rozdział 1

2 0 0
                                        

    Pewnie słyszałeś już gdzieś tą historię o świecie tak odległym lecz podobnym do naszego, w którym istnieje magia oraz fantastyczne stworzenia. Słyszałeś o parze kochanków, którzy swoją miłością potrafili zdziałać cuda nieosiągalne dla zwykłego człowieka. O chłopcu posiadającym niezwykłą umiejętność i równie niespotykanej dziewczynie powiązanych nicią przeznaczenia. Słyszałeś opowieści o aniołach i demonach walczących między sobą od wieków. O czarodziejach, którzy przenosili góry za pomocą magicznych mocy, o piratach tnących w swoich żeglujących domach fale oceanów, o bohaterach którzy poświęcali swoje życie podczas walki ze złem ratując świat. Lecz nie jest to jedna z tych opowieści 
    Był późny, ciepły, lipcowy dzień. Zachodzące słońce malowało niebo w równie przyjemnych pomarańczowych odcieniach. Smugi światła przebijające się przez korony drzew rozświetlały szybko przemijającą pod moimi nogami ścieżkę. Drzewa rzucały na nią cieniste pasy sprawiając, że co chwile mnie ono raziło po oczach. Wieczorne bieganie po lesie stało się moim nawykiem, w momencie gdy przeprowadziłem się w jego okolice. Często natrafiałem na różne zwierzęta lub ich ślady, lecz coraz rzadziej widziałem ślady wilków, które niegdyś były panami tych lasów. Od niedawna ludzie zaczęli na nie polować aby pozbyć się niebezpieczeństw z  okolicznych terenów. Nieuważna osoba może z łatwością wpaść w jedną z pułapek, rozstawionych dla bezpieczeństwa. Wraz ze stale zwiększającą się odległością zacząłem czuć tępy ból w nogach. Powoli dochodziłem do swojego limitu. Niedaleko stąd znajduje się niewielka polana na której czasami spędzam czas. Tym razem coś było nie tak. W powietrzu unosił się zapach, który jednocześnie wprawiał mnie w stan nostalgii oraz sprawiał, że każdy mięsień mojego ciała był w stanie najwyższej gotowości. Powietrze przesiąkał swąd krwi. Zacząłem się rozglądać. Na środku okręgu leżał zakrwawiony wilk z łapą w stalowych sidłach. Powoli zbliżałem się w stronę zwierzęcia. W jego oczach było coś ludzkiego, nie widać było zwierzęcego szału, a coś bardziej ludzkiego, żal, smutek, strach. Nie zdawał się być do mnie agresywnie nastawiony. Większość prawej tylnej łapy była zakrwawiona przez szkarłatny płyn sączący się z ran spowodowanymi ostrymi zębami pułapki. Odruchowo zacząłem otwierać sidła i w momencie gdy moja ręka dotknęła jego sierści, przed oczami mignął mi obraz z przeszłości, a ciało ogarnęło dziwne uczucie, jakbym skądś pamiętał tą gęstą sierść. Ale nigdy w życiu nie spotkałem z bliska wilka nie mówiąc już o dotykaniu go. Na chwilę się zawahałem co sprawiło że wilk zawył z bólu. Po chwili odrzuciłem złożonął pułapkę na bok by ją zniszczyć aby nic nikomu już nie zrobiła. Postanowiłem zabrać go do domu, nie mając serca aby zostawić go na śmierć w lesie.
Właśnie znajdowaliśmy się na progu mojego mieszkania, które znajduje się na skraju lasu. Jest to w miarę zwykły jednopiętrowy drewniany dom. Jego budowa zajęła mi niecały rok na parterze był mój pokój, kuchnia i salon, natomiast nad nimi mieściły się cztery pokoje gościnne. Nawet nie zauważyłem kiedy wilczyca leżąca w moich rękach zasnęła. Jak na zwierzę żyjące w lesie jej sierść była dość puszysta. Po chwili zastanowienia postanowiłem zanieść ją do jednego z pokoi gościnnych. Z kuchni przyniosłem bandaże, którymi opatrzyłem zwierzęciu łapę. Zanim uwinąłem się z bandażami patrzyła na mnie oczami, które wywoływały u mnie dyskomfort, prosiły mnie abym został ale to nie mogło być prawdziwe. Rozsądek przejął nade mną prowadzenie i wyszedłem z pokoju. Po umyciu się skierowałem kroki do mojego pokoju. W szafie która znajduje się w pokoju zostawiłem również jej ubrania mam nadzieję, że ich nie zje. Czując lekkie obawy położyłem się spać.
W snach widziałem obrazy z czasów gdy sam budowałem to miejsce. Niewiele pamiętam z tamtego okresu. Wszystko widziałem jak przez mgłę. Czułem jednak pewne uczucie. Czułem coś ciepłego, czułem się bezpieczny. Coś czego nie mogę sobie przypomnieć.
Gdy wstałem był już ranek. Założyłem na siebie niebieską bluzkę z małą, ironicznie, wilczą głową na piersi po lewej stronie, ciemnoniebieskie jeansy i czarną bluzę z białym suwakiem. Po wyjściu z pokoju skierowałem się rutynowo do kuchni. Moim oczom ukazał się widok młodej dziewczyny z czarnymi jak noc prostymi włosami spływającymi jej po całych plecach, skąpanej w blasku porannego słońca. Opierała się swoimi delikatnymi rękami na parapecie patrząc za okno.
-....Alice? - Nieświadomie wypowiedziałem słowa kiedyś mi bliskiej osoby. Odwróciła się twarzy był lekki uśmiech, a jej brązowe oczy dodawały jej urody. Wtedy zauważyłem coś niecodziennego z jej głowy wystawała para wilczych uszu a obok nogi zatrzepotał puszysty czarny ogon.
- Dziękuję, że mi pomogłeś. Jestem Yuno
    - Jestem...Fenrir - odpowiedziałem będąc lekko zakłopotany zaistniałą sytuacją
    - Mam nadzieję, że się mną dobrze zaopiekujesz - Powiedziała ukazując promienisty uśmiech na swojej twarzy i mrużąc oczy.
    - Nawzajem

opowieści z hostoStories to obsess over. Discover now