Ze snu obudził mnie dźwięk budzika. Sapnąłem cicho i zwlokłem się z łóżka. Robiąc płatki z mlekiem wyjrzałem przez kuchenne okno. Moim oczom ukazały się te same, szare, monotonne budynki. Aż rzygać się chce. Nawet nie z tej chorej monotonności i nudy tylko z żalu. Z żalu, że świat jest taki szary. Smutny. Nieciekawy. Nim się spostrzegłem, byłem już na przystanku. Wsiadając do tego samego autobusu co zawsze, włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem pierwszą lepszą piosenkę. Bring Me The Horizon - True Friends. Czy w moim życiu byli kiedyś prawdziwi przyjaciele? Chyba nie. Ostatni byli przyjaciółmi ale nie prawdziwymi. Gdy się im znudziłem, po prostu mnie olali. Kurde! Właśnie minąłem mój przystanek! Tak to jest zamknąć oczy na pięć sekund! Gdy pojazd się zatrzymał wybiegłem jak oparzony i zacząłem biec do szkoły. ,,Nie mogę się spóźnić! Nie kolejny raz!". Moje myśli krążyły teraz tylko wokół jednej rzeczy a mianowicie: Jak się nie spóźnić na pierwszą lekcję? Zerkam na zegarek. Mam pięć minut. Mijam pierwszy zakręt, potem drugi, pędzę przed siebie i zdyszany wbiegam do szkoły. Niestety, wpadam przy tym na jakąś dziewczynę. Dosłownie! Nim się zorientowałem, już leżałem na dziewczynie jak długi. Szybko się podniosłem, otrzepałem i pomogłem dziewczynie wstać. Opuściłem szybko głowę, czekając na ochrzan od Tajemniczej. Po chwili nie słysząc żadnego krzyku i wyzwisk skierowanych pod mój adres, podniosłem głowę. Tajemnicza przyglądała mi się z uśmiechem. Po chwili na mojej twarzy też zagościł uśmiech. Po chwili jej się przyjrzałem. Była to drobna blondynka z lekko kręconymi włosami i niebieskimi oczami. Na moje oko nie miała nawet 165 cm. Ubrana była w zwiewną sukienkę a na głowie miała sztuczny wianek. Miała lekki makijaż, co mnie szczerze zdziwiło, zważając że moje koleżanki z klasy nie wyobrażały sobie życia bez tapety, obcisłych bluzek, odsłaniających ich wszystkie atuty i papierosa. Może innych chłopaków to rajcowało ale nie mnie.
- Będziesz się tak patrzył, czy może mi się przedstawisz? - z zamyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Ugh... jasne... jestem Bryan - uśmięchnąłem się lekko
- Jessica - dziewczyna podała mi rękę. Spojrzałem na jej ładną buzię. Miała niebieskie oczy, mały, śmieszny nosek i średniej wielkości usta. - Możesz mnie oprowadzić po szkole? - spytała Jessica a jej twarz wykrzywiła się w śmieszny sposób.
- Jasne - zacząłem się śmieć z miny mojej nowej znajomej.
- Masz jakiś powód do śmiechu? - dziewczyna podniosła jedną brew i udawała złą, na co wybuchnąłem jeszcze większym śmiechem. - No już chodź - przewróciła oczami i pociągnęła mnie za rękę.
--------------
Cześć kochani! To moje drugie opowiadanie. Nie wiem co będzie z ,,(Boy)friend". Postaram się nadal pisać. Zachęcam do komentowania!
YOU ARE READING
Babe
RandomNienawidzę jej. Kocham ją. Kocham nienawidząc. Cholera czy to musi być aż tak trudne?
