Otwieram oczy. Ktoś mnie niesie. Próbuje się wyrwać. Jedyne co czuje to ból skóry na karku. Zawsze dwunożni traktowali mnie niczym super giętką piłkę z sylikonu. Biorą te swoje łapska, do tego wydłużone, ale w ogóle nie mają pazurów, i biorą nas za kark. Gdy moja mama to robiła, zawsze nic nie czułam. Ale teraz, nie wiem co się dzieje, gdzie mnie niosą? Dwunożny wsadził mnie do klatki, z napisem "Bad Breed", ale nie wiem co to znaczy. Potwór ruszył. Był strasznie głośny i zamiast nóg miał czarne koła. Jechałam tak długo. Mijaliśmy pola, miasto..
Przejeżdzaliśmy obok lasu. Czułam ten zapach życia. I pomyślałam o wolności innych zwierząt w tym lesie. Las był bardzo zarośnięty. Nagle poczułam zapach wilka. Zobaczyłam, że ciemno-szary wilk z jasno-szarym pyskiem wskakuje na potwora i pazurem otwiera moją klatkę, bierze, lekko boleśnie w kark zębami i szybko przerzuca na kępę jesiennych liści. Na szczęście, na kępę liści. Dwunożny to chyba zauważył, ale jedyne co usłyszałam to "I tak był niepotrzebny".
- Nic ci nie jest? - spytała łagodnie, i z zmartwieniem wilczyca, która wyciągnęła mnie z potwora.
- R-raczej nie. - byłam lekko przerażona.
- Ja jestem Korra. - uśmiechnęła się. - A ty?
- Sheena. - dopiero teraz się jej lepiej przyjrzałam. Zielone oczy, ciemno-szare futro, z jasno-szarą plamą na pysku i masywnym ciele.
- Tak w ogóle, czym ty jesteś? Nie wyglądasz na wilka. - położyła się luzacko na kępie, obok mnie i puściła mi zawadiackie spojrzenie.
- Likaonem.
- Mhm. Chodź, moja siostra musi cię poznać.
- Właściwie, czemu mnie uratowałaś? - zapytałam gdy zaczełyśmy iść.
- Często tu chodzę i widzę, że jakiś samochód wiezie jakiegoś wilka. Czasem go ratuje, czasem nie. Ale tylko jeden oprócz ciebie dołączył się do nas.
- Do was? - zapytałam. - W sensie do jakiegoś stada?
- Nie, po prostu żyje sobie z moją siostrą i pewną wilczycą w twoim wieku, którą uratowałam.
- A i.. co to jest samochód? - popatrzyłam w jej głębokie, zielone oczy. Lekko je wytrzeszczyła, jednak zaraz potem mi wytłumaczyła.
- To coś, w czym byłaś.
- Ja to nazywam potwór.
- Heh. O patrz, już jesteśmy. - zaczęłyśmy przedzierać się przez lekko bardziej ciasne wejście z drzewa orzechu. - Leafess, mam nowego "uratowanego" - zaśmiała się. Biała wilczyca w moim wieku, z czarnymi plamami wyszła zza drzewa i popatrzyła na mnie mrużąc oczy. Popatrzyłam na nią pytająco. Ona zaś "tajemniczo" i wolno schowała się za drzewem podejrzliwym wzrokiem.
- Hej. - kremowa wilczyca z zielonymi pasami przypominającymi liście spojrzała na mnie ciekawsko. - Sakura? Sakura, chodź tu, mamy nowego współlokatora.
- Co mamy?
- Współlokatora.
Powolnym krokiem wilczyca z lawendowym spojrzeniem wyszła zza drzewa. A więc nazywa się Sakura.
- No hej. - powiedziała do mnie leniwie i chciała już wrócić do legowiska, ale Leafess zatrzymała ją.
- Kurwa, Sakura. Czy my cię tak traktowałyśmy, gdy Korra cię tu przyprowadziła? - Sakura popatrzyła lekko zaskoczona przekleństwem Leafess.
- Mogę się gdzieś położyć? Zimno mi.. - zapytałam wpół Leafess, wpół Korry.
- Jasne, tam jest wolne legowisko - powiedziały w tym samym czasie i odwróciły głowy w stronę legowiska.
- Super. - powiedziałam, i odeszłam się położyć do nowego, ciepłego legowiska.
KAMU SEDANG MEMBACA
Sheena ~
PertualanganHej, zapraszam na drugą już książkę. Jednak nie będę na siłę pisać długich rozdziałów, żeby były dłuższe niż te w Feather, tylko będę zapisywać, i jak będzie mieć min. pięćset słów, to opublikuje. Nie mam zamiaru na razie o książce więcej ujawniać...
