Potoczyli się dobre kilkanascie metrów ode mnie. Spojrzałam w lewą stronę na toczącą się walkę. W blasku księżyca zauważyłam postać jakiegoś zwierzęcia. Wilka? Szamotali się.
- O kurwa! - wstałam z ziemi i biegiem ruszyłam przed siebie jak najdalej. Bałam się, że jak wilk skończy zjadać mojego porywacza ( czy co on będzie tam z nim robił ) to złapie mnie i skończę tak samo. Głupie rozwiązanie, wilk i tak mnie znajdzie, a ja nie mam gdzie uciec, jestem w środku lasu.
Zatrzymałam się i rozejrzałam. Dookoła tylko drzewa. Drzewa? Jedyny sposób, aby uratować się.
Wybrałam drzewo które było najbliżej mnie i miało najwięcej gałęzi po których będzie się lepiej wspinać. Dobrze że byłam sprawnia fizycznie. Spojrzałam w dół. Na oko licząc byłam około 6 metrów nad ziemią. Usiadłam na gałęzi i mocno przytuliłam się do drzewa. Była cisza jak makiem zasiał. Słyszałam tylko bicie własnego serca. Pod sobą usłyszałam lekkie łamanie. Boże gałąź pękała. Czy naprawdę taka gruba jestem? Nawet 50 kilo nie ważę.
Nie mogłam przeskoczyć na inna gałąź, bo pod sobą zauważyłam ciemną postać. To na pewno porywacz, ale jakim cudem przeżył? Musiałam siedzieć cicho, żeby mnie nie zauważył.
- Idź sobie, bo gałąź dłużej nie wytrzyma - powtarzałam w myślach i jak na zawołanie pękła. Niech to szlag.
Spadłam z wysokości 6 metrów po drodze zahaczając o inne gałęzie, które rozcinały moją skórę. Jedna mało oka mi nie wydłubała. Spadłam uderzając głową w coś twardego. Przed zamknięciem oczu zauważyłam tylko jego buty przed moimi oczami.
- Jesteś pewny, że to ta dziewczyna? - odezwał się kobiecy głos, którego nie znałam.
- Tak, czuję to. - odezwał się męski głos.
Powoli otworzyłam oczy. Gdzie ja jestem? Leżałam na łóżku, cała zabandażowana. A do tego straszny ból głowy. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój wyglądał jak sale szpitalne. Mój wzrok zatrzymał się na kobiecie w średnim wieku, tak przypuszczałam i młodym mężczyźnie. Popatrzyli na mnie. Zmarszczyłam brwi.
- Witaj. - kobieta uśmiechnęła się i zbliżyła do łóżka, ale gdy zauważyła ze drgnęłam, zatrzymała się. - Nie masz czego się bać, jesteś już bezpieczna.
- Tt..to nie Ty. - odezwałam się zachrypniętym, głosem patrząc na chłopaka.
To nie był facet, który mnie porwał. To był ktoś inny. Pierwszy raz go widziałam. I na dodatek był bardzo przystojny. Blondyn z niebieskimi oczami. Boże o czym ja myślę. Na początku chyba mnie nie zrozumiał, bo zmarszczył czoło, ale za chwilę odezwał się:
- Pfff jak można mnie porównywać do tamtego sukin... ale wybaczam Ci.
- Chris! - upomniała go kobieta obok. - Pewnie zastanawiasz co się stało. Zaraz Ci wszystko wytłumaczę. - usiadła na krzesełku obok łóżka.
- Nazywam się Pamela Dixon, a to - wskazała na chłopaka. - Chris Rogers. - chłopak kiwnął głową.
- Selena Owen. - przedstawiłam się.
- Tak wiemy. - odezwała się.
- Skąd? - zapytałam. - I tak w ogóle gdzie ja jestem? Jak tu trafiłam? Co z tamtym mężczyzną?
- Spokojnie. - Chris stanął w nogach łóżka. - To ja Cię tu przyprowadziłem, spadłaś z drzewa i uderzyłaś się w głowę, spałaś 4 dni. A tamtym mężczyzną się nie przejmuj, zająłem się nim. - posłał mi swój uśmiech.
- To Ty byleś pod drzewem. - stwierdziłam. - Jak? Przecież widziałam jak jakieś zwierzę go zaatakowało. O co tu chodzi? Gdzie ja jestem?
- Uspokój się Selena. Jesteś w ,,Akademii Wyjątkowych,, Jestem tu dyrektorem. - oznajmiła Pamela.
- Jakiej akademii? Nie znam takiej. - zaczęłam wstawać z łózka. - Musze wracać do domu, babcia pewnie zgłosiła już moje zaginięcie. Nie zdążyłam odkryć się kołdrą, gdy Chris podszedł i przytrzymał mnie. Czułam od jego ciała duże ciepło. Dziwne. - Puszczaj mnie idioto! - spojrzałam gniewnie w jego niebieskie oczy.
- Puszczę jak przestaniesz wstawać. Najpierw nas wysłuchaj. - kiwnęłam głową, a on mnie puścił i wrócił na swoje miejsce.
- Ta akademia jest dla osób wyjątkowych, takich jak np. Chris. - spojrzałyśmy na niego. - Inaczej mówiąc dla wilkołaków.
Popatrzyłam na Chrisa i wybuchłam śmiechem, ale zaraz przestałam bo głowa mnie od tego rozbolała.
- Macie coś nie tak z głową! - zaczęłam podnosić głos. - Wilkołaki , wampiry jak i inne podobne tego typu istoty nie istnieją! - wstałam z łóżka. Rany po zadrapaniach powoli znikały. Pozostał tylko ból głowy.
- Chris, pokaż jej. - machnęła głową kobieta.
Spojrzałam na niego i pożałowałam. Chris stał na środku sali. Jego koszula i spodnie zaczynały pękać, a spod ubrania zaczynały wystawać włosy, jego uszy zmieniały się w długie i spiczaste. Twarz zmieniła się w ogromy pysk z wielkimi zębami. Nogi i ręce przemieniły się w ogromne łapy z grubymi i długimi pazurami, które przy jednym machnięciu rozerwałyby moje ciało. Zaczął rosnąć. Miał przynajmniej 2 metry wysokości.
Z mojego gardła wydobył się przeraźliwy krzyk.
- To niemożliwe! - wrzasnęłam i zaczynałam powoli się cofać do drzwi.
- Selena? - usłyszałam głos dyrektorki. - Spokojnie nic Ci nie zrobimy, umiemy panować nad sobą.
- Chris Cie uratował przed tamtym mężczyzną, wampirem. - gdy wypowiedziała ostatnie słowo, przypomniałam sobie jego lodowaty dotyk i siłę.
Tego już za wiele. Myślałam że moja głowa zaraz pęknie od tych wszystkich informacji. Nigdy nie wierzyłam w wampiry i wilkołaki. To tylko bajki dla dzieci. Odwróciłam się w stronę drzwi i pobiegłam, usłyszałam tylko za sobą swoje imię. Wybiegłam na długi i szeroki korytarz, czułam się jak w zamku. Zakręciłam w prawą stronę odwracając się czy ten stwór mnie nie goni. Wpadłam na kogoś. Odbiłam się i spadałam tyłkiem na twardą posadzkę. Podniosłam wzrok i ujrzałam przed sobą wysokiego jak Chris, chłopaka. Wiercił we mnie swoim spojrzeniem czarnych oczu, które dobrze kontrastowały z jego brązowymi włosami.
- Selena? - za sobą usłyszałam głos Chrisa. - Przepraszam.
Ujrzałam przed sobą wyciągniętą dłoń tajemniczego chłopaka. Ujęłam ją i momentalnie poczułam te ciepło, które czułam od Chrisa. Szybko wstałam i wyrwałam dłoń z jego. Popatrzył na mnie krzywo.
- Co to za dziewczyna? - zwrócił się do Chrisa. - Ona nie jest jedną z nas!
- Wiem, Paul. To ona. To ta dziewczyna, która jest kluczem. - stanął obok niego i obaj przejechali po mnie swoim wzrokiem.
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Nie wytrzymałam. Osunęłam się, ale zamiast twardego upadku, poczułam czyjeś ramiona, nie wiem którego chłopaka. Zemdlałam.
