Laura
–Tato nie mówisz tego poważnie? – Jest mi niedobrze... wszystko we mnie krzyczy. Nie! Błagam niech to się okaże tylko strasznym snem. Chce się z niego obudzić!!!
– Lauro mówię to bardzo poważnie.
– Nie możesz mi tego zrobić. Jakim prawem?
– Takim prawem, że jestem twoim ojcem i w mojej gestii leży, zapewnienie ci dobrej przyszłości.
– Czy twoim zdaniem zmuszanie mnie do ślubu, będzie dla mnie dobrą przyszłością? – Mój oddech tak gwałtownie przyśpieszył, że czuje ukłucie bólu w klatce piersiowej.
– Tak. Mąż z wysoką pozycją społeczną, będzie dla ciebie dobrą przyszłością. Zapewniam cię. Jesteś jeszcze młoda, nie wszystko rozumiesz, ale zrozumiesz. – mówi ze stoickim spokojem, nie zwracając uwagi na moją furię .
– Czego ja mam nie rozumieć? Zmuszasz mnie do ślubu, z kimś kogo nie kocham, kogo nawet dobrze nie znam. Miałam pójść na studia, miałam się bawić życiem, a nie wychodzić za mąż!
– Kwestie swoich studiów, musisz już ustalać ze swoim przyszłym mężem. - Nienawidzę go, zawsze podejmuje za mnie decyzje, zawsze lepiej wie, co jest dla mnie dobre. Całe życie muszę mu się podporządkowywać. Przecież kiedy zgodzę się na ten ślub, moje życie się skończy, ale czy on pozostawia mi jakieś prawo wyboru?
– Nie wyjdę za Bruna Watsona! Nie zmusisz mnie do tego! – Cała się trzęsę. Tak naprawdę sama nie wierzę w wytrwałość wypowiedzianych przeze mnie słów... Ojciec zawsze miał nade mną władzę.
– Owszem wyjdziesz za niego i będziesz przykładną żoną . – uderza tak mocno pięścią w stojący obok nas stolik, że mimowolnie podskakuje ze strachu. Mamo błagam cię pomóż mi, zrób coś... gdybyś tylko tu była... Błagalnie patrzę ku górze.
– Gdyby mama żyła nie pozwoliła by ci na to. – krzyczę dławiąc się łzami, które spływają po moich policzkach jedna za drugą.
– Milcz. Decyzja już została podjęta. Za tydzień przylecą z Boston Bruno wraz z ojcem. Masz czas żeby się z tym oswoić. – Ton jego głosu już nie jest, tak ostry, ale dalej jest szorstki, taki obojętny. Nalewa do szklanki swoją ulubioną szkocką i kompletnie nie zwraca uwagi na to, że jestem w kompletniej rozsypce, że moje życie przez niego właśnie się zawaliło. Nigdy się ze mną nie liczył, liczył się tylko i wyłącznie ze sobą no i może jeszcze ze swoim ukochanym synkiem. Moim bratem . Interesy, wysoka pozycja, szacunek wśród ludzi, jak najbardziej go interesowały, ale ja? Ja i moje zdanie się nie liczą.
– Nienawidzę cię. – mówię z pogardą w głosie.
– Nie zachowuj się jak dziecko i proszę cię nie histeryzuj. Za miesiąc odbędzie się wasz ślub. – mówi jak gdyby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
– Powiedz mi dlaczego?
– Co dlaczego?
– Dlaczego zmuszasz mnie do ślubu z nim? Chyba należą mi się wyjaśnienia!
– Bruno to bardzo szanowany mężczyzna, pochodzący z arystokratycznej rodziny. Milioner. Nikt nie zapewni ci lepszej przyszłości niż on.
– Wiem kim jest Bruno! Ty to wymyśliłeś czy jego rodzina? – tłumaczy mi kim on jest, jak gdybym nie wiedziała. Może nie znam go zbyt dobrze, ale naprawdę, nie musi mi mówić o nim takich rzeczy. Dla mnie nie ma znaczenia, jaką ma pozycje społeczna i ile milionów na koncie.
– Lauro, Bruno jest w posiadaniu wszystkich rodzinnych interesów rodziny Watsonów, jedyne czego mu brakuje, to żony u boku i potomka. – A co mnie to interesuje czego mu brakuje? To nie jest do cholery moja sprawa.
– To niech sobie weźmie jakąś wredną panienkę pasującą do jego aroganckiego charakteru.
– Ale on chce ciebie....
Mam nadzieje, że udało mi się was chodź trochę zaciekawić moją historią :)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników :*
YOU ARE READING
Przyzwyczaj się do mnie
RomanceON pewny siebie, konsekwentny i arogancki. Myśli, że może mieć wszystko czego tylko zapragnie. Uważa, ze wszytko mu się należy, nawet ONA i nawet mimo tego, że ona jego wcale nie chce... Tylko czego ON tak naprawdę chce? Zrealizowania swoich ukryty...
