- Panie Baki, panie Baki!
Odwróciłem się w stronę dobiegającego głosu. To była pani Czułkowska, która uwielbia nasze firmowe bułki. Ma brązowe włosy spięte w kok. Miała na sobie różową suknię i kapelusz z XIX wieku. W ręku niosła wiklinowy koszyk owinięty wstążką. Też różową. Nasza hodowla zaczęła się 10 lat temu i... a w sumie... kogo to obchodzi?! Po prostu odkryłem jak można wyhodować bułki i od tamtej pory słynę z moich cudeniek.
- O rany - powiedział Bicek - to ta baba...
- Och, panie Baki! - krzyknęła jak zakochana i rzuciła mi się w ramiona, ale grzecznie się odsunąłem i upadła na ziemię. Co za niezdara!
- Ładnie, stary... - powiedział pocieszny Bicek.
Pani Czułkowska niefortunnie wpadła w błoto, więc kiedy się podniosła wyglądała jak dziewiętnastowieczny murzyn w różowej sukni. Dosłownie.
- Ach dzień dobry, pani Czułkowsko! Jak mija dzionek.
- Cudownie... - odpowiedziała. Chociaż nie wyglądała na kogoś zadowolonego. Nie mam pojęcia czemu.
- No to świetnie! O co chodzi?
- Pewnie chce odszkodowanie za suknię jej prapraprababki - powiedział Bicek.
- Otóż nie panie Cichociemny - odpowiedziała zgryźliwie pani Czułkowska - o to zadbam później.
- Uff.. całe szczęście, że nie zostałem skazany - odetchąłem z ulgą.
- Właśnie, że panowie zostali skazani.
- CO?!?!? - wrzasnęliśmy z Bickiem.
- W sumie to nie wiem o co chodzi, ale to brzmi strasznie... - powiedziałem udając zmartwienie.
- Baki, ogarnij się! - wrzasnął Bicek. - Pójdziemy do więzienia!
- Na moje bułeczki! - krzyknąłem. - To tragedia! Trafimy do więzienia, nasze bułeczki zwiędną, nie zarobimy na życie, UMRZEMY W CIEMNI WIĘZIENIA!!!
- Ech - stęknęła Czułkowska. - nie całkiem.
- Jak to? - powiedział Bicek.
- Słyszałam, że macie udać się do Pacanowa na pieszo...
- Po co? - zapytałem.
- Boo, jesteście pacanami? - powiedziała.
- Jak śmiesz niewiasto! - wrzasnął Bicek.
- Wypraszam sobie, panie Cichociemny - oburzyła się pani Czułkowska. - To sąd tak stwierdził.
- Jak to sąd? - zapytałem. - Przeż jestem bogatym hodowcą bułek!
- Ekhem - odchrząknął Bicek. - Nie jesteśmy bogaci. Zarabiamy 500 mońków miesięcznie.
- CICHO! - krzyknąłem. - Jestem bogaty i tej wersji się trzymajmy.
- Istotnie - mruknęła pani Czułkowska. - Na waszym miejscu skierowałabym się na komisariat i dowiedzieć się o co chodzi.
- Niee... - powiedziałem. - Lepiej będzie pójść na policję i dowiedzieć się co jest grane.
- Właśnie to powiedziałam! - oburzyła się pani Czułkowska.
- Możliwe.. - zauważyłem. - Ale mój plan brzmi mądrzej!
Po moim genialnym przemówieniu, udaliśmy się na komisariat, aby dowiedzieć się, dlaczego nie mogę hodować bułek i dlaczego mamy się przejść do Pacanowa.
- Dzień dobry panie... - powiedziała policjantka przyjmując nas na posterunek. Nie zdążyła dokończyć, a już się przedstawiłem:
- Baki Bułka psze pani! - poczułem się jak dziecko, które dostało szóstkę.
- Poproszę o prawdziwe imię i nazwisko.
- Yyyy... Tadeusz...
- A nazwisko?
I tu jestem wkopany. Moje nazwisko jest BARDZO nietypowe. Zawsze kiedy ktoś je usłyszał to się śmiał i...
- Teściowa - odpowiedział Bicek za mnie. Nie znoszę gościa, ale bardzo go lubię. Zawsze jest taki pomocny!
- Proszę nie stroić żartów! - skarciła nas policjantka. - Nazwisko!
- No, Teściowa! - wrzasnął Bicek z niecierpliwością. Nie znosi kiedy ktoś myśli, że żartuje, gdy nie żartuję. Reakcja policjantki nie była zaskakująca. Zaczęła się śmiać tak, że prawie spadła z krzesła, ale po pięciu minutach przestała.
- O rany, hihi - powiedziała z trudem policjantka łapiąc oddech. - Ekhem! Więc, o co chodzi?
- Ponoć mamy zostać wysłani do Pacanowa.
- Ano prawda.
- Na jakiej podstawie? - zapytał Bicek.
- Za nielegalne sprzedawanie bułek...
- Dopiero po 10 latach się zorientowaliście? Pff.. bez jaj!
- Zgłosił was sąsiad. - powiedziała policjantka.
- Gurdżyński? - zapytał Bicek.
- Tak.
- A to niewychowany hultaj! - wrzasnąłem.
Gurdżyński jest naszym konkurentem w sprawach zarabiania pieniędzy. Prowadzi hodowle największych i najzdrowszych pomidorów w okolicy. Kiedy ja otworzyłem hodowlę bułek, które rosną na krzewach i są dużo lepsze od tych z mąki i tych innych... rzeczy. Zazdrosny wykłócał się, że to oszustwo i że to nie są prawdziwe bułki tylko jakaś chemia. No dobra.. trochę miało to do czynienia z chemią w trakcie mieszania krzewów z bułką. Postanowił spróbować i stwierdził, że smakują jak autentyczne bułki, ale jeszcze kiedyś się ze mną policzy. Wygląda na to , że to "kiedyś" już nadeszło.
- Zalecałabym udać się do domów i spakować niezbędne rzeczy do podróży. O mapę i trasę panowie muszą zadbać sami. Przewidywany termin powrotu to... za miesiąc.
- Za miesiąc?! - oburzył się Bicek. - Chyba pani oci...
Zatkałem mu twarz. Nieładnie tak przeklinać.
- Tak, miesiąc.
- Dziękujemy i do widzenia! - pożegnałem się z policjantką cały czas trzymając gębę Bicka.
W końcu ją odetkałem.
- Czemu nie dałeś mi się wypowiedzieć do końca?! - zapytał Bicek z miną jakby zaraz miał zamienić się w Wezuwiusz.
- Nie wolno przeklinać, Bicek.
- Sranie w banie...
- Aaaaaaa!!!! Przekleństwo!!
- Dobry boże. Czemu ja się z nim zadaję?
- Bo ja dałem ci pracę i jesteś moją psiapsiułą!
- Nie jestem twoją psiapsiułą. A poza tym, muszę cię nauczyć sarkazmu.
- Co to sarkazm??? - byłem szczerze zdziwiony.
- Jest gorzej niż myślałem. - powiedział Bicek. - Nie ważne! Musimy iść się spakować na jutro.
- Po co? Możemy iść w jednych ubraniach przez miesiąc. Nie mam ochoty patrzeć na ciebie nagiego.
- Baki, ale ty jesteś poj... rąbany.. Lepiej idź do domu, prześpij się, ale przed tym się spakuj i spotykamy się jutro przed szklarnią.
- Aha... OK!!
Po tym poszedłem do domu i zgodnie z poleceniem Bicka, przespałem się, ale przypomniałem sobie, że muszę się spakować, po czym położyłem się spać i o świcie spotkaliśmy się przy szklarni.
Zapowiada się bardzo ciekawa przygoda.
******************************************************************************
To koniec pierwszego rozdziału. Ta opowieść nie jest traktowana poważnie i została stworzona dla beki. Dlatego nie ma wielu opisów. No to do następnego!
YOU ARE READING
Perypetie Bakiego Bułki
RandomCześć i czołem! Jestem Tadeusz Teściowa, ale wszyscy mi mówią Baki Bułka, bo jestem bogatym hodowcą bułek. Mój przyjaciel Bicek Cichociemny, jest moim przyjacielem i współhodowcą. Któregoś dnia zostaliśmy oskarżeni o nielegalne hodowanie jedzenia (...
