-No dalej, Steve. Dasz radę, walcz... - maszyna, do której jest podłączony mój podopieczny, wydaje z siebie jeden piszczący dźwięk.
-Czas zgonu 17:36 - odzywa się lekarz i zapisuje coś na karcie. Patrzę na niego przerażony, lecz on nie może tego zobaczyć.
Steve umarł. Nie żyje. Nie pomogłem mu, nie mogłem nic zrobić. Stałem bezsilny przy jego łóżku i słyszałem jak jego puls słabnie, a serce powoli staje.
- Nie obwiniaj się, Harry. To nie była twoja wina. - Louis kładzie mi dłoń na ramieniu, ale ja ją strącam. Jestem wściekły, ponieważ człowiek, którego znałem od 96 lat właśnie odszedł. Nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko minął.
-Kiedy jeden z naszych podopiecznych umiera, rodzi się następny. Taka jest ludzka natura, musisz do tego przywyknąć, jeśli chcesz być aniołem stróżem - mówi opanowanym i spokojnym głosem, ale to działa na mnie jeszcze gorzej. Odwracam się niechętnie w jego stronę.
-Kto ci powiedział, że w ogóle chcę nim być? Było dobrze, kiedy zajmowałem się innymi sprawami, to ojciec zadecydował za mnie. Zresztą nie po raz pierwszy.
-Rozumiem twoją złość, on na pewno też, ale musisz się z tym pogodzić. Nie przywrócisz mu życia.
To był pierwszy człowiek, którym się opiekowałem. Wiedziałem o nim wszystko i był dla mnie ważny, pomimo tego, że nie wiedział o moim istnieniu.
Patrzę jak pielęgniarki odłączają jego ciało od aparatury i przykrywają go białym prześcieradłem. Dla nich to tylko kolejny pacjent, dla mnie był kimś więcej.
-To słuszny wiek Harry, świetnie sobie poradziłeś. Teraz musisz całą uwagę skupić na kimś innym.
Kręcę przecząco głową. Naprawdę nie chcę brać odpowiedzialności za kolejne ludzkie życie.
-Muszę porozmawiać z ojcem - odzywam się po chwili.
-On nie zmieni zdania, Harry. To bez sensu, ponieważ... - zaczyna swój monolog, ale ja nie dopuszczam do siebie jego słów. Zamiast tego wchodzę mu w słowo.
-Widzimy się na górze, bracie - nie czekając na jego odpowiedź, ulatniam się ze szpitala.
-Harry, co cię do mnie sprowadza? - pyta mój ojciec, chociaż wiem, że doskonale zna powód mojej wizyty.
-Czemu mi to robisz? Wiesz przecież, że nie chcę kolejnego podopiecznego. - Mój ton nie jest zbyt miły i domyślam się, że mogę dostać za to burę.
-Synu, spisałeś się doskonale. Nie rozumiem dlaczego mam zmienić zdanie.
-Może dlatego, że jesteś moim ojcem? Niech inni się tym zajmują.
-Nie zapominaj się, Harry. Decyzja została podjęta. Mam nadzieję, że będziesz dobrze zajmował się swoją małą podopieczną.
-Podopieczną? To dziewczynka?
Świetnie, tylko tego brakowało do pełni szczęścia...
-W takim razie mam jeden warunek - mówię po chwili, a on patrzy na mnie zamyślony, więc odbieram to przyzwolenie.
-Chcę zejść na ziemię jako człowiek.
-Nie ma mowy - jego ton jest surowy jak nigdy. - Jak ty sobie wyobrażasz? Będąc człowiekiem nie będziesz mógł jej należycie chronić.
-Ojcze, miałem na myśli raczej ucieleśnienie. Mam dosyć tego, że nikt mnie nie widzi, nie słyszy, nie wie nawet o moim istnieniu. Jeśli mam być dobrym aniołem stróżem, to pozwól mi na to, żeby mogła mnie zobaczyć i naprawdę poczuć moją obecność. - Szybko wyrzucam z siebie słowa i uważnie badam jego reakcje. Wiem, że do tej pory żaden anioł nie mógł ukazywać się ludziom, ale nie mam nic do stracenia. Ojciec wpatruje się we mnie w milczeniu, lecz po chwili, która dla mnie trwała wieczność, decyduje się przerwać ciszę.
-Zgoda.
YOU ARE READING
Angel - Harry Styles
FanfictionHarry nigdy nie chciał być aniołem stróżem. Po śmierci podopiecznego dostaje pod swoje skrzydła Ronnie, ale stawia ojcu jeden warunek. Ucieleśnienie w dniu osiemnastych urodzin dziewczyny.
