Świat jest pełen paradoksów, nie prawdaż?
Będąc w Hogwarcie ciągle odnoszę pewne wrażenie, dość nieprzyjemne z resztą.
Czuję się tam trochę jak wyrzutek, jak nic nie warta szlama. Moje umiejętności magiczne nie są zbyt wysokie, nie twierdzę również, że są one niskie. Nie należę tam do zbyt urodziwych dziewczyn, wręcz przeciwnie. Mam nad głową takiego Syriusza Blacka, bogatego chłopaka z dobrego domu, rozwydrzonego i wkurzającego, który lubi (jest to jego ulubione zajęcie) mi ubliżać. Mogę się od niego dowiedzieć, że jestem brzydka, nigdy i nikomu się nie spodobam i nikogo sobie nie znajdę, podczas gdy on zalicza kolejne dziewczyny.
A potem wracam do Londynu, do miejsca, gdzie może mieszkając w biedniejszej części Soho i chodząc w starych ubraniach, jestem szanowaną osobą. Mam powodzenie, wśród chłopców i jestem względnie lubiana.
Jednak ...
Jednak życie dalej jest jednym wielkim paradoksem.
Bo to do Hogwartu zawsze chcę wracać. Tam nikt nie jest sam i każdy kto pragnie pomocy, otrzyma ją. Mam tam przyjaciółkę, jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam, bo przecież mam starszego o sześć lat brata. Lily jest dla mnie oparciem w najtrudniejszej chwili. Jest gwiazdką na ciemnym niebie i światełkiem w tunelu.
W Londynie nie mam nikogo, tylko rozpitego brata.
Prawie pięć lat temu tiara przydziału stwierdziła, że duchem i sercem należę do pewnego domu. No tak... Nie jestem zbyt inteligentna, nie mam czystej krwi. Zostają dwie opcje: Hufflepuff, do którego przyjmują każdego i Gryffindor: obiekt pożądania wśród uczniów. Gryfonem mogą zostać tylko mężni i odważni. Nie jestem ani mężna, ani odważna. Kolejną pożądaną cechą wśród kandydatów do tego jakże zacnego domu jest szczerość. Z tym u mnie również jest ciężko... Momentami nawet bardzo. No i jest jeszcze szlachetność. Nawet nie wiem co to znaczy. Zostaje prawość i sprawiedliwość, której nigdy nie wymierzam.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że Tiara Przydziału nigdy się jeszcze nie pomyliła i nie zrobiła tego w moim przypadku. Uchodzę za silną osobę, za skłonną do poświęceń i chyba faktycznie taka jestem. Silna, nie dlatego , że chcę. Jestem silna dlatego, że muszę.
,,Nie ma nic zimniejszego od serca,które kiedyś płonęło.''
YOU ARE READING
White.
Fanfiction1 lipca, 1975 rok. Londyn, Soho. Londyńska dzielnica zawsze tętniła życiem. Gdy zaczęły się wakacje, do domu wróciły setki, a może nawet tysiące dzieci. Rok szkolny się skończył, a tegoroczne wakacje zapowiadały się niezwykle dobrze. ...
