Było lato, słońce mocno parzyło a mimo to szedłem ubrany w czarny płaszcz i kapelusz. Z oddali zobaczyłem stację benzynową na, którą się kieriwałem, z kieszeni wyjąłem kwiaty i dość sporych rozmiarów zawiniątko. Kiedy wychodziłem do sklepu zobaczyłem ją piękną, niską o Bladej barwie skóry kobietę. Jej długie zmysłowe brązowe loki podniecały a jej tważ....istna poezja piękna buzia i para pięknych zielonych oczu. Rozwiązałem pakunek a w nim i schowałem pod kwiatami, wiedziałem że ona pracuje tu w pocie czoła żeby wyżywić chorą mamusie i brata. Wręczyłem kwiaty a tajemniczy przedmiot schowałem pod ladą, i wtedy to powiedziała
-Jesteś słodki ale mam chłopaka
Obdarzyłem ją paskudnym uśmiechem i pociągnąłem za spust kula wstrzelona z pistoletu przebiła jej kolano kiedy się schyliła jebnąłem jej głową o kasę. Przywiązałem ją do dystrybutora i zacząłem cucić ją, benzyną. Wkońcu się obudziła wtedy dałem jej buta na mordę cios zmasakrował jej nos. Zapomniałem wyłączyć automat więc benzyna wciąż się lała odszedłem i wyciągnąłem telefon. Strzelił w kałużę i zrobiłem sobie serii na tle wybuchającej stacji a w rogu zdjęcia było widać szybujący korpus a za nim nogi kreślący zajebiste szlaczki.
