Dengar szedł przez pustkowia tatooine. Wiał lekki wiatr, więc piasek fruwający w powietrzu obijał mu się o nogi. Miał zadanie. Bardzo ważne zadanie. Najprawdopodobniej najważniejsze w jego niezwykłym życiu łowcy nagród. Idąc, rozmyślał o swoim życiu, a właściwie jak będzie wyglądało jego życie po obaleniu imperium galaktycznego przez rebelię. Tak naprawdę nic go obchodziło czy imperium pokona rebelię, czy na odwrót. Zależało mu tylko na kasie. Większość zleceń przyjmował od huttów, lub od imperium. Teraz jak ta rebelia pokonała imperium, a jednego z największych gangsterów w galaktyce zaś uśmiechał. Po śmierci jabby całe środowisko huttów zginęło. Teraz dengar może przyjmować tylko prywatne zlecenia. Wiedział to, ponieważ dla rebelii nic by nie zrobił. do dzisiejszego zlecenia powołał go niejaki mar karata. Owe zlecenie polegało na tym, by zabić jakiegoś twi'lekańskiego obywatela tatooine. Zleceniodawca opisał dokładnie jak wygląda ofiara. Łowca szedł zupełnie obok byłego pałacu jabby. Około dwieście metrów dalej zobaczył sarlacca. Zaczął się zbliżać do tego niebezpiecznego stworzenia. Wtedy zobaczył leżącą postać obok potwora. Znał ją, to był boba fett.
YOU ARE READING
międzyczasy-star Wars
Fanfictionwymyślona przezemnie opowieść. proszę o nie pisanie w komach: to nie jest zgodne z kanonem itp. ta opowieść nie jest całkowicie związana z tym co było na prawdę. tak raczej nie było ale gdzieś słyszałem, że dengar współpracował z bobą. więc niepozos...
