Obudziłam się, leżąc, na nieskazitelnie białej podłodze. Gdy otworzyłam szerzej oczy, zauważyłam, że jestem w pomieszczeniu przypominającym elegancki gabinet. Pomimo odczuwanego bólu, spróbowałam wstać. Gdy już mi się to udało. Upadłam na kolana. Zastanawiałam się, jak się tu znalazłam. Przecież przed chwilą szłam do domu.
Zastanawiając się nad tym, co mnie spotkało, dotknęłam swojego czoła. Poczułam, że moja ręka staje się coraz bardziej wilgotna. Spodziewałam się, że to krew. Więc nie przeraziło mnie, gdy zauważyłam ją na swojej dłoni. Postanowiłam rozejrzeć się po pomieszczeniu. Dopiero teraz, mogłam dobrze przyjrzeć się miejscu, w którym się znalazłam. Postanowiłam, że nie będę panikować, to nie polepszy mojego położenia.
Zaczęłam trzeźwo myśleć. Dlaczego tu jestem? Zostałam porwana? Zadawałam sobie tego typu pytania ale nie mogłam znaleźć na nie odpowiedzi. Usłyszałam ciche miauczenie. Dźwięk ten wzmacniał się, gdy podeszłam bliżej drzwi. Delikatnie pociągnełam za klamkę. Wychyliłam się lekko. Z prawej strony, ciągnął się długi korytarz. Z lewej strony, znajdowało się duże okno. Chciałam się dowiedzieć czy znam miejsce,w którym jestem, więc poszłam w stronę okna. Za oknem, rozciągał się jedynie las. Drzewa były nienaturalnie czerwone. Owszem była jesień ale czy drzewa, mogą być aż tak czerwone? Nagle poczułam, że coś ociera się o moją noge. Gdy spojrzałam w dół. Moim oczom ukazał się czarny kot. Miał niezwykle bujną sierść. A jego tęczówki, zaskakiwały swoim dziwacznym kolorem. Jedna była niebieska a druga zielona. Odruchowo wyciągnęłam rękę, żeby go dotknąć. Zwierzę odskoczyło w stronę, w którą szedł dalej korytarz. Spojrzało na mnie w taki sposób, jakby chciało żebym za nim poszła. Zrobiłam tak jak nakazało. Korytarz przypominał wnętrze jakiegoś starego zamku. Pełne obrazów. Każdy przedstawiał coś innego. Na niektórych widniały pojedyńcze postacie. Na innych grupa osób. Zafascynowały mnie. Zwłaszcza jeden z nich, przedstawiający kota i jego pana o tych samych, dwukolorowych oczach. Mój towarzysz, miał takie same. Nawet nie zauważyłam, jak bardzo mnie wyprzedził. Szłam za nim, aż zatrzymał się przy jednych z niewielu drzwi. Zapukałam w nie. Usłyszałam damski głos:
- Wejdź.
Otworzyłam drzwi. Był to gabinet. Prawie cały wykonany z drewna.
Przy biurku, siedziała piękna kobieta.
Blondynka o fiołkowych oczach, gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się. Odwzajemniłam ten gest. Po chwili wzięłam oddech i powiedziałam:
- Dzień dobry. Czy, mogłabym wiedzieć co to za miejsce?
Kobieta dalej uśmiechnięta, odrzekła:
- Dzień dobry. Nie wiesz co to za miejsce? Najbardziej znane w naszym małym miasteczku.
- Jakim miasteczku?- zapytałam.
Kobieta spojrzała na mnie zdumiona.
- Laohia. W krainie Avandaria. Skąd ty się wzięłaś, moja droga?
Złapałam się za głowę. Spowodowane to było natłokiem myśli. Umarłam? To sen? A może zemdlałam i leżę gdzieś w rowie? Próbowałam się wybudzić, szczypiąc każdy obszar mojej skóry. Oczywiście nie wybudziłam się. Osoba z którą przed chwilą rozmawiałam, była jeszcze bardziej zdziwiona.
- Wszystko dobrze? Nie bój się, jestem medykiem. - powiedziala, tym razem z niepokojem.
To nie jest mój świat. O co w tym chodzi. Przecież szłam do domu a nie do jakiejś Avan.. darii? Po dłuższej chwili odparłam:
- Już wszystko dobrze. Tylko, kim Pani jest?
- Mam na imię Verona. Jestem właścicielką centrum medycznego, w którym teraz jesteś. Znalazł Cię Lifeim. Byłaś nieprzytomna. Później go poznasz. Skoro ja o sobie opowiedziałam, może Ty również tak zrobisz.
Była szczera. Więc również muszę taka być.
- Mam na imię Bethory. Nie wiem skąd jestem. Oprowadziłabyś mnie po okolicy?
Musiałam poznać te miejsce. Liczyło się teraz to, żeby znaleźć drogę do domu.
- Jasne. Mogę ci mówić Beth?- powiedziała.
- Pewnie.
- Chodź za mną, Beth.
ESTÁS LEYENDO
Dziesięć Żyć
FantasíaObudziła się nie wiedząc gdzie jest. Wiedziała tylko jak się nazywa. Czy uda jej się wrócić do domu? Co zaplanowało dla niej przeznaczenie? Czym jest DZIESIĘĆ ŻYĆ?
