1

103 3 0
                                        

Nigdy wcześniej nie zdarzało mi się wracać do domu na pieszo o tak późnej porze. Zawsze wracałam autobusem, ale tym razem nie przyjechał i musiałam iść przez ten przerażający park sama. Miałam na sobie czarne rurki z dziurami, fioletową koszulkę, czarną ramoneskę, na stopach białe trampki, a włosy związałam w kucyk.

Księżyc oświetlał mi drogę, gdy szłam jedną ze ścieżek. Na moje nieszczęście była pełnia, a od kilku mięsiecy w czasie tej fazy księżyca dzieją się dziwne rzeczy.

Zatrzymałam się na chwilę, wyciągnęłam z kieszeni telefon, włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam playlistę, którą ułożyłam sobie rano. Idąc i wsłuchując się w rytm muzyki zapomniałam o całym świecie. Ścieżka przez park do mojego domu jest prosta, więc przymknęłam oczy, aby poczuć się jak w teledysku. Gdy chciałam dać kolejny krok stopa jakoś dziwnie mi sie wywinęła i upadłam. Próbowałam wstać, ale noga tak bolała, że nie dałam rady. Po chwili kostka mi spuchła i nie mieściła się w bucie, więc zdjęłam go i podwinęłam nogawkę. Próbowałam dodzwonić się do mojej przyjaciółki, a potem do rodziców, ale to było na nic, ponieważ wszyscy już spali.

W oddali zauważyłam, że coś się do mnie zbliża. Byłam przerażona i nie wiedziałam co zrobić. Serce waliło mi jak oszalałe. Gdy kolejny raz spojrzałam przed siebie nic już tam nie widziałam, wiec trochę się uspokoiłam. Czułam się coraz gorzej, chciało mi się spać, ale nie miałam jak wrócić do domu.

-I co ja teraz zrobię - spytałam samą siebie.
-Ja Ci pomogę - usłyszałam za sobą męski głos.

Ze strachu, aż podskoczyłam i odwróciłam głowę, by zobaczyć kto za mną stoi. Wysoki szatyn patrzył na mnie z niepokojem. Miał na sobie czarne spodnie, czarne buty i białą bluzkę z długimi rękawami, a na głowie beanie. Przez dłuższą chwilę przyglądałam się jego oczom, bo wydawało mi się, że mają jakiś inny kolor niż spotykane na codzień. Siedziałam tak i patrzyłam na niego, a on schylił się i wziął mnie na ręce, tak jakbym była lekka jak piórko. Widział, że jestem zdenerwowana, więc odezwał się do mnie.

-Ja jestem Mason, a Ty jak masz na imię? - zapytał ze spokojem w głosie.
-Larissa - odpowiedziałam niepewnie.
-Miło mi Cię poznać - odparł z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Czy mógłbyś zanieść mnie do domu? Sama nie dam rady, a zostało mi jeszcze trochę drogi. Poza tym jestem bardzo zmęczona. - poczułam się nieco pewniej.

Mason zgodził się bez wahania i zaniósł mnie w miejsce, gdzie zaparkował swój samochód. Posadził mnie na chwilę na niedaleko znajdującej się ławce, poszedł otworzyć drzwi i wrócił po mnie. Posadził mnie delikatnie w fotelu, zapiął pasy i zamknął drzwi. Gdy byliśmy już w drodze do mojego domu nie spuszczałam z niego wzroku nawet na chwilę. Może trochę ze strachu, a może dlatego, że tak fascynująco wyglądał.

UniversalHistórias para pegar e não largar. Descubra agora