1.

28 0 0
                                        


          Clarie

         Po raz kolejny moja babcia zapomniała recept, dlatego zaraz po lekcjach pojechałam do szpitala Worthington. Cały czas myślałam o mojej kochanej Emili. Już prawie rok od kiedy zginęła w wypadku samochodowym. Nie obwiniałam tego kierowcy, nie widział jej, przecież była taka mała. Kiedy wysiadłam z autobusu, zauważyłam zamieszanie przed szpitalem. Kilka karetek jeździło jakby na zmianę, przywożąc co chwilę nowych rannych. Zignorowałam tą sytuację i weszłam przez główne drzwi do recepcji. Podeszłam do biurka i poprosiłam siwiutką pielęgniarkę o recepty, które doktor Fletcher zostawił dla moje babci. W poczekalni zauważyłam pełno zdenerwowanych i płaczących ludzi. To zapewne bliscy poszkodowanych. Postanowiłam nie patrzeć na to dłużej i skierowałam się w stronę wyjścia. Nie lubię szpitali, przypominają mi Emili, jej ostatnie dni życia. Moje rozmyślania przerwało uderzenie w jakiegoś chłopka.
 -Jak chodzisz ?! - krzyknął brunet. Miał rozcięty łuk brwiowy i sine oko. Mimo to nadal wyglądał perfekcyjnie.

-Ja przepraszam, zamyśliłam się- strasznie się jąkałam.- może ci jakoś pomóc?

Co ja właściwie robiłam przecież nie znam tego chłopaka, jednak miał coś w sobie. Chyba przyłapał mnie na gapieniu się na jego tatuaże. Cała prawa ręka była pokryta pięknymi wzorami.

-Już? Napatrzyłaś się laluniu ? - strzeliłam buraka i szybko wyminęłam przystojniaka. Ruszyłam w kierunku przystanku, jednak czyjaś ręka zatrzymała mnie, a ja prawie wywróciłam się na schodach.

-Czego?- warknęłam, a moim oczom pokazał się ten sam arogancki koleś. Ciekawe czego chciał?

-Nie zgubiłaś czegoś?- powiedział i wyciągnął z kieszeni mój telefon.

- Dzięki, śpieszę się. Pa!

-Czekaj! Mam prośbę, możesz ze mną poczekać w szpitalu?- brunet spojrzał błagalnym wzrokiem i złożył ręce w geście prośby.

-Po co ? Nie znam cię koleś, daj mi spokój. - krzyknęłam.

-Proszę, wydajesz się być ogarnięta, a ja potrzebuje teraz kogoś takiego.- spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Pomyślałam że może ktoś z jego bliskich jest w ciężkim stanie, dlatego odwróciłam się na pięcie i poszłam za nim. Na jego twarzy widoczne było zaniepokojenie. Właściwie nie wiem czemu to robiłam. Brunet otworzył przede mną drzwi i usiadł na białym szpitalnym krześle. Spojrzał na mnie. Miał piękne bursztynowe oczy. Poklepał miejsce obok siebie, a ja bez słowa usiadłam. Zaczęłam przeglądać czasopisma medyczne o raku prostaty... . Mój towarzysz zauważył moje zmieszanie i wyrwał mi gazetę z ręki.

- Kurcze, to chyba raczej dla mnie. Chociaż kto wie, co kryje się pod tą sukienką.- wyciągnął wolną rękę w moim kierunku - Jestem Zayn. Moja mama właśnie jest operowana, a ja nie chciałem sam tutaj koczować kilka godzin.

-Clarie, nie wiem czemu tu siedzę z tobą. Nie lubię szpitali, ale mimo to zostałam. Co wiesz o jej stanie i czemu nie zadzwonisz po kogoś bliskiego??

-Nie mam nikogo takiego i nie chcę o tym gadać.- wyczułam w jego głosie nutkę agresji.

Siedzieliśmy w ciszy, gdy mój telefon zadzwonił. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie babci. Kompletnie o niej zapomniałam. Ciekawe jak jej wytłumaczę to, że siedzę z obcym chłopakiem, bo jego matka jest operowana. Odeszłam kilka metrów od Zayna , żeby spokojnie porozmawiać z babcią.

-Słucham ? Tak babciu wszystko w porządku. Nie wiem kiedy wrócę, nie martw się. Musiałam na chwilę zostać dłużej w szkole. Tak odebrałam twoje recepty. Teraz jestem u... Eleonor. Pa babciu.

Schowałam urządzenie do torebki, po czym uświadomiłam sobie że mam bardzo dużo pracy domowej. Poczułam na sobie spojrzenie Zayna. Unikałam jego przenikliwego wzroku i usiadłam kilka krzeseł dalej przy niewielkim stoliczku. Wyciągnęłam książki do matematyki, jutro miałam mieć test, a nie zaliczam się do umysłów ścisłych.

-No tak jesteś dopiero w liceum. Ile masz tak właściwie lat?- prawie dostałam zawału kiedy go usłyszałam.

- Mam 16 lat, czy coś w tym złego? Ty nie wyglądasz na więcej niż 20.- odpowiedziałam i pochyliłam się nad książkami.

-Tak właściwie mam 19 lat. Czego się uczysz ? - wychylił się przez moje ramię, przez co poczułam jego mocne perfumy. Czemu ten człowiek tak na mnie działał?- Matematyka, jestem w klasie zaawansowanej. Mogę ci pomóc. Odwdzięczę się za to, że tu ze mną jesteś.

- Mam dzisiaj szczęście. Jestem totalną idiotką z geometrii. Jutro mam test, a moje umiejętności przewyższa zapewne niejeden przedszkolak.- chłopak roześmiał się i zajął miejsce naprzeciwko mnie.

Tłumaczył mi wszystkie wzory i równania, a po godzinie byłam już przygotowana. Zayn miał talent, nauczył mnie tego lepiej niż moja profesor. Rozmawialiśmy o naszych szkołach. Okazało się że, jego liceum znajduje się kilka przecznic od mojego domu. Dowiedziałam się również, że za rok wybiera się na Akademię Królewską do Londynu. Nie jest pewny czy go przyjmą, ale zakładam że z takimi umiejętnościami bez problemu się dostanie. Była już godzina dwudziesta, kiedy zza drzwi sali operacyjnej wyszedł doktor. Na plakietce pisało "Chirurg. Dr. McQuen". Wyraz jego twarzy był dość dziwny, ostatni raz widziałam go kiedy przyszli z wieściami, że moja siostra miała krwotok wewnętrzny i umarła... . Zayn złapał mnie za rękę, podczas gdy doktor przekazał najgorsze wieści. Twarz mojego nowego kolegi, była pusta. Jego oczy zaszły łzami i pojedyncze krople spływały po  policzkach. Poczułam ból dłoni, którą trzymał. Nie wiedziałam jak się zachować, ponieważ prawie go nie znałam, więc po prostu go przytuliłam. Chłopak rozkleił się na dobre, a ja próbowałam go uspokoić jak małe dziecko. Osunęliśmy się na podłogę, jego głowa leżała na moim ramieniu, a ręce trzymał przy swoim policzku. Czułam na palcach jego łzy. Rozumiałam jego ból, kilka miesięcy temu, przytulałam się tak do mojej babci. Siedziałam z nim tak przez dwadzieścia minut, kiedy postanowiłam się odezwać.

-Może zadzwonię po taksówkę i odwiozę cię do domu? - zapytałam spokojnym głosem.

-Ja..., tak. Jeśli możesz.- powiedział przez łzy.

Wybrałam numer, Zayn nadal przytulał się do mnie jak mały chłopiec. Powoli pomogłam mu wstać i objęłam w pasie. W recepcji przekazałam, że formalności związane z pogrzebem załatwimy jutro. Wyszliśmy na zewnątrz, księżyc oświetlał plac szpitalny. P kilku minutach podjechał nasz transport. Zayn podał adres, jechaliśmy w ciszy. Kierowca dziwnie na nas patrzył. Trochę mnie to denerwowało, jednak nic nie powiedziałam. Była dwudziesta pierwsza, kiedy stanęliśmy pod małym blokowiskiem. Zapłaciłam wścibskiemu taksówkarzowi i zaprowadziłam chłopaka pod jego budynek.

-Dziękuje ci za wszystko. - powiedział zachrypłym głosem i przytulił mnie na pożegnanie.

- Nie masz za co dziękować, trzymaj się.- odeszłam w kierunku mojego domu.






God help the girl./Z.M.Stories to obsess over. Discover now