(1)

440 40 10
                                        

Późne popołudnie. Trzynasty lipca. Autostrada do Miami. Tysiące samochodów jak codzień zmierzały przed siebie w celach znanych tylko sobie samym, pośród boleśnie dającego o sobie znać upału, zamieniającego ich podróż w istne piekło. Wszystkie auta, jak i ich pasażerowie, wydawały się być takie same - nic szczególnego. Jednak w niekończącym się ich sznurze znajdowało się jedno, na którym warto było skupić uwagę.

Wewnątrz siedział chłopak o gęstych, rozczochranych kruczoczarnych włosach, których niesforne kosmyki figlarnie opadały na jego blade oblicze. Bystre, bladoniebieskie spojrzenie i delikatny uśmiech nadawały mu w efekcie wygląd sympatycznej, beztroskiej osoby. 

Obok niego siedziała dziewczyna, spoglądająca na drogę i mijane otoczenie ciemnoszarymi oczami, co chwilę odgarniając przy tym do tyłu swoje długie blond włosy. Imię chłopaka brzmiało Adriel, zaś towarzyszki, będącej jego najlepszą przyjaciółką - Amara. 

Wybierali się do Miami w celu świętowania osiemnastych urodzin chłopaka, które przypadały właśnie owego trzynastego dnia lipca. Była to już jednak druga część obchodów, bowiem parę dni wcześniej miała miejsce wielka impreza z tej okazji, na którą powszechnie popularny Adriel zaprosił niemal połowę miasta.

Warto wspomnieć, że nasz bohater był człowiekiem o niebanalnej osobowości - posiadała ona dwie zupełnie różne odsłony - niczym yin i yang. Jakby w ciele chłopaka mieściły się dwie osoby o całkowicie odmiennych charakterach. Jedna z nich była ekstrawertyczną duszą towarzystwa, mającą setki przyjaciół, znaną wszędzie, gdzie się pojawiła, głośną, otwartą, kochającą dobrze się zabawić i być w centrum uwagi, nader pewną siebie. Natomiast druga strona, rzadko kiedy ujawniana, była kompletną ostoją spokoju, cichą i zrównoważoną, lubiącą posiedzieć w samotności, rozmyślając i wsłuchując się w otaczający ją świat.

 Stąd też wziął się pomysł na spędzenie urodzin na dwa sposoby - najpierw w szerokim gronie ludzi, pośród gwaru, hałasu i szaleństwa, a pózniej z jedną zaufaną przyjaciółką, w zacisznym, drewnianym domu przy brzegu plaży. 

Zbliżała się godzina dziesiąta wieczorem, gdy dwójka nastolatków dotarła na miejsce. Zostawili swoje pakunki w malutkim domku, który mieli wynajmować, po czym udali się na spacer wzdłuż brzegu plaży. 

Było już niemal całkowicie ciemno. Na niebie pozostała tylko delikatna poświata pozostawiona po zachodzącym słońcu. Księżyc, będący wówczas w pełni, oświetlał swoim chłodnym światłem brzeg i odbijał się w przejrzystej tafli wody, przeszywanej co chwila przez lekkie i spokojne fale. Wokół było pusto i cicho. Poustawiane wzdłuż plaży budki z lodami i innymi przekąskami zostały już dawno pozamykane. Chłopak i dziewczyna minęli po drodze tylko kilkoro ludzi, powolnie przechadzających się wsród nocnych ciemności, zakłócanych jedynie przez świecący jasno księżyc w pełni i wiszące na sznurze przy brzegu, słabo tlące się chińskie lampiony.

Spokojna atmosfera panująca podczas spaceru została jednak niedługo przerwana. Dziewczyna bowiem gwałtownie zachwiała się, jakby miała za chwilę stracić przytomność. Chłopakowi zdało się przez moment, że jej szare tęczówki zabłysły w tamtym momencie krwistoczerwoną barwą. Wtem w nienaturalny sposób zesztywniała, po czym zaczęła nieśmiało.

- Adriel...ja...muszę ci coś powiedzieć.

Chłopak patrzył na nią z zaskoczeniem.

- Oczywiście, śmiało. Przecież wiesz, że zawsze możesz mi mowić o wszystkim, o czym czujesz potrzebę - tym słowom towarzyszyła jednak niepewność, spowodowana niepokojem wywołanym nietypowym zachowaniem dziewczyny sprzed chwili. Nie wiedział przez to do końca, czy chce usłyszeć to, co ma mu ona do przekazania.

Coal and snowWhere stories live. Discover now