Patrzyłam na szarobury świat. Przed moimi oczami przewijało się tysiące obrazów zlewających się w jeden wielki. Za szybą każda spadająca kropla deszczu popełniała zbiorowe samobójstwo roztrzaskując się na kolorowych liściach. Jechałam autobusem do cieplutkiego domu. Kiedyś nie lubiłam jesieni lecz tego roku coś się zmieniło. Czekałam na nią.
Wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę domu. Mijałam sarny pasące się na polanach kukurydzy i kruki skrzeczce na siebie.
Weszłam do pokoju napawając się ciszą i spokojem mojego królestwa. Rzuciłam plecak w jeden z czterech katów pokoju i położyłam się na łóżku. I spojrzałam na sufit, który jest moim cichym przyjacielem. Jest przy mnie zawsze gdy go potrzebuje. Zakryłam się swoim ulubionym kocem i zamknęłam oczy. Nagle prawie z pół snu wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wkurzyłam się bo kto o tej godzinie dzwoni.Nie ma własnego życia, czy jak?! Sięgnęłam po telefon i odebrałam.
- Halo?
- No hej kochanie, jak się czujesz? - zapytał się mnie mój chłopak.
- Dobrze, jak zawsze. Po co dzwonisz, czy coś się stało?
- Bo chciałbym Cię zaprosić dzisiaj na randkę - na te słowa uniosłam się na łokciach.
- Okej, a gdzie i o której?
- U mnie, rodziców niema do jutra więc wolna chata i o 17:00, jak chcesz to możesz na noc.
- Okej, ale następnym razem mów wcześniej - powiedziałam wstając z łóżka. - Nie rób, okej. I przyjedź po mnie pliss - mówiąc to dałam telefon na głośno mówiący i ruszyłam do szafy.
- Dobra, ale co z tego będę miał?
- No nie wiem - powiedziałam z chytrym uśmiechem. Ale tak naprawdę na serio nie wiedziałam.
- Okej, tylko wymyśl coś. To do zobaczenia kochanie - mówiąc to rozłączył się. Wyciągałam już ubrania z szafy gdy przypomniałam sobie by powiedzieć o tym tacie. Sięgnęłam telefon i zadzwoniłam do taty. Po pięciu sygnałach odebrał.
- Hejka, idę dzisiaj do Luka.
- No dobra...
- A i jeszcze na noc, tylko spokojnie nic się nie stanie, a po drugie wezmę na jutro książki. Nie martw się - po tych słowach uśmiechnęłam się do telefonu.
- Okej, ale nie jestem pewien.
- Dzięki, to do jutra.
- Ale poczekaj.
- Też Cię kocham - po tych słowach uśmiechnęłam się i rozłączyłam.
O siedemnastej byłam już gotowa i czekałam Luka przed domem. Po chwili wsiadłam już do jego samochodu. Zapięłam pasy i od razu poczułam jak siła rozpędu auta przygważdża mnie do siedzenia.
Siedziałam na kanapie oglądając, jak na razie same reklamy i czekając na chłopaka, który wsiąkł w odmęty domu. Słyszałam tylko jak coś się przewraca i rusza na górze. Czasami nad głową słyszałam jakieś przekleństwa wypuszczane przez ściany. Po pewnym czasie stwierdziłam, że nie mam zamiaru siedzieć przez cały czas w jednym miejscu. Wstałam i zaczęłam chodzić po domu. Miał stonowane kolory i wszystko co się miało w nim znajdować było na swoim miejscu. Podobał mi się bardzo, ale brakowało mi koloru, życia i radości. Dla mnie był zbyt poważny, nie było nutki szaleństwa, której tak gorliwie pragnął. Przyglądałam się obrazom przedstawiającym tylko wyszukane krajobrazy, ale i tak miały w sobie jakiś urok. Szłam dalej podziwiając zimne piękno budynku. Stanęłam przed ogromnymi szklanymi drzwiami prowadzącymi do jak zawsze idealnego ogrodu. Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam od razu się w nim zakochałam. Nawet jak cały świat tapla się w szaroburych kolorach to ten ogród jest pełen piękna. Gdy tak patrzyłam przez okno poczułam jak czyjeś ręce oplatają mnie w okół talii. Wiedziałam kto to więc wtuliłam się w jego ramiona czując na sobie bijący od niego żar.
YOU ARE READING
Nieposkromiona (Zawieszam)
RomanceOpowieść o dziewczynie i chłopaku, ich miłości, przyjaźni i oddaniu. Nigdy nie wiadomo co robi się dla osob, ktore się kocha.
