Minął może miesiąc, a ja coraz bardziej rozwijałam swoje umiejętności, zażywając przy tym napar z mleczy. On może jednak pomagał? Przez ostatnie 30 dni poza domem nauczyłam się podstaw parapsychologii-nawet wiem w końcu jak się to nazywa. Skupiłam się na każdym z jej rozgałęzień. Najtrudniejsza była dla mnie psychokineza, miałam z nią największy problem i szczerze mogę się przyznać, że tylko raz z przypadku udało mi się jej użyć. Co do reszty, to szło mi z nimi dobrze. Bez leków w odosobnieniu łatwo przyszło mi rozwinięcie jasnowidzenia oraz telepatii . Trudniej było mi z prekognicją i retrognicją, bo potrzebowałam jakiegokolwiek zdarzenia. Bez leków mogłam poczuć cała moc moich umiejętności, ale też ciągnelo to za sobą powrót depresji. Również mało znów jadłam, ale nie widać było to po mnie -chyba. Rodzice myśleli, że pojechałam gdzieś z Alexem, a ja siedziałam w lesie nieopodal jego domku letniskowego, kiedy on siedział w Meksyku u rodziny. Wujek często przychodził pogadać-jedynie jego towarzystwo sprawiło, że nie zwariowana, choć z drugiej strony mogło to wyglądać na obłęd. Kto by wytrzymał samemu w lesie bez internetu i ludzi przez miesiąc?-Ja. Tego dnia miałam wrócić do domu żeby się przepakować, oczywiście wybrałam się tam wtedy, kiedy nikogo nie było. Zachowałam się chamsko, ale co mi tam. Przepakowalam się jak najszybciej mogłam i ruszyłam z powrotem do lasu.
-Za godzinę Alex wraca..-mruknęłam pod nosem.
Bez leków bałam się jego powrotu, bałam się też ludzi, którzy na mnie patrzą. Możliwe, że oni nawet na mnie nie patrzyli, mogło mi się to tylko wydawać. Stany lękowe zaczynały się jedynie wśród ludzi -wtedy nie mogłam ich powstrzymać. Jedynie w samotni czułam się dobrze.
Zdąrzyłam przed Alexem i zmusiła się do zjedzenia czegoś. Konsumowałam właśnie spaghetti, kiedy wszedł do środka. Usiadł obok mnie, posyłając mi ciepły uśmiech.
Nie odpowiedziałam, a wtedy przeszedł do tematu naszego wyjazdu. Chciał wiedzieć kiedy ruszamy i czy chce gdzieś się.jeszcze zatrzymać .
-Zaraz...
Nie krył zdziwienia, zachowywałam się według niego inaczej. Zdziwiła go moja oschłość. Przed wyjazdem byłam nawet skóra do przytulania się, czy nawet pocałunków, a teraz? Nawet się z nim nie przywitałam.
-Coś się stało?-zapytał stając za mną.
Jego dłoń spoczęła na moim ramieniu, rozpoczynając atak dreszczyk, krążących po moim ciele.
-Nie brałam... leków przez długi czas...i-nie dokończyłam, bo objął mnie, kładąc głowę na moim barku.
Dreszcze się nasiliły, a ja usłyszałam jego myśli. Mimo, że było ich wiele zrozumiałam, że się o mnie martwi. Chciałam jak najszybciej przegonić strach i zacząć się normalnie zachować. Byłam jednak pod wrażeniem, że zaakceptował mnie pod każdym względem. Przecież nikt by się nie zgodził na ciągłe czytanie w myślach. Każdy chce choć trochę prywatności, a przy mnie było to niemożliwe. Może to się nazywa miłość? Ja tego nie rozumiem i na jego miejscu bym nie wytrzymała.
-Dasz mi dokończyć...?-mruknęłam.
Westchnął mówiąc, że idzie wziąć prysznic. Na szczęście zawsze robił to długo, więc miałam trochę czasu. Dodatkowo byłam już spakowana, więc tylko musiałam zjeść. Tym razem wziął szybki prysznic i ruszył do auta z moją torbą. Nie chciał mnie denerwować, więc tam został. Ja przed wyjazdem pozamykałam okna i drzwi, a następnie wsiadłam do auta.
-Gotowa?
Skiwnelam głową, a Alex ruszył. Przez pierwsze minuty raczej się nie odzywał, dopiero na pierwszym postoju-w aptece sąsiedniego miasta poprosił o receptę na psychotropy. Zostałam w aucie, próbując pogodzić, a zarazem pożegnać się z moją czystością krwi i umysłu. Teraz po wzięciu leków moje umiejętności zostaną ograniczone do minimum, czyli żeby słyszeć myśli lub przesłać komuś telepatycznie słowa będę musiała być blisko. Znów bd musiała się ograniczać. Bardzo mnie to bolalo, ale ludzkie myśli na mój temat bolały by mocniej. A stany lękowe i depresja doprowadziły by do katastrofy. Chłopak wrócił z tabletkami i butelką wody. Miało to chyba znaczyć, żebym od razu wzięła leki. Westchnęłam, a następnie spojrzałam na wydzieloną porcje psychotropów. Szybko zaczęły działać i pozbawiła mnie energii, ale i strachu.
-Lepiej?-zapytał z ciepłem w głosie.
-Zależy co oznacza "lepiej"..jestem przymusowa...ale stabilniejsza psychicznie.
-Taką cie kocham...i stęskniłem się.-powiedział odpalając auto.
-Ja...chyba też-oznajmiłam z lekkim uśmiechem.
Zbliżył się do mnie i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Już nie słyszałam jego myśli, co oznaczało, że leki ograniczają mi to czego się nauczyłam pod jego nieobecność. Szkoda mi było straconego czasu, ale tak czułam się lepiej.
Do miasta dojechaliśmy po 6 godzinach w samochodzie. Ja na szczęście mogłam czytać, on musiał się skupić na drodze, co z pewnością było męczące. Zaparkowaliśmy na szkolnym parkingu i ruszyliśmy w strone budynku szkoły. Najpierw musieliśmy się zakwaterować. Domitorium męskie i damskie było osobnymi budynkami, a może porostu odnogami szkoły? Budynek uczelni był zwykła trzypietrową budowlą w kształcie litery "v". Jej odnogami były domitoria. Całość tworzyła romb zamykający dziedziniec. Dziedziniec był dużym ogrodem z ławkami i altankami. Było tu pięknie. Kobieta, która nas przywitała dala nam formularz i zasady panujące w szkole. Mieliśmy odpowiedzieć na parę pytań, związanych z tym co ze sobą mamy i tym czy na coś chorujemy. Potem mieliśmy zapoznać się z regulaminem i każde rozejść się do przydzielonych nam pokoji. Mi przypadł pokój na pierwszym piętrze-87. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazał się pokój średniej wielkości. Zmieściły się tam dwa łóżka, komoda między nimi oraz szafa obok drzwi wejściowych. Obok drzwi były kolejne, które prowadziły zapewne do łazienki. Zapewne, bo ktoś ją zajął. Miałam współlokatora, który siedział w łazience. Ustałam na środku pokoju, czekając aż dziewczyna wyjdzie. Chciałam ja poznać i zrobić dobre wrażenie. W końcu wyszła, a jej wygląd trochę mną wstrząsnął. Mocny makijaż, białe włosy i masa tatuaży na rękach i szyji. Z początku się jej przestraszyłam.
-Em...jestem Elena..miło mi ciebie poznać.. -wydukałam.
-Aurora..-mruknęła tak aksamitny głosem, że zabrzmiało jak ze studia nagraniowe, gdzie nałożono na niego mnóstwo efektów dźwiękowych.
-Gdzie moje maniery..wybierz łóżko...-rzuciła.
Wybrałam pierwsze lepsze i delikatnie położyłam na nim walizkę. Była dość miła jak na swój wygląd, ja za to pewnie wyglądałam okropnie.
-Chcesz wyjść może na piwo?-spytała, po chwili ciszy.
-Tak łamać zasady w pierwszy dzień? -spytałam żartobliwie.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech, który odkrył w jej wargach dziury po "snejkach ". Za nic nie przekonałam mnie na alkohol, ale z chęcią wyszła bym z nią na miasto i troche ją poznała.
-Mogę iść, ale nie pije..
-Tchórzysz?-zapytała, chcąc mnie zirytować.
Nie udało się jej. I z uśmiechem na twarzy zaproponowałam jej zwykle wyjście na miasto. Przystała na moją propozycję. Przed wyjściem pomalowałam się i mogłam iść. W drodze rozmawialiśmy, chcąc choć trochę się poznać. Na szczęście Aurora znała to miasto, bo już wcześniej się tu uczyła. Poszliśmy do pubu, gdzie zamówiła sobie piwo, ja za to kupiłam sobie sok. Wyśmiała mnie, że jestem taka grzeczna, po czym wzięła łyka.
-A ty taka buntowniczka..?-zaśmiałam się.
-Jasne...pale kościoły i jem koty..
-Czyli słuchasz rocka i metalu?
Uśmiechnęła się, bo zrozumiałam o co jej chodziło. Od razu ją polubiłam, bo nie mówiła niczego wprost. To mnie w niej intrygowało. Z resztą ona mnie też polubiłam skoro chciała ze mną gdziekolwiek iść. Po godzinie naszej nieobecności wróciliśmy do pokoju i dokonczyłyśmy rozpakowywanie się i wzięliśmy się za czytanie zasad.
-Zero alkoholu, papierosów, tabaki, narkotyków i imprez. -zaśmiała się.
-Raz w tygodniu sprawdzanie porządku w pokoju...intrygujące.-mruknęłam.
Komentowałyśmy zasady do ciszy nocnej, po której musiałyśmy zgasić światło i być ciszej. Ja wtedy mogłam popisać trochę z Alexem. Po godzinnym streszczenie popołudnia życzyliśmy sobie dobranoc i poszliśmy spać. Następnego dnia musiałyśmy wstać rano na śniadanie. Ogarnęłyśmy się i razem ruszyliśmy na śniadanie. Dano nam świeże bułki z wedlinami, serem, i sałatą, do tego herbata/kawa. Na stołówce jadło się wspólnie, więc szybko dołączył do nas Alex ze swoim nowym znajomym z pokoju. Był chudym blondynem, o niebieskich oczach. Dopiero kiedy usiadł obok poczułam coś, co trochę mnie zaskoczyło-był w połowie wampirem. Od razu przeniosłam wzrok na chłopaka.
-Przecież...oni się pozabijają...-mruknęłam.
YOU ARE READING
Akademia
FantasyDruga część "przyjaciel?", czyli Elena -anorektyczka medium, ktora chce odkryć odpowiedzi na swoje pytania. Spotyka tam Aurora, dziewczynę z Anglii, która jest francuską. Jak jej losy się dalej potoczą..?
