Był już środek wakacji.
Moja matka wyjechała i pozostawiła nam liścik na stole w kuchni. Mi i mojej siostrze której nienawidze, Oli.
W liście było napisane:
-"Musiałam wyjechać z powodu pracy. Nie pozabijajcie się.
Zostawiłam wam na stole kopertę z pieniędzmi, tylko nie wydajcie ich na głupoty, wracam za miesiąc.
Mama.
Poszłam do pokoju się przebrać. Większość ludzi mówiła mi że wyglądam jak śmierć, ponieważ ubierałam się na czarno i miałam strasznie bladą cerę.
Założyłam czarny T-schirt,krótkie czarne spodenki i czarną bluzę z napisem "Dead".
Wzięłam telefon i sluchawki. Zszedłam na dół i właśnie miałam otwierać drzwi gdy moja znienawidzona przeze mnie siostra spytała:
-" Dokąd idziesz smrodzie?" - a potem wrednie się zaśmiała.
-"Co cię to obchodzi?" -odpowiedziałam pytajaco, a następnie odeszłam śmiejąc się złowrogo.
Niedaleko ok. 5 metrów od mojego domu znajdował się ponury,ciemny i szeroki las. Włożyłam słuchawki do uszu i poszłam.
Zobaczyłam wielkie,wysuszone i stare drzewo. Usiadłam i oparłam się o nie wsłuchując się w muzykę. Siedziałam tam prawie 4 godziny gdy muzyka przestała grać usłyszałam szelest i łomot łamanych gałęzi.
Zobaczyłam lecącą siekierę w moją stronę więc zrobiłam szybki unik. Nieopodal zobaczyłam chłopaka w pomarańczowym kombinezonie i w białej masce z czarnym, odwróconym uśmiechem. Szedł w moją stronę z siekierą więc jak to zwykły i przeciętny człowiek zaczęłam uciekać.
Patrzałam się przed siebie tylko czasem obracałam głowę do tyłu, aby sprawdzić czy mu uciekłam. Obróciłam się i nikogo nie było. Ku mojemu zdziwieniu gdy spojrzałam przed siebie stał ten chłopak. Nagle poczułam mocne uderzenie w tył głowy.
Zemdlałam.
Gdy się obudziłam zostałam niesiona przez chłopaka w masce i żółtej bluzie na ramieniu jak stary worek. Zaczęłam się wiercić aż w końcu kopnęłam go w brzuch. Kop był tak mocny aż upadł razem ze mną.
Wyrwałam mu się i zaczęłam uciekać. Minęłam te stare i wysuszone drzewo aż w końcu wpadłam do domu i zaczęłam krzyczeć do Oli:
-"Szybko!! Barykaduj drzwi, zamykaj okna! Ja jeszcze pójdę na górę sprawdzić czy zamknęłam okno."
-Ok wszystko pozamykane, a drzwi zabarykadowane , z teraz cepie mów co się stało!" - Powiedziała Ola.
Więc wszystko jej opowiedziałam.
-"To oni! Ci zabójcy! -wykrzyknęła Ola.
-"Jacy? " - zapytałam.
-"Hoodie,Masky i Ticci Toby."
-"Oni trzej są proxami Slendera." - Ona powiedziała a ja spojrzałam na nią pytająco.
-"Ehh... Nie wiesz kto to Slenderman?" - zapytała.
-"Nie" -odpowiedziałam.
-"No więc Slenderman to istota przypominająca człowieka w garniturze tyle że ma aż z 3 metry, długie ręce i macki." - Powiedziała.
-"Wiesz co... Ściemnia się omówimy to jutro." - Powiedziałam.
Następnego dnia obudziły mnie krzyki dochodzące z pokoju Oli (Była 10:00)
To krzyki bólu.
Pobiegłam do pokoju Oli.
Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam Olę całą we krwi, zapłakaną.
Miała zaszytą ranę w okolicy nerek.
-"Co się stało? -spytałam nie poruszona.
-"D-d-dzi-dziś w nocy obudził mnie szelest.
O-o otworzyłam oczy i...
Zauważyłam, że okno jest otwarte, a mogłabym przysiąc, że b-było zamknięte.
W-więc zamknęłam okno i poszłam dalej spać.
Później obudziłam się z potwornym bólem." -powiedziała po czym znowu krzyknęła z bólu.
-"Idę po wodę utlenioną."- Powiedziałam spokojnie i wyszłam z pokoju Oli i poszłam do kuchni.
Otworzyłam pierwszą szafkę i wyjęłam z niej wodę i poszłam do pokoju Oli.
-"Trzeba Ci to odkazić." - Powiedziałam wylewając na jej szwe wodę utlenioną.
-"ZWIARIOWAŁAŚ?!?" - wykrzyczała sycząc z bólu.
-"A chcesz dostać zakażenia?" - spytałam sarkastycznie.
"-Nienawidzę cię." -odparła.
-"wiesz co, pójdę po opatrunki." - Powiedziałam i znów poszłam do kuchni, wzięłam te opatrunki i pobiegłam do Oli, opatrzyłam jej ranę.
-"Dzięki." - Wymruczała.
-"Możesz wstać?" -zapytałam.
-"Chyba tak." -odpowiedziała Ola po czym wstała i chwiejnie poszła w stronę drzwi.
-"Ja chyba zostanę w domu"
-"Ja też"- stanęła w drzwiach.
-"Możesz mi podać telefon?"
-"Eh..., No dobra" - podałam jej telefon.
Podobał wam się rozdział 1-szy?
