Rozdział I

444 25 8
                                        

Witajcie!

Moja pierwsza historia, lepiej! Moje pierwsze yaoi!

Wiec bądźcie wyrozumiali doobzie?

I nie chce mi się słuchać heitow...

Wiec oszczędźcie mi ich i jak coś ci się nie podoba, to wypierdalaj , doooobzie?

A więc Let's begin!

***************************

Sam nie wiem, co mnie zmusiło do wstania. Ten pieprzony budzik, czy może walące w okna kamyczki. Ela, jak zawsze rano, przychodziła po mnie i budziła. No w końcu to nie moja wina, że szkoła jest debilna i nie chce mi się tam chodzić? W ogóle nic mi się nie chce. Odkąd pamiętam, byłem leniwym kurduplem.

- Kuuurwaaaa... - mruknąłem, grzebiąc pod poduszkami w poszukiwaniu wyjącego alarmu. I telefonu, jednocześnie. Szósta trzydzieści. Kurwaaaaaaa. Szybko wstukałem irytujące piętnastocyfrowe hasło. Jeeeezuuuuu, Eeeelaaaa zaaamkniiij sięęęęęęę. Wyszukałem ją w kontaktach.

Za drugim sygnałem odebrała z warczącym - Wstawaj debilu, bo jak przyjdę tam i ci wpierdole to zajęczysz z bólu... skarbie... - Te jej „skarbie" wywołało u mnie ciarki. Ewidentnie w to słowo wpakowała cały jad świata.

- Mendo mała, weź się przymknij - ni to jęknąłem, ni to warknąłem. - Porządni ludzie tu śpią!

- Taaaa, porządni - w myślach widziałem, jak przewraca oczami i wykonuje „króliczki" w powietrzu.

- Zrobić ci kawy? - westchnąłem cicho.

- Kawy? - na pewno jej oczka teraz zalśniły.

- Tak, kawy, mendo. Z dwoma łyżeczkami cukru. Brązowego. Z dziesięcioma mililitrami mleka. Ciepłego. A na górę pianka mleczna i serduszko z kakao. Pasi? - Nie czekając na odpowiedź, kontynuowałem - Za minute otworzę. - Rozłączyłem się, prawie rzucając telefonem.

Westchnąłem ciężko. Mam dość tego. Lubie ją, w sumie to jedyne co mnie tym na tym świecie. Rodzice zginęli. Jestem pod opieką „kuzyna". Debil ma już 23 lata. Głównie spędza dnie i noce w klubach. Hazard. Nie powodzi mu się najgorzej. Ja zajmuje się domem. Bo jakby nie patrząc, mieszkam sam. Jego domem są pokoje w „love hotelach". Przynajmniej ja mam tu spokój.

Gdy wstałem, minęło już trzydzieści sekund umówionego czasu. Leniwym krokiem zszedłem ze schodów. Pieprzyć to, że za dziesięć sekund, zacznie mi dzwonić jak opętana. Otworzyłem drzwi gwałtowny szarpnięciem, żeby ją wystraszyć. Niestety nie dała się podpuścić.

Wparowała do mojego mieszkania, jakby to był jej dom. W sumie ona tu częściej bywa niż „właściciel".

- Kawa - powiedziała głośno. Skrzywiłem się, a ona roześmiała się, widząc mój grymas.

- Przebrać się muszę. Nie zjadłaś nic, debilko mała. Najpierw omlet, potem kawa. Zrozumiano? - warknąłem w jej stronę, wiedząc dobrze jakie ma zwyczaje żywieniowe.

Zrobiła tak urażoną minkę, aż parsknąłem cicho śmiechem.

- Nio co? - próbowała warknąć, ale wyszło jej dość słabo, patrząc po tym, jak słodko wyglądała.

- Poczekaj moment. I tak mamy z czterdzieści minut.

- Pospiesz się - odburknęła jedynie i poszła na sofę w pokoju obok. Po paru sekundach usłyszałem cichy dźwięk telewizora. Westchnąłem cicho.

Wracając do mojego pokoju, potknąłem się, o cholera wie co, i prawie upałem jak długi.

- Nic ci nie jest?!?! Oliiiii?!?!!

Idiota Z Piekieł *yaoi*Bağımlısı olacağınız hikayeler. Şimdi keşfedin