego szukałam, czyli zdjęcia. Moje Mikołaja Lauren i Nataniela. Jaka z nas była zgrana paczka. Wszystko się posypało, jak poszliśmy do innych szkół. Ja do technikum razem z Lauren, Mikołaj do Akademii sztuk pięknych, a Nataniel wyjechał do szkoły sportowej. Zapalony pływak. Od wyjazdu Nataniela minęło już 3 lata. Ten czas leci tak szybko. Patrzyłam na zdjęcia, które były podpisane „Na zawsze razem cokolwiek by się stało" chciałabym żeby tak było. Z Natem mieliśmy kontakt rzadko, ale zawsze wiedzieliśmy o jego sukcesach. Nie raz potrafiliśmy, przegadać całą noc na Skype rozmawiając o głupotach, ale jednak to nie to samo co kontakt w prawdziwym życiu.

Zeszłam na dół po szklankę wody. Popatrzyłam na minę mojego psa. Wzięłam smycz i wyszłam z Rastim, przydało mi się wyjście na świeże powietrze. W głowie miałam milion różnych myśli. Dlaczego właśnie teraz znalazłam tę karteczkę? Dlaczego odszedł? Dlaczego?

Godzinę później. Byłam w parku z Rastim. Usiadłam na ławce. Pies przynajmniej był szczęśliwy. Wracając, weszłam do małej kawiarni. Kupiłam trzy pączki i dwa rodzaje ciastek. Mama chętnie zje ciastka a ja pączka z budyniem.

Resztę dnia spędziłam na czytaniu książki, którą znalazłam w pudle. Dostałam ją od Mikołaja na 17 urodziny. Była dość tajemnicza. Na końcu znalazłam karteczkę od Mikołaja „Zawsze razem". Pomijając wszystkie kłótnie, był zawsze przy mnie. A ja tego nie doceniłam i go straciłam.

Dzień pogrzebu. Mama Mikołaja z łzami w oczach, jego tata przytulał mamę, która nie potrafiła się z tym pogodzić. Ja z Lauren stałyśmy z boku. Nagle zauważyłam jakąś ciemną postać stojącą pod drzewem. Była ubrana cała na czarno. Mikołaj miał dość dużą rodzinę, ale nie sądzę żeby to był ktoś z jego rodziny. Patrzyłam trochę dłużej i z ciemności wyłonił się chłopak. Aż nie mogłam uwierzyć, że to Natan. W tej smutnej chwili zrobiło mi się tak miło. Taka drobna rzecz jak zobaczenie starego przyjaciela a cieszy. Po pogrzebie podeszłam do Nataniela. On przytulił mnie jak zawsze tak mocno, że nie mogłam oddychać. Tęskniłam za tym.

Zaprosiłam oboje na kawę. Pogadaliśmy o starych dobrych czasach, ale coś mi nie dawało spokoju jedna myśl. Dlaczego Mikołaj prowadził auto, skoro nie miał prawa jazdy...

Lauren wyszła z domu. Musiała się uczyć na sprawdzian. W końcu walczy o stypendium. Zaczęłam oglądać film z Natanem. Zobaczyliśmy może nie połowę i na kanapę wskoczył Rasti. Był dość mocno wystraszony, jakby zobaczył ducha. Razem z Natanem byliśmy sami w domu, bo mama miała nocną zmianę, a tata był u przyjaciela. Z góry usłyszeliśmy, jakby ktoś wchodził po schodach na górę. Natan poszedł przodem. Nagle zobaczyliśmy, jak zamykają się powoli drzwi. Natan je lekko uchylił. Zaświecił światło. Nic tam nie było.

- Nat?

- Tak Alice?

- Zostaniesz ze mną na noc? Po tym wszystkim sama nie zasnę.

- Czekaj zadzwonię.

... Halo mamo. Mogę zostać na noc u Alice na noc? Nie czuje się za dobrze i nie chce jej zostawiać samej. ... No dobrze synku tylko uważaj na siebie.

Po tym wszystkim poszliśmy jeszcze raz zobaczyć na górę czy wszystko jest w porządku. Znów nic tam nie było.

Tego wieczora nie zasnęłam. Cieszę się, że był ze mną Natan. Z rana popatrzyłam, że Natan zasnął. Przykryłam go kocem i spał z Rstim. Ja poszłam zrobić sobie herbaty i oglądałam dalej film. Godzinkę może dwie później obudził się Natan. Zrobiłam mu śniadanie. Po śniadaniu poszliśmy zobaczyć na górę. Uchylił drzwi. Weszliśmy do środka. Na łóżku leżała książka i laptop. Na biurku przedtem leżała ta karteczka. Teraz jej nie było. Może spadła pomyślałam.

Popatrzyłam na zdjęcia, które wisiały. Brakowało jednego. Spojrzałam na okno, które było dość daleko od tej ściany i biurka.

Na oknie znalazłam brakujące zdjęcie zerwane na pół. To nie zrobiłam ani ja, ani Natan a Rasti by nie dosiągł.

Popatrzyłam na minę Natana. Był ewidentnie przeważony jak ja.

- Powiedz, że to ty — Powiedziałam do Nataniela.

- Chciałbym tak powiedzieć, ale to nie ja.

- Nie rób sobie jaj, Nat proszę cię. - Przerażona popatrzyłam na zdjęcie na, którym byłam ja Lauren Natan i Mikołaj. Ja z Lauren na kocu a chłopaki na rowerach. I oderwana postać Lauren.

- Nie robię sobie jaj. Mówię prawdę.

- Jak nie ty to kto?!

Godzinę po tym siedzieliśmy na dole. Zadzwoniłam do Lauren. Nie odbierała. Więc poszliśmy do niej. Jej mama powiedziała, że nie wróciła na noc. Pomyślałam, że być może jest u chłopaka. Pojechaliśmy autobusem do Alexa. Dzięki bogu był w domu. Drzwi otworzyła Lauren, która miała w ręku zdjęcie z Mikołajem. Weszliśmy do środka.

Pokazała nam zdjęcie. Na odwrocie było napisane „Uważaj, jesteś w niebezpieczeństwie".

Dwa dni po tym zdarzeniu widziałam Lauren pierwszy raz w szkole. Wyglądała strasznie. Jakby właśnie te dwa dni nie spała. Może tak było. Przeszła obok mnie obojętnie. Weszła do sali i usiadła w ławce z tyłu sali. Ja po dzwonku weszłam za nauczycielką polskiego. Usiadłam razem z nią. Zapytałam, co się dzieje. Ona nie odpowiedziała. Popatrzyłam na nią ze zmartwieniem.

- Boje się. Nigdzie nie umiem znaleźć tego zdjęcia. Gdy dziś szłam do szkoły, czułam, że ktoś mnie obserwuje. - Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.

- Jak to obserwuje?!

- Tak to. Nie wiem jak ci to wytłumaczyć.

Nagle do klasy wchodzi Nowa dziewczyna. Ma na imię Alex. Usiadła sama na początku sali obok biurka pani z polskiego.

- Postaram się wytłumaczyć to, jak najprościej się da. Po tym zdjęciu nie ma śladu. Tak jakby je ktoś zabrał.

- Był ktoś u ciebie? Zostawiałaś otwarty balkon? Może twój brat zabrał albo mama wyrzuciła.

- Brat nawet nie wchodził do mnie do pokoju, mama tak samo, siedziałam sama zamknięta na klucz.

Po lekcji polskiego był czas na francuski. Lauren usiadła z Nico. Ja sama do czasu, gdy nie weszła Alex. Usiadła koło mnie.

- Hej. - Przywitała się — Jestem Alex.

- Hej jestem Alice.

Reszta lekcji przeleciała stosunkowo szybko na powtórce przed egzaminem. Po francuskim poszłam do szkolnego sklepiku.

-Alice!

- Nataniel?! Co ty tu robisz?

- Przyszedłem cię ostrzec. Popatrz — Przyniósł zdjęcie którego Lauren nie umiała u siebie znaleźć.

- Skąd je masz?!

- Leżało u mnie na łóżku. - Popatrzył na mnie z łzami w oczach.

Popatrzyłam na to zdjęcie. „Uważaj, komu ufasz". Nie potrafiłam uwierzyć w to, że poprzedni napis znikł. Nagle trzasło okno na korytarzu które jako jedyne było otwarte.

- Przeciąg? - Zapytałam.

- Coś nie chce mi się w to wierzyć. - Popatrzył na mnie tak jak wtedy.

- Miej przy sobie zawsze to zdjęcie. On znikło Lauren. Zobaczymy co stanie się dalej.

- Nie zauważyłaś, że to wygląda tak, jakby ktoś chciał nas ostrzec przed jakimś zagrożeniem?

- Nie sądzę, żeby to był ktoś tylko Mikołaj. Bo kto inny by wiedział gdzie mieszka, znaczy, gdzie przebywa Lauren i gdzie mieszkasz ty.

- W sumie to może być, każdy, kto by nas śledził.

- Niby tak.

Zadzwonił dzwonek Natan postanowił poczekać na mnie aż skończę lekcje, żeby mi się nic nie stało w drodze do domu. Po powrocie do domu zjadłam coś na szybko i poszłam do pokoju zamknęłam się razem z Rastim. Nawet nie zauważyłam, gdy zasnęłam. Budząc się, rano zauważyłam, że drzwi były lekko uchylone. Pewnie mama wypuściła psa. Popatrzyłam na zegarek... Zaspałam. Wstałam i popatrzyłam na biurko. Stało się to, czego się obawiałam.

Zdjęcie. To piepszone zdjęcie. A na nim data.

„25.03.2018 - Uważaj"

Po tym, jak to zobaczyłam, już nie poszłam do szkoły. Zadzwoniłam do Nataniela, żeby przyszedł jak najszybciej.

Po 20 minutach przyszedł Nataniel.

- Przecież to za dwa dni.

- No wiem przecież. Czemu akurat ja dostałam datę?!

- Nie mam pojęcia.

- Powiedz, gdzie miałeś to zdjęcie.

- Miałem je w portfelu później w ręce i jak zasnąłem to włożyłem je do skrzynki takiej do którego klucz mam tylko ja.

- To jak ono się znalazło u mnie?!

- Nie wiem Alice. Sam bym chciał wiedzieć.

Poszliśmy na górę, wzięliśmy ze sobą to przeklęte zdjęcie. Usiadłam na łóżku, Natan na ziemi. Stwierdził, że tu mu wygodniej. Godzinę później poszliśmy zrobić obiad. Wróciliśmy i zdjęcia na łóżku nie było. Tak jakby wyparowało.

- Gdzie ono jest?! - Krzyknął Nataniel

- Ja... Ja nie wiem.

Usiadłam obok Nataniela i zaczęłam myśleć nad tym wszystkim. Zadzwoniłam do Lauren i powiedziałam jej, że zdjęcie znowu znikło.

Dwa dni później 25.03.2018

Nie spałam całą noc, myślałam co może się zdarzyć.

Nataniel odwiózł mnie do szkoły. I powiedział, że tu zostanie dopóki nie skończę z Lauren lekcji. Postanowiliśmy, że w 3 nigdzie się osobno nie ruszymy dziś.

Po lekcjach pojechaliśmy do mnie do domu była już 17.00 i nic się nie działo.

- Dobra miło było, ale na mnie czas — Powiedziała Lauren.

Popatrzyłam na nią z niedowierzaniem.

- Przecież mamy uważać.

- Będziemy uważać, jak oboje ze mną pojedziecie zgoda?

- Niech ci będzie.

Jadąc, poczułam straszny chłód. Popatrzyłam na drogę a tam wypadek ciężarówki z autem osobowym. Objechaliśmy to. Przejechała obok nas karetka na sygnale. Gdy Lauren wysiadła i poszła do domu, pojechaliśmy napić się czegoś ciepłego. W kawiarni nagle mężczyzna zemdlał.

Pomyślałam, że to seria nieszczęśliwych zdarzeń, ale jeszcze nie widziałam najgorszego.

Godzinę później, gdy już byliśmy oboje w domu zaparzyłam nam kawy żeby nie zasnąć, po czym nagle coś z hukiem spadło ze schodów. Podbiegliśmy do nich, ale nic tam nie było. Następnie zadzwonił telefon. Dzwoniła Lauren. Znaczy, to nie była do końca ona. Była to Alex. Mówiła strasznie szybko, była wściekła. Pojechaliśmy szybko do domu Lauren, ale jej już tam nie było.  

Połowa życiaCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang