Od dłuższej chwili mężczyzna niespokojnie chodził po swoim gabinecie, od czasu do czasu pijąc łyk zimnej już kawy. Nagle rozległo się donośne pukanie do dębowych drzwi pokoju.
-Wejść!-Odkrzyknął jegomość opadając na skórzany fotel. Drzwi otworzyły się z nieprzyjemnym skrzypnięciem, a do środka wszedł niski,wychudzony chłopak.
-Długo cię nie było Albercie.- Przemówił niskim głosem mężczyzna.
-P....Panie,przepraszam..- Jąkał się chłopak, ale osoba siedząca w fotelu uciszył go gestem ręki.
-Mam nadzieje że masz to o co cię prosiłem.- Powiedział twardo.
-Ni..Nie przyniosłem...- Odezwał się młodzieniec, i zacisnął dłonie w pięści.
-Ufałem ci bardziej niż innym, powierzyłem ci ważne zadanie a ty śmiesz mi się pokazywać nic nie przynosząc!-Mężczyzna zerwał się z fotela i podszedł do nastolatka, który odruchowo się skulił,zasłaniając ręką twarz.
-Przykro mi że zawiodłeś, ale sam dobrze znasz reguły. Tylko ty wiedziałeś o tym planie ale niestety nie wywiązałeś się z umowy. Miałem dać ci majątek a ty w zamian miałeś mi przynieść artefakt, pewnie wiesz co się teraz stanie... Nie bój się nie będzie boleć.-Rzekł zaskakująco spokojnie, w jego głosie słychać było kojącą nutę. Wyciągnął bladą rękę w stronę chłopaka, na palcu wskazującym miał wielki czarny pierścień. Wymamrotał jakieś niezrozumiałe słowa najprawdopodobniej po łacinie, a pierścień wydał z siebie przeraźliwy dźwięk, a jego dłoń przemieniła się w rój wyjątkowo ohydnych owadów które od razu skierowały się w stronę bezbronnego chłopaka.
Otoczyły go z wszystkich stron, młodzieniec wydał z siebie stłumiony jęk i opadł bezwładnie na wypolerowany sosnowy parkiet, a owady wróciły do swego pana. Przekroczył ciało swojego sługi i skierował się do drzwi tak jakby nic się nie stało, powoli wyszedł a za nim drzwi zamknęły się z głośnym hukiem.
Mrocznie się zaczyna
( ͡° ͜ʖ ͡° )
