"Proponuję las"

12 0 1
                                        

Szłam do szkoły. Wiatr bawił się moimi czarnymi włosami i białą bluzką. Delikatny deszcz moczył moją szarą czapkę z niebieskim napisem #FuckYou i dżinsy-rurki z wieloma dziurami. Bladoniebieskie conversy rozchlapywały kałuże, a naturalnie czarne oczy rzucały dookoła bystre spojrzenia. Z czarnej torby wyjęłam telefon i spojrzałam na godzinę: 7:38. Przyspieszyłam kroku. Po chwili dotarłam na przystanek autobusowy. W sam raz. Wsiadłam do autobusu, wyjęłam telefon i słuchawki i zagłębiłam się w moim świecie. 15 minut później wysiadłam na przystanku koło mojej szkoły i podążyłam do budynku.

Nagle ktoś zakrył mi oczy od tyłu i rozległ się damski głos:

 - Zgadnij, kto to?

 - Kim - westchnęłam. - nie zachowuj się jak dziecko.

Zdjęła dłonie a ja się obróciłam. Za mną stało moje przeciwieństwo: Kim. Kim ma długie blond włosy, niebieskie oczy. Lubi kolor niebieski i zielony. Ja preferuję raczej biały, szary i czarny. Dzisiaj założyła niebieski sweter do połowy ud, zielone leginsy i złote balerinki.

 - Takie buty w deszczu? - spytałam z cieniem rozbawienia w głosie. Kim spojrzała na swoje buty.

 - Jak wychodziłam to nie padało - wyjaśniła. Weszłyśmy do budynku i podążyłyśmy do klasy. Jak zwykle weszłyśmy równo z dzwonkiem. Tak, jak zwykle. Inni niczego innego się po nas nie spodziewali. Lecz w klasie był nowy chłopak. Zauważyłam go w mojej ławce. Siedział i ze znudzeniem czytał książkę. Siadłam koło niego, a chłopak oderwał oczy od książki. Miał zielone oczy, brązowe włosy i na twarzy dwie blizny ze szwami. Jedna zaczynała się koło prawego ucha, szła przez nos i kończyła się równolegle do tęczówki w lewym oku chłopaka. Druga zaczynała się po tej samej stronie co pierwsza, lecz znacznie niżej, i kończyła się wraz z prawym kącikiem ust, który uniósł się, kiedy chłopak patrzył, jak się rozpakowuję. Był ubrany w czarną bluzę, dżinsy i... bladoniebieskie conversy. Zerknęłam na jego buty, a on zerknął na moje. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.

 - Liu - przedstawił się szeptem, bo weszła pani od przyrody.

 - Lea - mruknęłam.

*Time Skip*

 - Moglibyśmy gdzieś razem pójść? - zapytał Liu, kiedy razem wychodziliśmy ze szkoły. Ja, żegnana zazdrosnymi spojrzeniami - większość dziewczyn z naszej  klasy leci na Liu, a chłopak - żegnany spojrzeniami z kolei tęsknymi.

 - Eee... - zająknęłam się i wyjęłam telefon, żeby sprawdzić, czy nie mam niczego zaplanowanego na ten wieczór. Po skończonej czynności powiedziałam: - Tak, możemy.

 - Proponuję las.

Chłopak wziął mnie za rękę - nie mam nic przeciwko, chociaż znamy się jeden dzień - i pociągnął w stronę lasu. Wprowadził mnie na polankę, gdzieś w środku lasu. Nagle leżałam na morkym podłożu. Liu przygwoździł mnie do ziemi za nadgarstki. Uśmiechał się psychopatycznie.

 - Przepraszam - powiedział z tym samym psychopatycznym uśmiechem i czymś takim w oczach... - że nie przedstawiłem się do końca. Moje pełne imię brzmi: Morderczy Liu.

Poczułam uderzenie i zapadła ciemność

Dom CreepypastStories to obsess over. Discover now