Prologue

37 1 0
                                        

24 sierpnia 2016 rok, Alex Baltimore

Żałujesz, że to już koniec? - Usłyszałam głos przyjaciółki. Wyrwała mnie z moich myśli. Po raz kolejny.

- Koniec czego? - Zapytałam. Nie bardzo wiedziałam co ma na myśli.

- No jak to czego.. no wakacji! - Miała minę jakby tłumaczyła mi właśnie dlaczego słońce świeci.

Westchnęłam..

To najwyraźniej jej wystarczyło by poznać odpowiedź.

Oczywiście, że żałowałam. To właśnie z nią, Caroline, spędziłam praktycznie większość tego błogiego wolnego czasu. Przyjaźń z nią na swój sposób była taka piękna. Ona, nieświadoma jak wiele robi, pokazywała mi zupełnie inny świat. Świat do którego ja nigdy zupełnie nie będę należeć. Aż zadziwiające było, że moi rodzice nie mieli większych pretensji co do tej znajomości.

Nie sprzeciwiali się gdy chodziłam z nią na zakupy do miasta. Ani, gdy u mnie spała. Choć to było niezwykle ryzykowne. Nie mieli obiekcji również kiedy pojechałam z nią do Krakowa. Pięknego polskiego miasta, gdzie mogłam pobyć z ludźmi takimi jak ona. Świat, do którego należała zadziwiał mnie i intrygował. Mimo, że bardzo się go bałam i czułam się obco przebywajac w nim.. nie mogłam przestać coraz bardziej go poznawać. W te wakacje robiłam tyle.. nowych rzeczy.

Nie chciałam by ten czas się kończył. Najchętniej przedluzylabym to wszystko o dodatkowy miesiąc.

Spojrzałam na Caroline. W zasadzie nie rożniłyśmy się bardzo. No może ja byłam nieco drobniejsza i niższa. Nieco.

Po raz setny tego dnia westchnełam.

Czy ta przyjaźń była przyjaźnią, jeśli ona nie wiedziała najważniejszego?

Ona była mugolką.

A ja czarownicą.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mokra i pachnąca wyszłam z wanny okrywajac się miękkim ręcznikiem. Mimo to i tak zaczęło mi być zimno. Zatesknilam za ciepłą wodą. Spojrzałam w lustro i dostrzegłam zmęczona twarz. Moją własną.

Za tydzień miał rozpocząć się rok szkolny. Chyba nie byłam na to wystarczająco gotowa. Wakacje wciąż we mnie tkwiły. Mimo wszystko chciałam znów spotkać sie z dziewczynami z roku, za którymi tak tęskniłam.

Rozszesując mokre włosy napotkałam na kołtun, który wyrwał mnie z moich rozmyślań. Niech pozostaną przeklęte, moje beznadziejne kudły. Spojrzałam na magiczny zegarek, który pokazał strzałką na "Pora snu". Dokończyłam szybko wieczorną toaletę i udałam sie do mojego pokoju.

Wszystko byłoby w nienagannym porządku gdyby nie jeden mały fakt. Na moim balkonie siedziała sowa. Biała sowa dla ścisłości. Zdziwił mnie ten widok. Sowy przeważnie czekają pod oknami z wiadomością dla czarodzieja. Ta jednak stała tyłem zwrócona do mnie. Nawet gdy otworzyłam drzwi balkonowe ani drgnęła. Wydawała się być oazą spokoju.

Gdy podeszłam bliżej, w mroku dostrzegłam koperte, którą trzymała w dziobie. Stojąc u jej boku powiedziałam :

- Ładną dziś noc mamy, nie prawdasz?

Odpowiedziała mi pohukiwaniem i upuściła z dzioba papierowy przedmiot. Usiadłam przy niej, na co ona wlepiła we mnie swoje hipnotyzujące ślepia. Przez dłuższą chwilę nie mogłam oderwać od niej wzroku. Wydawać by sie mogło, że sowa ma w środku zaginioną duszę.

Niechętnie przeniosłam wzrok na kopertę. Przeczuwałam kłopoty. No bo kto normalny przysyła o takiej porze listy i to jeszcze przez sowę, która ma w sobie coś z człowieka?

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 17, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

HOGWART EDITIONStories to obsess over. Discover now