Spotkanie

96 1 1
                                        

Siedzisz wciśnięta w kąt, starasz się nie myśleć o ich zapachu.
Lecz to nie łatwa sztuka, zwłaszcza że jesteś sama, inna.
Są jednak dni, w których dla...właśnie dla ich dobra uciekasz.
Tak się właśnie stało teraz Celin, choć przeżyła wiele, wiele lat uciekała. Gdzie? Do wydawać by się mogło najmniejszego ich skupiska, do mieściny zwanej Forks.
Wiedziała, że nie tylko ona jest inna. Takich samych potworów, jak sama siebie określała, jest wielu.
No tak, lecz ona nawet wśród nich, jest inna. „Odludek", „wyrzutek", „wyklęta".
- czego chcesz?- pytała sama siebie, siedząc w szkolnej stołówce. ...sama-czego narzekasz? Sama wybrałeś takie życie, życie uciekinierki.
Wnet poczuła... Wyczuła innych.
-Oni tu są.
Do stołówki właśnie wszedł wysoki szatyn.
- kto to? - pomyślała-skądś go znam...- wytężyła umysł.
On spojrzał i uśmiechnął się-cholera! - przeklęła
Szepnął coś do reszty, coś mu odpowiedzieli, ale on ich zignorował i ruszył w jej kierunku.
- Celin- zaczął
- o tak bez powitania? - warknęła
- ☺ cześć Celin, kopę lat - uśmiechnął się
- Callan- nie zabrzmiało to radośnie
- widzę, że się nie stęskniłaś- zakpił.
Jego żółte oczy błysnęły w świetle lamp
- widzę, że jest cały klan - dodała, spoglądając na stół, który właśnie zajęli Callanowie
- tak przyjechaliśmy niedawno
- na stałe? - zabrzmiało to trochę jakby, miała nadzieję, że nie.
- a ty? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- po co pytasz? Przecież znasz odpowiedź. Tak wiem i pamiętam o twoich... hm zdolnościach... A jak tam wizje Alice? Nic się nie poprawiło?
- nic... a ty...
- nie tutaj.... nie będziemy tutaj rozmawiać - spojrzała mu prosto w oczy
- nosisz soczewki? - spytał marszcząc czoło
- Ta, a bo co?
Rozmowę na szczęście przerwał dzwonek tak, że rozstali się w odpowiednim momencie.
Lecz jakie było jej zaskoczenie, gdy weszła do klasy, gdzie miała zastępstwo za nauczyciela biologii i ujrzała .... no tak Edward Callan
- pech - pomyślała
Chyba odczytał jej myśli, bo uśmiechnął się krzywo.
Wciągnęła głęboko powietrze, po czym rzuciła teczkę na biurko i zaczęła.
- witam nazywam się Celin MCMilan... mam przez miesiąc zastępstwo za profesora Stiwensa - objaśniła - hm...- spojrzała w dziennik - fajne żadnych notatek, jak miło - mruknęła pod nosem - dobra to, na czym skończyliście? - spytała klasę
- na podziale komórek - odpowiedział jej czarnoskóry chłopak, ostrzyżony na jeża
- ok
Lekcje szybko minęły i Celin wyszła na parking
- no tak Callanowie zaparkowali niedaleko - pomyślała - są jak...- Zaczęła w myślach wrzucając teczkę na tylne siedzenie Porsche
- są jak co? - usłyszała za plecami rozbawiony głos. Odwróciła się tuż koło wozu terenowego, stał wysoki, barczysty brunet.
- Emmet ... hm po raz to już, który w liceum?
- 😀 a bo ja wiem - wzruszył ramionami. Z Emmtem zawsze miała lepszy kontakt niż z resztą klanu.
- do domu?
- nie do szpitala... Tak pewno spotkań kolejnego Callana... Tak pracuję tam - odpowiedziała, zanim zdążył spytać
- ciągle zapominam, że masz tę samą zdolność co Edward - uśmiechnął się.
Emmeta charakteryzowała niebywała wesołość i swoboda, po prostu nie dało się go nie lubić. Był jak ☺ z pozoru potulny miś, budził zaufanie.
- a Stiw też jest ?
- ta a bo co?
- nic tak tylko pytam - wzruszył ramionami - fajnie by było spotkać Starego kumpla - dodał z uśmiechem
- 😆 no tak STAREEEGO - Zaśmiała się - od kiedy to wy się kumplowaliście? ... 60 czy więcej lat temu...
Emmet tylko parsknął niepohamowanym śmiechem.
- gdzieś jest wyraźnie to wyczuwam
- fajny wóz - dodał na zakończenie wskazując na pakę terenówki.
Po chwili i Celin ruszyła w swoją stronę.

PRZEKLĘTAWhere stories live. Discover now