1

6.8K 140 55
                                        

Obudziłam się z zimnym miejscu. W domu, który nie był tym moim w Chicago. Rozejrzałam się,dom był schludny i zadbany ale nie emanowało od niego ciepło rodzinne.
Nagle drzwi od pokoju otworzyły się, stanął w nich wysoki o czekoladowej karnacji brunet z brązowymi oczami.
Nie wiedziałam kim jest ani czemu mnie tu trzyma.

-Lily,już wstałaś-uśmiechnął się ten ktoś -Jesteś głodna? Mam tu dla ciebie herbatę i kanapki. -przysunął do mnie jedzenie.
-Nie jestem głodna -spojrzałam na kanapki, były z pasztetem,nienawidziłam pasztetu.- Jak masz na imię?
-Miło mi, Mike jestem. - podał mi rękę ale kiedy zorientował się że ja nie nie zamierzam się z nim witać , cofnął rękę.  - Jestem lokajem twojego porywacza, Luk'a.
- Dlaczego zostałam porwana? - spytałam wystraszona.
-Pójdę po niego , on ci wyjaśni. - powiedział i zniknął za drzwiami.

       Po kilku minutach pojawił się     Luke , nie wiem kim był i czemu mnie  porwał. Był blondynem, z kolczykiem w wardze, był wysoki, widać że ćwiczy, jego zielone oczy lustrowały moją osobę . Może i był przystojny, nawet bardzo ale jednak mnie porwał.
A to zmieniało postać rzeczy.
-Witaj w Kanadzie!- krzyknął, ale tak ciepło.
-Co ja tu robię? - Luke nie wyglądał jak porywacz, był seksowny.
- Ty nic nie wiesz? -spytał zmartwiony.- Hm, twoja rodzina została zamordowana , jestem kumplem twojego brata. Leci tu z Australii ale będzie dopiero za 2 dni.

Podbiegłam do Luka i go przytuliłam. Porachunki mojego brata zakończyły się śmiercią moich rodziców.

To by było na tyle w tym rozdziale ;))
Nie wiem czy pisac dalej
Piszcie w komentarzach bo to moja pierwsza opowieść

Bad boy - fanfiction with Louis TomlinsonStories to obsess over. Discover now