Rozdział 1.

35K 1.1K 24
                                        

Jestem silną i niezależną kobietą.

Powtarzałam to sobie, każdego cholernego dnia w tej firmie. Czy jej nie lubiłam? Ależ skąd. Ja po prostu czułam się niedoceniona. Dokładnie dzisiaj, dwudziestego drugiego września, minął rok, od kiedy zaczęłam pracę w El lite Group. Pozyskiwanie nowych klientów, to dla mnie chleb powszedni. Ukończyłam ekonomię. Jednak nie należałam do kobiet w ciuchach po babci i w za dużych okularach. Ceniłam klasę. Od zawsze wiedziałam, że mam dryg do mody. Miałam to po mamie.
Stałam w kolejce po kawę. Musiałam po nią iść, aż dwie przecznice dalej, niż znajdowała się firma. Była to najlepsza kawa w całym Nowym Jorku. ' Light Caffee '. Przychodziłam tam od czterech lat. Znałam się z pracownikami i z właścicielem - Benem.

- Witaj Amy! Dzisiaj plus czy minus?- rzucił Ben na mój widok. Uśmiechnęłam się.

- Zdecydowanie plus — odpowiedziałam. Ben od razu wiedział, że przy plusowym poranku wypije duże latte. - Znasz mnie jak nikt inny — dodałam, odbierając swoje zamówienie.

- Wpadnij kiedyś na ciasto czekoladowe. Sofia upiecze je specjalnie dla ciebie. Od dawna narzeka, że nie przychodzisz. - powiedział. Faktycznie. Przestałam do nich zaglądać, od kiedy przyjęłam duży projekt w firmie. Zwyczajnie moja doba miała za mało godzin.

- Przepraszam. Obiecuję, że na ciasto czekoladowe znajdę czas. Zadzwonię do Sofi i ustalę termin. Muszę już iść. Spóźnię się do pracy, a jak wiesz, nie lubię tego robić. Dziękuję za kawę!- oznajmiłam, całując Bena w policzek. Wspólnie z Sofią zastępowali mi rodziców. Po ucieczce z domu byłam sama w tym mieście.


***

Wchodząc do firmy, już na dole zauważyłam, że coś się dzieje. Wszyscy o czymś szeptali, atmosfera jakby zgęstniała. Zabrałam od Lisy swoją przepustkę i udałam się do windy.

Czyżby czekała mnie jakaś rewolucja? Minęłam kolejne piętra, aż dotarłam na swoje. Tutaj spokój. Nikt nic nie mówi. Taka cisza, że aż słyszałam swoje bicie serca.

Weszłam do swojego gabinetu. I nim zdarzyłam cokolwiek zrobić, bez pukania wszedł Adam.

- Amy, za pół godziny zebranie w konferencyjnej. - i zniknął za drzwiami. Odłożyłam dokumenty i zastanawiałam się, czego może to dotyczyć.

Przecież projekt, który ja realizuje, jest dopiero na samym początku. Nie trzeba robić nagłych zebrań.

Dopiłam kawę, poprawiłam makijaż i udałam się do konferencyjnej. Połowa działów już tam była. Jako asystentka działu ekonomii, siadałam blisko szefa. Miałam dobre relacje z Ozzym.
Cisza, jaka tu panowała, była okropna. Wszyscy nerwowo wyczekiwali przybycia szefa. Gdy Ozzy wszedł do środka, szepty ucichły, a ja zauważyłam jedynie jego posępną minę.

- Witajcie – zaczął – Nie wiem, czy dotarły do was informacje, czy też nie. Jednak nie zamierzam owijać w bawełnę. Widzimy się dzisiaj po raz ostatni. Jestem zmuszony zrezygnować ze stanowiska szefa. - oznajmił. Zamarłam.

Co on kurwa mówi? Jaka rezygnacja?

Wszyscy zaczęli dopytywać. Ozzy uniósł rękę, prosząc o ciszę.

- Nie chce zagłębiać się w szczegóły. Mnie też nie jest łatwo — powiedział, spuszczając wzrok. - Nowego szefa poznacie w najbliższych dniach. Tymczasem najważniejszymi sprawami pokieruje Amy — dodał. Słysząc swoje imię, zbladłam.

Ciemna strona cz.1 ZAKOŃCZONEStories to obsess over. Discover now