PROLOG

157 13 2
                                        

- Emily! Do jasnej cholery! Co ty najlepszego wyrabiasz! Złap za tą pieprzoną kierownicę - zanim do mnie dotarły, słowa Finna musiały pokonać gęstą mgłę pokrywającą mój umysł. - Kruszynko!
Co się ze mną dzieje? Jakieś cholerne bzyczenie rozrywa mi głowę. Nie to...to coś innego. Szept. Ktoś szepcze...w mojej głowie? Dobra, uspokój się Emily, to ci się tylko wydaje. To pewnie przez koncert, miejsca przy samych głośnikach jednak nie były najlepszym pomysłem. Aghggh!!! Niech to gówno wyjdzie z mojej głowy!!
- Emily, co ty robisz?!- Finn łapie kierownicę, swoją zdrową ręką, lewa nadal jest w gipsie.
- Kazały mi.
- Co?! O czym ty gadasz?! Ogarnij się!- chłopak drze się na mnie coraz głośniej. Jest wściekły, z twarzy odpłynęła mu cała krew.
Ma rację. Ogarnij się Emily! Złap za to przeklęte kółko.Finn nie powinien prowadzić, zbyt dużo wypił po koncercie.
No już wyciągnij rękę i chwyć, pomóż mu bo zaraz oboje tu zginiecie. Ale nie mogę się ruszyć. Dopiero teraz spostrzegam, że moja noga nadal naciska pedał. Idiotko! Zdejmij nogę z gazu, samochód się zatrzyma i wszystko skończy się dobrze. Nie mogę.
Szepty. To przez nie . Są coraz głośniejsze. Nie tylko je słyszę, ale też czuję. Teraz nie tylko w głowie, są obecne w każdym mięśniu, każdym moim skrawku. Wszystko we mnie wrzeszczy, chce się uwolnić. Nie mam władzy nad własnym ciałem. To nie do wytrzymania.
Spoglądam na mojego chłopaka bezgłośnie błagając o pomoc. Nie patrzy na mnie, przecież właśnie ratuje nam życie.
Przenoszę wzrok na przednią szybę i napotykam dwa zielone ślepia. Zwierze! Finn gwałtownie skręca i traci panowanie nad maszyną. Samochód zaczyna wirować, a my razem z nim.
To koniec? Patrzę na mojego chłopaka, jego usta rozwiera przeraźliwy krzyk. Łapie mnie mocno za łokieć. To ostatnie co widzę i czuję. Potem jest tylko ciemność, wszystko milknie, a moje ciało nareszcie się rozluźnia. Nicość, taka idealna. To był długi dzień. Mam nadzieje, że to ukojenie będzie wieczne.Uświadamiam sobie, jaka jestem naiwna. Przecież nic nie jest wieczne. Nigdy.

VoicesWhere stories live. Discover now