Rozdział 1.

1.4K 99 25
                                        

Na każdej imprezie jest ktoś taki, kto samym swoim pojawieniem się ją rozkręca. Do tej kategorii można z pewnością zaliczyć czwórkę chłopców, która właśnie wleciała na nowych Nimbusach 1500 do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie odbywała się huczna zabawa z okazji rozpoczęcia nowego roku szkolnego w Hogwarcie. Dla czwórki chłopców, teraz zsiadających z mioteł i uśmiechających się do otaczających ich wielbicieli, był to czwarty rok nauki.

- Jak minęły ci wakacje, Syriuszu? - zapytała jedna z wielu trzecioklasistek, wpatrujących się z uwielbieniem w wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka o czarnych, kręconych lokach.

- Świetnie, ale na pewno o wiele miłej byłoby, gdybyś mi podczas nich towarzyszyła - chłopak uśmiechnął się do dziewczyny łobuzersko, ona zaś (wraz z całym tłumem koleżanek) zachichotała.

- Moje towarzystwo już ci nie wystarcza, co? - do Syriusza zwrócił się teraz jeden z jego towarzyszy - brązowooki chłopak o czarnych, niebywale niesfornych włosach, które jednak - o dziwo - tylko dodawały mu uroku. Chłopak był podobnego wzrostu i budowy, co Syriusz, a na nosie miał okulary z okrągłymi oprawkami.

- Przykro mi, Rogaczu. Jednak wolę dziewczyny - odrzekł Syriusz. Słysząc kolejny wybuch śmiechu ze strony wielbicielek, uśmiechnął się szeroko. "Rogacz" tylko pokręcił z uśmiechem głową.

- To jak, Huncwoci? Pewnie szykujecie już jakieś odbiegające daleko od szkolnego regulaminu wybryki na ten rok, co? - niski blondyn popatrzył po kolei na twarze wszystkich czterech chłopców.

- Trzeba przyznać, Mark - czytasz z nas jak z otwartej księgi! - zaśmiał się Rogacz.

- Hej, gdzie jest bufet? - zapytał jeden z czwórki wspomnianych Huncwotów, nieco pulchny, niski ciemny blondyn, z lekko zaczerwienionymi policzkami.

- Peter, Peter, Peter...- czwarty z grupki chłopców zwrócił się do niego, kręcąc głową i lekko się uśmiechając. Chłopak miał włosy w kolorze karmelu; był chudy i nieco niższy od Rogacza i Syriusza. Jego twarz była przystojna, choć prezentowała raczej jeszcze chłopięce rysy, a zielone oczy miały jakiś ładny, dziwny blask. Teraz wskazał on owemu pulchnemu Peterowi stół z rozmaitymi potrawami, na co tamten zawołał krótkie "dzięki!" i pobiegł w stronę bufetu. Do zielonookiego zwrócił się teraz jeden z szóstoklasistów:

- Remus, podobno zostałeś prefekt naczelnym - wiesz, że jesteś najmłodszym od dziewiętnastu lat?

- A, to...to nic takiego - uśmiechnął się chłopak skromnie.

- Luniaczek będzie nas teraz nieźle pilnował! Biedna McGonagall - ona naprawdę wierzy, że dzięki temu my się poprawimy! - wyszczerzył się Syriusz, przerywając tym samym niedawno rozpoczętą rozmowę z ładną blondynką, która czując, że straciła zainteresowanie Syriusza, odwróciła się na pięcie i odeszła z obrażoną miną w stronę grupki dziewczyn. Widząc to Syriusz, pobiegł za nią wołając:

- Beatrice, zaczekaj! Naprawdę zaciekawiła mnie twoja opowieść o nowym zaklęciu malującym paznokcie!

- Peter zostawił nas dla czekoladowych żab, a Syriusz dla adoratorki - jak tu żyć? - westchnął teatralnie Rogacz, zwracając się do Remusa.

- Zdaje się, że ja też też cię muszę opuścić - prefekci mają zdać raporty opiekunom domów i takie tam...Wybacz, stary - Remus klepnął Rogacza lekko po plecach i skierował się w stronę wyjścia z pokoju wspólnego.

- No nie wierzę - mruknął Rogacz. Rozejrzał się tęsknie w poszukiwaniu adoratorek, wielbicieli lub znajomych, ale dziwnym trafem wszyscy się porozchodzili i każdy był już kimś lub czymś zajęty. Muzyka dudniła, a ludzie śmiali się głośno i przekrzykiwali wzajemnie. Rogacz rozglądał się po sali, a jego wzrok natrafił na jedyną osobę zupełnie inną od licznych członków głośnych grupek gryfonów. Na pierwszy rzut oka dziewczynę trudno było dostrzec, ponieważ siedziała ona w półmroku na jednym ze schodów prowadzących na wieżę do dormitoriów. Po dokładnym przeglądnięciu się, można było zauważyć jej brązowe, czy może bardziej rude włosy, duże, zielone oczy, wreszcie całą, drobną postać, pochylająca się nad grubą książką rozłożoną na kolanach. Rogacz nie przypominał sobie, żeby była ona jedną z jego wielbicielek, choć była bardzo ładna. Musiał przyznać - zaintrygowała go. Bo kto normalny czyta książki w samym środku dobrej imprezy? Nie namyślając się długo, skierował się w jej stronę. Nie dostrzegła go, gdy zatrzymał się tuż przed nią. Rogacz przyglądał się jej przez chwilę. Była naprawdę ładna...Ale jak ona się nazywała? W ogóle jej nie kojarzył - a to nie było normalne. W szkole znał wszystkich - a wszyscy znali jego.

- Hej - powiedział w końcu, a raczej zawołał, bo tylko to można było zrobić, by rozmawiać w tym hałasie. Podniosła głowę.

- Cześć - zawołała z lekko pytającą nutką w głosie.

- Jak masz na imię? - zawołał znowu, ze zdziwieniem stwierdzając, że dziewczyna patrząc na niego, ogranicza się do obojętnego wzroku. To była dla Rogacza nowość - zwykle spotykał się z żywym zainteresowaniem swoją osobą ze strony innych, a już szczególnie ze strony płci przeciwnej...

Dziewczyna zawołała coś w odpowiedzi, ale muzyka grała zbyt głośno.

- Jeszcze raz! - zawołał.

- ...Evans! - chłopak usłyszał tylko nazwisko. Zadowolił się tym. Teraz z salonu płynęła znacznie spokojniejsze i cichsza muzyka i mogli wrócić do normalnego tonu głosu.

- Jestem... - zaczął Rogacz.

- ...James Potter. Tak, wiem - dokończyła za niego dziewczyna i skierowała wzrok z powrotem na żółte strony książki na jej kolanach. Rogacz chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie ktoś poklepał go mocno po plecach.

- Stary, gdzie ty byłeś? Dawaj, do nas, właśnie jest konkurs jedzenia najohydniejszych fasolek wszystkich smaków! Peter startuje - powiedział Syriusz, zerkając tylko szybko na pogrążoną w lekturze postać.

- Do zobaczenia, Evans - powiedział do dziewczyny James, szeroko się uśmiechając. Dziewczyna westchnęła i podniosła głowę.

- Lily. Lily Evans - powiedziała.

- Jasne, Evans. Do jutra - odparł, szczerząc się i pobiegł za oddalającym się już Syriuszem.

- Kto to jest? - zapytał przyjaciela Rogacz, kiedy zbliżali się do sporej grupki wiwatujących gryfonów.

- Kto? A, masz na myśli tę rudą? Ech, Rogacz. Jak się ma znajomości wśród najlepszych źródeł informacji w Hogwarcie, to się wie. To Lily Evans. Nowa. Przeniosła się tutaj z Parselii - to jak Hogwart, tylko gdzieś w południowej Anglii. Z tego co wiem, tamtejsza dyrektorka skierowała tą dziewczynę do nas, bo tamta szkoła podupada i jest niski poziom, a ta Evans to podobno niezła kujonka. A co? Zainteresowany? - Syriusz przyjrzał się Jamesowi z rozbawieniem.

- Nie no...tak pytam - wzruszył ramionami Rogacz. - To gdzie ten Peter?

Powroty (Jily) ZNOWU DOSTĘPNE! :)Stories to obsess over. Discover now