Koniec świata

26 2 0
                                        


Biorę głęboki oddech.

Powoli, jeden za drugim.

A każdy następny wydaje mi się coraz większym bezsensem.

Jednak biorę, raz za razem. Czuję jak rtęć wypluta przez Cierpienie liże mi płuca.

Gardło wyżera mi dym.

Otwieram oczy na obraz i uszy na dźwięk.

Słyszę wybuchy, wycie rozprutego psa. Żadnego człowieka. Przed oczami mam czarne chmury, pełne ognia.

Nie dociera do mnie żaden zapach, krew zalepiła mi nozdrza.

Podnoszę się powoli, by zobaczyć to wszystko.

To wszystko, co właściwie jest niczym.

Mój Boże, czyś idąc nie zauważył Ziemi i przydepnął ją swym ogromnym butem?

Budynki były stertą cegieł i pyłu.

Wszystko przysłaniała gęsta mgła kurzu.

Gdzie by nie spojrzeć, krew. Martwi ludzie i ich wnętrzności.

Kilka metrów ode mnie, matka z dzieckiem w ramionach.

Dziecko z ogromną dziurą w głowie, jego rodzicielka w biegu zgubiła nogi.

Podnoszę powoli wzrok.

Niebo jest czerwone, jakby cała krew z ziemi przelała się na nie.

Ogromny ból przeszywa me ciało i wiem, że dołączę zaraz do mej rodziny.

Do przyjaciół, znajomych i ludzi, których nie zdążyłam spotkać na swojej drodze.

Kładę się z jękiem na plecy, zamykam piekące oczy i składam dłonie.

Wiem, że gdzieś tam walczysz o życie.

Idziesz wśród wraków samochodów, budynków i ludzi.

Niemal słyszę tupot Twoich stóp.

Odbijają się echem w mojej głowie.

Mam nadzieję, że Ty wniesiesz mnie po schodach do nieba.

Mam nadzieję, że Ty wniesiesz mnie po schodach do nieba

¡Ay! Esta imagen no sigue nuestras pautas de contenido. Para continuar la publicación, intente quitarla o subir otra.
I don't let people in.Donde viven las historias. Descúbrelo ahora