PROLOG / Adrien

519 27 8
                                        

Moje życie było cudowne. Kochający, bogaci rodzice. Nowoczesny, ogromny dom. Wspaniała, piękna, mądra narzeczona. Tylko zawsze, tak jak to mnie, wszystko musiało się spieprzyć.

Ślub był zaplanowany. Miejsce, hotel, jedzenie, ceremonia wszystko było idealne. Lecieli samolotem rodzice, Chloe. Ja zostałem z przyjaciółmi w Paryżu miałem przylecieć później. Nagle usłyszałem telefon. Byłem pewny że to od mojej ukochanej ale nie okazało się że to był telefon pod nazwą ,,Adrien oni nie żyją, wszystko przepadło, koniec do cholery!!!" Nie mogłem uwierzyć. Zacząłem płakać, rzucać się po podłodze. Ryczałem jak małe dziecko przez kilka dni. Nie chciałem z nikim gadać. Chciałem umrzeć i tyle, jak oni, jak osoby które kochałem. Ona była taka piękna. Chciałbym jeszcze ją przytulić, powiedzieć ,,Kocham Cię najbardziej na świecie!". Chciałem poczuć jej zapach, zobaczyć jej śmiech. ADRIEN! ONA NIE ŻYJE POGÓDŹ SIĘ Z TYM!

Jezu nie, nie mogę o tym myśleć. Od wypadku minęły dwa lata a ja dalej nie mogę się pozbierać. Próbowałem sam ale nie daje rady a nie chce pomocy innych. Na świecie została mi tylko jedna osoba. Moja ciocia Marge ale jej pomocnej dłoni też nie chce. Po co? Po ci do cholery się pytam? Żebym znowu kogoś pokochał a on później i tak umrze? Nie nauczę się znów kochać. Już nigdy w życiu nikogo bardziej nie pokocham niż ją. NIKOGO!

{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{

To był wstęp. W kolejnych będzie trochę mniej dramy ale później znowu się pojawi. Wolicie szczęśliwe czy smutne zakończenia? Jak się wogule podoba? ☆ i kom? Sorki za błedy ortograficzne jak są.
Kolejny rozdział już niebawem 8).

But ... I love you! || Miraculous Stories to obsess over. Discover now