1.

19 5 7
                                        

- A tu jest kuchnia - informuje mnie mężczyzna, na co jedynie blado się uśmiecham w jego stronę.

   Właśnie weszliśmy do ogromnego pomieszczenia. Ja i mój wuj, Logan. Około 40-letni ojciec moich jedynych kuzynek, brat mojej mamy, zmarłej mamy...

   Niespełna tydzień temu wszystko było wspaniale. Miałam mamę i tatę. Byliśmy szczęśliwą rodzinką, taką jakich wiele, ale ja czułam się wyjątkowo. Do czasu, aż ten cholerny wypadek wszystko zniszczył...

   No nic. Powoli godzę się z tym faktem. Dociera do mnie, że to nie jest nadzwyczajne. Śmierć bliskich, a następnie przeprowadzka do jedynych krewnych to scenariusz niezwykle popularny w tych czasach.

Nie myśl o tym Arianne.

   Postanawiam posłuchać głosu w mojej głowie i skupiam się na wyglądzie owej kuchni. Śnieżno białe ściany i szafki wykonane z drewna o tym samym kolorze lśnią w blasku słońca padającego przez smukłe okna. Światło połyskuje tutaj nawet w najmniejszym zakątku. Zresztą, tak jak w całym domu. W wielkim białym zamczysku, w którym przyszło mi zamieszkać.

- Nie będzie tak źle - przerywa niezręczną ciszę mój wujek, ponieważ od kilku minut nie odezwałam się ani słowem. Przez chwilę zastanawiam się jak on wytrzymuje całe dnie w tym pustym domu, a potem dochodzi do mnie, że dziewczynki pewnie rekompensują ową pustkę.

- Oby - wydobywa się ze mnie cichy szept...

Wiesz jak sarkastycznie to zabrzmiało Arianne ?? Ehh...wiem?

- Przepraszam! Naprawdę nie oto mi chodziło, ja... ja nie chciałam... cię obrazić... - zaczynam się jąkać i spuszczam głowę z poczuciem winy. Nie chcę nikogo skrzywdzić, a już na pewno nie rodzinę.

- Spokojnie, to nic - odzywa się swobodnie Logan i kładzie dłoń na moim ramieniu - ...wiesz, kupiłem ostatnio twoje ulubione lody....waniliowe - mówi po dramatycznej pauzie, a mi robi się ciepło na sercu wiedząc, że nie zapomniał o tym co lubię jeść.

Ciekawe czy przez te pare lat odkąd się ostatnio widzieliśmy nauczył się gotować...?

- A jest bita śmietana? - pytam podekscytowana myślą o słodkim posiłku.

- I gorzka czekolada na wierzch - widzę jego szeroki uśmiech i od razu się lekko rozpogadzam - Wszystko znajdziesz w lodówce - wskazuje palcem w jeden z kątów pomieszczenia.

   Najpierw niepewnie, potem coraz szybciej, zmierzam w stronę lodówki. Podczas gdy wyciągam wszystkie potrzebne składniki i inne rzeczy, wujek mówi dalej.

- Teraz idź odpocznij, bo niedługo wracają dziewczynki. Bardzo się ucieszą na twój widok - Wydaje mi się, czy przez jego twarz przeleciał pochmurny cień ?

- Nie wiedzą? próbuję odgadnąć powód zmartwień brata mojej mamy.

- Nie chciałem ich martwić - słyszę po chwili i dochodzi do mnie, że trafiłam. Jak zwykle zresztą.

- Rozumiem - wydaję z siebie cichy szept.

- Co do twojej sypialni, możesz sobie wybrać swoje nowe małe królestwo.

- Narazie zostanę tutaj - postanawiam, a lekko zawiedziony mężczyzna potakuje skinieniem głowy. Bardzo się cieszę, że chce abym czuła się tu swobodnie, ale sama nie wiem kiedy się przyzwyczaję... - Dzięki za wszystko - uśmiecham się i po chwili zostaję sama.

***

  Siadam wygodnie na sofie narożnej zajmującej połowę salonu. Podwijam kolana i przykrywam się ciepłym kocem, który dostałam od taty na gwiazdkę. To było tak niedawno...

   Czuję się taka drobna i bezbronna na tym wielkim meblu. Zaczynam jeść lody. Są moja jedyną pociechą.
Pozwalam wypłynąć moim łzom. Cienkie strumienie słonych kropel zmaczają koc. Ocieram twarz niedbale dłonią i przywraca siebie do porządku.

   Muszę przez to wszystko przebrnąć. Niedługo będzie lepiej. Na pewno. Kolejna łyżka lodów trafia do moich ust. Jak ja kocham lody. Tylko one przytrzymują mnie przy życiu. Bez nich już dawno bym wzięła nóż i...
Nawet nie wierzę, że o tym myślę. NIE. Nie, nie, nie, nie i nie. Nie myślę o tym koniec kropka.

   Zrywam się z kanapy, szybko sprzątam i w tym zostawiam trochę lodów na potem. Informuję wuja, że jednak wyjdę na ten spacer. Już chce dać mi kartkę z jakimiś zabytkami, muzeami, budkami z dobrym jedzeniem, ale odmawiam. Zapewniam, że nie pójdę daleko i na krótki czas. Przejdę się tu i tam po osiedlu, zobaczę park dwie ulice dalej i w sumie tyle. I tak już zbliża się wieczór. Chowam telefon i słuchawki do kieszeni i wychodzę z tej wielkiej willi.

***

   Moje stopy same mnie prowadzą na przód. Skręcam kilka razy, przechodzę przez ulicę, omijam te ogromne domy o przeróżnych kolorach: osiem białych, pięć żółtych, trzy zielone, dwa czarne, cztery brązowawe i tyle samo niebieskich.

   Ludzie mają barwne dusze w tych stronach. Mimo to, wujek Logan postawił na modny i klasyczny kolor. Nawet cieszę się, że nie mieszkam w tym różowym budynku o chyba 10 piętrach. Jestem pewna, że ktoś wzorował się na Barbie projektując tą willę.

   Ze zdziwieniem zauważam ile ludzi wychodzi o tej porze ze swoimi pupilami. Zawsze chciałam mieć psa. Takiego przyjaciela co by cię nie opuścił tak jak...

   Potrząsam lekko głową by wymazać złe wspomnienia. Dochodzę do parku. Siadam na jednej z huśtawek, a ręce chowam do kieszeni szarej bluzy. Nogami lekko odpycham się od ziemi. Rozglądam się dookoła. Próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatnio tu byłam. Wydaje się jakby to było tak jakoś wczoraj...?

   Z powodu późnej godziny plac zabaw jest pusty. Tylko ja tu jestem. Sama. Może jednak nie. Na drugim końcu ulicy stoi grupka nastolatków. Tak z pięć osób, śmieją się i zawzięcie o czymś rozmawiają.
Po kilku sekundach jeden z nich przekręca głowę, a nasze oczy się spotykają.

   Widzę ciemne plamy, ale zaraz obraz wraca do porządku. Wszystko co normalne właśnie przestało być normalne. Oczy chłopaka, mniej więcej w moim wieku, przybrały jaskrawy fioletowy odcień.

   Kilkoro z nich ma skórę pokrytą łuskami, a inni futrem; długim miękkim futrem jak u koni na grzywach czy ogonach (tylko, że to ma prawie 15 centymetrów); w odcieniach zarówno bladych jak i wyrazistych. Różowe, niebieskie, zielone, żółte, tęczowe...

   Ich ubrania, z cekinami i jaskrawe w kolorach zbliżonych do barw na skórze (odrobinę ciemniejsze lub jaśniejsze). Wszyscy mają wysokie buty, które można nazwać koturnami. Twarze nastolatków są rozświetlone przez nieistniejące światło, a usta, oczy czy też nos - bardzo podkreślone kolorem identycznym co reszta sylwetki, tylko po tysiąc mocniejszym i ciemniejszym.

   Jeden z nich przykuwa moją uwagę najbardziej. Ten, który odwrócił się w moją stronę. On również nie spuszcza ze mnie wzroku. Mam wrażenie, jakby próbował zajrzeć do środka i zwiedzić każdy zaułek w poszukiwaniu najcenniejeszego skarbu, aby go wykraść, gdy nikt nie zauważy.

   Tak czy owak, chłopaka można nazwać Fioletowym.

   Fioletowa bluzka na ramionkach pokryta cekinami, opięta na umięśnionej klatce piersiowej, filetowe szorty, fioletowa skóra z łuskami jak u ryb, fioletowa matowa szminka na ustach, fioletowe buty, fioletowe oczy i cień do powiek, a nawet kosmyki fioletowych włosów opadające niezdarnie na bladą twarz. Fioletowy. Nikt inny.

   Oślepiona blaskiem otaczającym grupkę dziwnych istot, dostrzegam, że huśtawka się zatrzymała. Ale i tak nie mogę oderwać od nich wzroku i ignoruję huśtawkę.

Są tacy niezwykli...

  Zahipnotyzowana zapominam o wszystkim. Nic się nie liczy. Tylko te nieruchome postacie o barwnym stylu. Jak pod wpływem zaklęcia, zastygam w bezruchu; jak nieżywy manekin w sklepie modowym. Najprawdopodobniej nigdy nie przestała bym się patrzeć na nastolatków, gdyby nie pewna osoba.

- Hej mała - słyszę stłumiony głos, który zadźwięczał w moich uszach niczym echo ryku lwa w środku jaskini.

Just Arianne Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora