Muzyka z klubu dudniła w moje zmarznięte uszy. To była z pewnością jedna z chłodniejszych nocy tutaj, mimo to wciąż cieplejsza niż typowy dzień w Londynie. Pocierając swoje ramiona podążałam za przyjaciółkami w stronę wejścia ewakuacyjnego budynku. Ubieranie krótkich szortów oraz bluzki na ramiączkach w taką pogodę z pewnością nie było dobrym pomysłem.
-Jesteś pewna, że to wypali? - spytała Liz niepewnie rozglądając się po obskurnych ścianach budynku, w którym właśnie toczyła się jedna z najlepszych imprez w mieście. To właśnie był nasz dzisiejszy cel. Dostać się do środka, za wszelką cenę.
-Nadal możesz się wycofać i wrócić do naszego pięknego hotelu – odparła uszczypliwie Cassie, która prowadziła nas przez wąską drogę między budynkami.
Znałam Cassie od dziecka i niewątpliwie była najbardziej upartą osobą jaką dane mi było w życiu poznać. Nie znała definicji słowa „niemożliwe" czy też sformułowania „nie uda się". Dla niej wszystko było wykonalne, a szczególnie musiało być, gdy się na to uparła.
Tak samo było z wyjazdem tutaj. Planowałyśmy ten wyjazd od kilku lat, całkowicie nie biorąc pod uwagę moich zaborczych rodziców oraz ich surowych zasad. Mimo, iż byłam pełnoletnia oni wciąż mieli nade mną całkowitą kontrolę. Cóż, przynajmniej tak było jeszcze kilka dni temu.
-W porządku – stanęłyśmy przed mosiężnymi drzwiami, nad którymi widniał neon „MOONCLUB", a pod nim nieco mniejsza tabliczka z napisem „Wyjście ewakuacyjne". W chwili, gdy Cassie tłumaczyła nam swój plan dostania się do środka bez posiadania specjalnego zaproszenia, mój telefon zawibrował.
„Wszystko w porządku? Martwię się, nie odzywałaś się od kilku dni. Proszę zadzwoń. Kocham cię x"
Na widok wiadomości od Tristiana przewróciłam oczami.
-Sue? - uniosłam wzrok znad telefonu, widząc pretensjonalne spojrzenia moich przyjaciółek.
-Coś nie tak? - Bree zmarszczyła czoło, zaglądając mi przez ramie, jednak zasłoniłam telefon ręką i posłałam im uspokajający uśmiech.
-To tylko Tristian – oznajmiłam im, a ich reakcja nie różniła się za wiele od mojej na widok jego ckliwej wiadomości.
-Czemu nie powiesz mu, że ma ci dać spokój? Twoi rodzice nie mają prawa kierować twoim życiem, a szczególnie tym, z kim będziesz je dzieliła – powiedziała Liz. Wiem, że ma racje. Nikt nie ma prawa decydować za mnie, jednak ona nie znała mojej rodziny. Wychowałam się ze świadomością, że żadnej decyzji nie podejmę sama. Wymykanie się na imprezy, picie, spotykanie się z innymi chłopakami było drobnostką, na którą mogłam sobie pozwolić, ponieważ i tak nigdy by się o tym nie dowiedzieli. W tych najważniejszych decyzjach, to oni mieli decydujący głos.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać – sprostowałam, a dziewczyny chętnie uszanowały moją decyzję. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam przodem w stronę drzwi chwytając je pewnie za klamkę. Nie słysząc za sobą kroku swych przyjaciółek odwróciłam się na pięcie i posłałam im pytający wzrok – Wchodzimy?
*
W klubie było niemiłosiernie duszno. Głośna muzyka dosłownie odbijała się od każdego zakątka klubu i lądowała w moich bębenkach usznych. Przed nami pojawił się muskularnie zbudowany mężczyzna, który podążał w naszą stronę. Cassie nie zwlekając ani chwili ruszyła w stronę obcego mężczyzny, którego mogę chyba określić mianem bramkarza.
-Przepraszam – mruknęła opierając swoje małe dłonie na jego dobrze zbudowanej klacie, okrytej czarną koszulą z rozpiętymi guzikami od góry. - Wydaję mi się, że jeden z gości ukradł moje zaproszenie. Zgubiłam go przy barze i nie mogę znaleźć... - jej głos stawał się coraz mniej słyszalny, gdyż razem z przyjaciółkami zaczęłyśmy oddalać się od wejścia, a podążać w stronę zatłoczonego parkietu. Gdy obejrzałam się ostatni raz za Cassie, uśmiechała się zalotnie w stronę bramkarza, który usadowił swoją dłoń na jej biodrze i poprowadził w głąb klubu. Blondynka odwróciła się dosłownie na ułamek sekundy w moją stronę i puściła mi oczko, na co uśmiechnęłam się sama do siebie. Udało się. Cal osiągnięty.
YOU ARE READING
ASLEEP / harry styles
FanfictionCo byście zrobiły, gdyby wasz los leżał w rękach zupełnie obcych mężczyzn? Gdybyście zostały same, bez żadnych środków w zupełnie obcym miejscu zdane na łaskę kryminalistów? Co gorsza, co byście zrobiły gdyby jeden z nich skradł wasze serce? Gdybyśc...
