Urodziła się w ciemności, chodź świeciło słońce.
Zastanawiali się, dlaczego nie płacze.
Różnica temperatury nie przeszkadzała dzidziusiowi,
Tym bardziej światło. Przecież go nie było. W takim razie....
Gdzie znajdował się świat?
Kevin, Caroline.
Bra...
Zakłada plecak, idzie powolutku korytarzem. Potyka się. Ktoś podstawił jej nogę. Ale nie upadła. Poczuła, że ktoś ją złapał.
- Uważaj na siebie. Pełno tu złośliwych dzieci. - Odezwał się nieznajomy. - Wiem. Dziękuję Kevin. - Odparła. Jednak znała ten głos. Chodził z nią do klasy. - Lepiej patrzeć pod nogi. - Uśmiechnął się. - Jak? - W jej głosie pobrzmiewała nutka żalu. - Ach, zapomniałem. Jejku, przepraszam. Nie chciałem cię urazić. - Nie uraziłeś. - Na pewno? - Tak. - Spuściła głowę i zaczęła iść dalej. - Ej, ej. Idziesz ze mną. Odprowadzę cię do klasy. - Złapał ją za ramię. - Poradzę sobie... - Już zapomniałaś co stało się przed chwilą? - Być moze. - Uśmiechnęła się. - Dziękuję za troskę, ale nie mogę ci zaufać. Równie dobrze mógłbyś wyprowadzić mnie gdziekolwiek. - Kevin Steeler, lat 16, wysoki brunet o piwnych oczach. Jak coś to zgłosisz mnie na policję. O ile cię wcześniej nie zabiję. - Powiedział ironicznie. - Baardzo śmieszne. - Przewróciła oczami. - Oj chodź już, bo zaraz będzie dzwonek. - Dobrze. - Westchnęła.
Odprowadził ją pod klasę. Zaraz potem zadzwonił dzwonek. Wprowadził ją do klasy. Nie usiadł w ławce, tylko podszedł do nauczyciela. Usiadł obok niej. - Będę siedział obok ciebie. - Uśmiecha się do niej. - Ty masz zamiar mnie prześladować? - Przejrzałaś mnie. - Śmieje się. - Baardzo śmieszne. - Wiem.
***
- Ty to masz fajnie! Nie piszesz w zeszycie, tylko masz notatki głosowe, masz takiego super przystojnego kolegę jak ja... - Rzeczywiście z tym mam lepiej. A co do drugiego... Nie zaprzeczam... - Uśmiechnęła się, a chłopak był zdziwiony. - Ale też nie potwierdzam. - Zaśmiała się. - Pff. - Westchnął chłopak wyraźnie zawiedziony. - Oj nie wzdychaj tak pięknisiu. Niby skąd miałabym wiedzieć jak wyglądasz? - Wyszczerzyła się. - Zapomniałem o tym pomyśleć, Carlusiu. - Schylił się i pocałował ją w dłoń. - Odsunęła dłoń. Oj już nie rozkochuj mnie w sobie. - Lada moment i sama się rozkochasz. Sugeruję, abyśmy wracali. - Dobry pomysł paniczu. - Wytknęła mu język. - Gdzie mieszkasz? - Niedaleko Ciebie. Pięćset metrów dalej. - Cudnie. Do tego mieszkam jeszcze tak niedaleko takiego wariata. - Śmieje się. - Przynajmniej będę miał pewność, że bezpiecznie wracasz do domu. - Boerze ją na ręce i biegnie z nią w stronę domu. - Przestań! Postaw mnie! Puuuść! Bo zrobię harmider i zwrócę uwagę przechodniów! Stawia ją na ziemię. - Wariatka. - Śmieje się. - Może odwiedziłabyś mój dom? - Tsaaa. Jeszcze mnie zgwałcisz. - Śmieje się. - Ach, myślałem, że dobrowolnke poddasz się uosobieniu prawdziwego piękna, czyli mnie. - Poczekaj, zadzwonię do mamy. - Uśmiecha się. Wyciąga telefon. Na ekranie od razu pojawia się uśmiechnięta twarz kobiety. Jest bardzo podobna do swojej córki. Naciska na ekran.
- Cześć Caroline. Coś się stało? - Hej. Idę do kolegi. Wrócę troszkę później. - Nie ma sprawy córciu. Bądź ostrożna. - Okej mamo, kocham Cię. Rozłączyła się. Chłopaka zaskoczyła więź między matką, a córką. Zwykle dziewczyny w jej wieku mówią. "Mamo, nie rób mi wstydu".
- Możemy iść. Chłopak złapał ją delikatnie za ramię i prowadził.
Oups ! Cette image n'est pas conforme à nos directives de contenu. Afin de continuer la publication, veuillez la retirer ou mettre en ligne une autre image.