Zerwane kajdany

76 3 2
                                        

Obudziłem się cały obolały. Bylem związany. Jechałem na jakimś powozie razem z trzema innymi nieznajomymi. Nagle jeden z nich zwrócił się do mnie:
-Hej ty! Ciebie też Cesarscy zwineli razem z nami? Gromowladnym nie jesteś więc ktoś ty? Koniokrad jak tamten? - tu skinal głową na jakiegoś obdartusa w lachmanach.
- Gdyby nie te pieprzone scierwojady Cesarscy i wy Gromowladni już byłbym w połowie drogi do Hammerfell.

- A ty kto? Czego ci ten knebel?- Koniokrad zwrócił się do muskukarnego rudzielca odzianego w drogie futro.

Ten brodaty blondyn Ralof prawie uniósł się z miejsca:

- Stul pysk bo nie wiesz co gadasz! To jets sam jarl Ulfrick Gromowladny, władca Wichrowego Tronu i prawowity najwyższy król Skyrim.

- Zatem to zaszczyt poznać was wszystkich choć w tak nietypowych okolicznościach.

- Mnie także- burknal z królewską dostojnoscia ale jakby przygnebiony jarl- mnie także. ..

Rozejrzalem się wokół raz jeszcze. Przed naszym wozem toczyły się 3 kolejne a każdy nadzorowany przez ludzi w znienawidzonych czerwonych, cwiekowanych zbrojach- oczywiście legionistow

I tak powoli zmierzalismy pośród bezkresnego dziewiczego sosnowego boru a nad naszymi głowami sięgały nieba ogromne masywne góry pokryte wiecznym śniegiem. Zobaczyłem drogowskaz. A więc byliśmy gdzieś w południowo zachodnim Skyrim. Zmierzalismy do Helgen.

Helgen nie było dużą miescina. Otoczone było murem z trzema bramami. W samym mieście znajdowały się 2 rzędy domów. Za nimi umiejscowionu był duży plac z wiezami warownymi po ohu stronach. Za placem lukowate przejście w murze prowadzilo do twierdzy Helgen. Miasto słynelo w całej prowincji jako legowisko cesarskich. Wóz w końcu się zatrzymał.

-Dibella, Mara, Akatosh- bóstwa Proszę pomóżcie mi!- modlił się koniokrad.

- Agenci Thalmoru- Ralof skinal na dwoje elfów rozmawiających z....zaraz zaraz....to sam generał Tulius. Nikogo tak jak ta gnide nie pragnął bym zatluc by pozbyć się cesarstwa ze Skyrim. A elfy i Thalmor to inna historia więc o tym opowiem wam kiedy indziej.

Wysiedlismy wozów. Jakiś cesarski zaczął odczytywać:
-Ralof z Rzecznej Puszczy, Lorik z Rorikstead, jarl Ulfric Gromowladny z Wichrowego Tronu. Tym razem nie krzykniesz co?- cesarki wysmial knebel jarla.

-A ty kim jesteś- zwrócił się do mnie?

- Ralthor-odrzekłem ze spokojem.- Ralthor z Falkreath- dodałem z nutą pogardy.

- Nie mam cię na liście- rzucił tamten. No ale cóż. ..trudno. Przykro mi -dodał.

Bez słowa ruszyłem na główny plac gdzie czekał kat. Lorik- koniokrad został zastrzelony podczas próby ucieczki zaś jeden nieznajomy Gromowladny już oddal się w ramiona śmierci. Wtem na niebie rozlegl się potężny ryk. Mocny i nie podobny do niczego co w życiu spotkałem.

- Co to było? - zapytał generał którego wcześniej widziałem.

-Nic takiego generale. Czy mogę kontynuować? - zapytała kobieta wyglądająca na oficera.

Tamten skinal głową.

- Teraz ty- wskazała na mnie.

Ruszyłem w stronę pienka. Położyłem na nim głowę. Mój wzrok skierowany był w stronę wieży za katem na drugim końcu placu.

Znów rozlegl się ryk.

- Nie przerywać! - warknela oficer.

Kat wziął zamach. Ryk ponowil się ale o wiele silniejszy. Nagły furkot skrzydeł. Coś wielkiego wyleciało zza pobliskiej góry. Ziemia się zatrzesla. Stworzenie wylądowalo na wieży.

- To smok!!!!!- wrzansnal wartownik.

Leglem na ziemię. Przez chwilę pośród grzmotow i hukow lezalem w ciężkim amoku na wpół przytomny. Gdy się podnioslem wszystko spowijal ogień. Było pełno gruzu i trupów. Cesarscy grzali do wielkiego czarnego smoka z łuków. Nikt się mną nie przejmował. No to...czas rozejrzeć się za ucieczką. Oswobodzic ręce. Ale może najpierw znajdę tego Ralofa. Jeśli żyje to czuje że mi pomoże a potem w nogi z tego pieprzonego miasta. Kajdany zerwane...

The Elder Scrolls V SkyrimWhere stories live. Discover now