Rozdział I - Zakład

548 15 2
                                        


- Nareszcie! - jęknął Kazuki i przeciągnął się leniwie. W końcu minęła kolejna lekcja i mógł spotkać się z kumplami na zewnątrz. Dzień był tak piękny, że szkoda było marnować go w szkole. Lato zapowiadało się wspaniale! Wyszedł z klasy lekko przygarbiony i powoli zaczął iść w kierunku ogromnego drzewa wiśniowego, rosnącego nieco na uboczu szkolnego boiska. Przetarł zaspane oczy i machnął ręką do grupki chłopców, stojących pod drzewem. - Cholera. Czytanie mang do trzeciej w nocy, to nie był najlepszy pomysł... - pomyślał.

- Spóźniłeś się - powiedział Isumo na widok Kazukiego. Zza okularów spoglądała para surowych i zimnych jak lód oczu.

- Przepraszam, przepraszam - uśmiechnął się Kazuki i spojrzał na zegarek. - Jego też jeszcze nie ma.

- On przynajmniej uprzedził, że przyjdzie odrobinę później - odparł chłopak i westchnął. - Nieważne. Właśnie tu idzie - powiedział i kiwnął głową w stronę zbliżającej się sylwetki. Kazuki nadal nie mógł wyjść z podziwu. Znał zmierzającego w ich stronę chłopaka szmat czasu, ale nadal wzbudzał w nim zazdrość. Wysoki, wysportowany...Jasne, błękitne oczy mocno kontrastowały z nieco dłuższymi, kruczoczarnymi włosami. Dziewczyny wodziły za nim wzrokiem i szeptały między sobą z uśmiechem na jego widok. Do kogoś takiego ustawiały się wręcz sznury wielbicielek.

- Wybaczcie spóźnienie - odezwał się chłopak, patrząc na resztę lekko znudzonym wzrokiem.

- Nie ma sprawy. W końcu jesteś tu królem - odparł z ironicznym uśmiechem Isumo.

- Mnie tak miło nie przywitałeś - żalił się Kazuki. Chciał dodać coś jeszcze, ale Isumo spiorunował go wzrokiem, zanim ten zdążył otworzyć usta.

- Kto teraz wybiera? - zapytał Takeshi, bawiąc się źdźbłem trawy. Kazuki spojrzał na niego i przeszedł go dreszcz. Czy ten koleś kiedykolwiek zmienia wyraz twarzy?! Za każdym razem wygląda na znudzonego i nieco podirytowanego.

- Teraz moja kolej! - zawołał po chwili Kazuki z szerokim uśmiechem.

- Nie ma mowy - powiedział Isumo lodowato. - Znowu spieprzyłeś zadanie. Prócz postawienia nam obiadu w ustalonej restauracji, nie możesz wymyślać zakładów jeszcze przez trzy kolejki, wliczając tę.

- Zamknij się! - burknął obrażony. - To zadanie było niewykonalne! Dlaczego to ty zawsze musisz wymyślać mi próby? Wszyscy wiedzą, że mnie nie znosisz, więc za każdym razem dostaję najgłupsze zadania.

- Złapanie pani Ayame za tyłek nie było wcale takie trudne - zaśmiał się Hideki.

- Niby jak miałem to zrobić?!

- Nic prostszego. Mogłeś udawać, że się potknąłeś i to był zwykły wypadek.

- Ta, to by zadziałało, gdyby w zadaniu nie było zdania „ściśnij i chwilę przytrzymaj"!

- Przyznaj się, że nie miałeś odwagi, bo się w niej zabujałeś! - powiedział ze śmiechem Hideki.

- Siedź cicho! - krzyknął zaczerwieniony Kazuki. - Przecież to było w podstawówce! Gdyby to nie Isumo wymyślał zadania dla mnie, na pewno bym nie przegrał!

- Zakład to zakład, nieważne kto go wymyślił - powiedział Takeshi, a Isumo uśmiechnął się z wyższością. - Kuro, twoja kolej - dodał i wlepił wzrok w milczącego chłopaka z kapturem na głowie, opartego o pień drzewa.

- Nie moja kolejka - odparł krótko. Takeshi westchnął ciężko.

- To może jest jakiś ochotnik, hm? - zapytał, ale nikt się nie odezwał. - Dajcie spokój! Przecież teraz ja wypełniam zadanie, więc możemy założyć się o cokolwiek!

Założymy się? *YAOI*Mga kuwentong kahuhumalingan mo. Tumuklas ngayon