Rozdział 1

92 12 4
                                        

Trzy miesiące temu skończyłam 16 lat. Mieszkam z rodzicami w małym domku przy Wall Street. Nie mam żadnych zainteresowań. Jestem zwykłą nudną dziewczyną

# # #
To dziś nadszedł dzień ceremonii. Przez całą noc nie mogłam spać. Teraz stoję pod prysznicem rozmyślając o tym jaką zdolność dostanę. Podejrzewam , że moją
zdolnością będzie ogrodnictwo. Jazz pewnie otrzyma zmiennokształtonść. Tak będzie. Nie ma innego wyjścia. Ja cicha, nieśmiała brunetka a ona sławna, pusta blondyna. Wychodzę z pod prysznica i owijam się ręcznikiem. Jeszcze tylko zjem śniadanie i jadę z rodzicami do wielkiej hali, gdzie odbędzie się cremonia. Na śniadanie są tosty. Pochłaniam swoją porcje z prędkością światła. Zakładając moje rozchodzone conversy rozmyślam co przydzielą Elen. Elen to cicha, ruda dziewczyna w okularach, która chodzi ze mną do klasy. Kiedy jedziemy samochodem wkładam moje słuchawki. W uszach rozbrzmiewa mi piosenka Zary Larsson Lush life. Gdy docieramy na miejsce już mam spocone dłonie. Czego ja się boję? Podczas cremonii nie mogą mnie wyrzucić. Wchodzimy do wielkiej sali. Zajmuje miejsce w pierwszym rzędzie. W końcu ta ceremonia odbywa sie również z mojego powodu. Kiedy wszyscy zajeli swoje miejsca na środek hali wyszedł przewodniczący rady. To on będzie czytał nasze nazwiska. Przewodniczący odchrząka i zaczyna czytać. Nazwiska nie są ułożone według alfabetu lecz losowo. Mogę być pierwsza lub ostatnia.
- Jazz Kingman - krzyczy mężczyzna. Mogłam się tego spodziewać. Jazz wstaje i wygina w uśmiechu upaćkane błyszczykiem usta. Teraz podejdzie do podwyższenia dostanie przydział i wróci na swoje miejsce. Znam dokładnie przebieg ceremonii. Gdy byłam mała mama mi o niej opowiadała.
- Dziękuję wszystkim za przybycie.- głos Jazz wyrywa mnie z rozmyślania. O nie! Nie wiem co jej przydzielili!- Dołączenie do naszej społeczności z darem ognia jest dla mnie wielkim zaszczytem. Chciała bym podziękować mojej mamie za ...- W końcu przestaje słuchać jej i innych. Moje powieki stają się coraz cięższe cięższe. Nie, nie mogę zasnąć. Nagle coś we mnie pęka. Nie wyczytano mojego nazwiska chociaż wszyscy już wychodzą. Coś musiało pójść nie tak. Nie można zostać nieprzydzielonym do żadnej grupy. Zaczyna mi się robić gorąco. Przepycham się między ludźmi. Biegnę jak najdalej od tych ludzi, od tego miejsca.
Docieram nad staw. Nie mogę zostać tak bez przydziału. Musze wrócić do domu i wszystko wyjaśnić. Kiedy stoję już pod domem myślę, że jeszcze mam szansę. Mogę wrócić do lasu i tam zostać. Ale nie. Wchodzę do domu.
-Mamo!- krzyczę. Schodzi po schodach.
- Kochanie- zaczyna - wszystko będzie dobrze. Zapytamy się przewodniczącego. Na pewno wszystko nam wyjaśni.
- Tak, wiem mamo. Ale oni nigdy nie mylą się podczas ceremonii! A może po prostu uznali, że nie mam daru! I co teraz?! Nie chce mieć wymazanej pamięci. Nie chce zostać wydalona z naszego świata!- krzyczę.
- Pojedźmy tam. Lepiej wszystko sobie ustalić...
- Ale ja nie chce wracać do tamtych ludzi. Są okropni. Nie myślą jak by się czuli na moim miejscu. A wiesz dla czego?! Bo nie jesteśmy milionerami! Im chodzi tylko o kasę!
- Dobrze pojadę tam sama.- wzięła kluczyki od samochodu i wyszła z domu. Nie wiem co mam teraz zrobić. Nie da się tak odciąć od rzeczywistości. Siadam więc przed telewizorem i chwytam pilot. Lecą właśnie Pretty Little Liars.
- Got a secret. Can you keep it?- nucę pod nosem piosenkę z serialu. Staram się nie myśleć o tym co będzie jak wróci mama. Przewodniczący nigdy się nie myli. Powoli zaczynam zasypiać. Moje powieki stają się jakby cięższe.
# # #
Budzę się na kanapie, okryta kocem. W kuchni słyszę głosy. To znaczy,że mama wróciła i ma złe wiadomości. Pochodzę do drzwi od kuchni i przysłuchuje się rozmowie moich rodziców.
- Powiedzieli mi, że nie odkryli u niej mocy- słyszę szept mojej mamy.- Ale pozwolili jej tu zostać. Będzie pracować w fabryce, tylko nie będzie czarować tak jak inni. No bo wiesz, nie umie.- Zaczyna mi się zbierać na płacz. To będzie okropne pracować z magami. Będą mnie wyśmiewać. Muszę z tym ochłonąć. Kieruje się w stronę łazienki. Pod prysznicem stoję całą wieczność. Czuje, że palce u rąk i nóg zaczynają się marszczyć, postanawiam wyjść z pod prysznica. Ubieram się w piżamę i kładę się do łóżka. Przez długi czas rozmyślałam o tym co będzie jutro. W końcu zamknęłam oczy i zasnęłam.
# # #
Rano budzi mnie głos mamy.
- Wstawaj Amy. Czas do pracy.- przecieram oczy i rozglądam się po pokoju. Widzę, że w szafie wisi jakiś dziwny kombinezon.
- Jest używany?- pytam mamy wskazując głową szary kombinezon.
- Nasze oszczędności nie pozwalają nam na zakup nowego.
- No dobra.Może jakoś to przeżyje.- odpowiadam jej wstając z łóżka. Wychodzę z pokoju i kieruję się w stronę łazienki. Myję zęby i ochlapuję sobie twarz wodą. Dzisiaj nie może być aż tak źle. W końcu mie wyczyścili mi pamięci. Wracam do pokoju. Przyglądam się dokładniej kombinezonowi. Nogawki są trochę obdarte ale reszta nie jest ta okropna.
Najgorszy jest jednak zapach. Nie, nie mogę narzekać. Obiecałam sobie, że nie spapram tego dnia. Wsiadam do samochodu rodziców i zapalam silnik. Jadę pomiędzy kolorowymi domkami. Potem zjeżdżam z drogi głównej na szosę. Po 20 minutach jestem na miejscu. Szary budynek nie zapowiada się zbyt przyjaźnie. Główne wejście
znajduje się tuż obok parkingu. Po zaparkowaniu kieruję się w stronę wejścia. Na końcu korytarza widzę napis RECEPCJA. To tam się kieruję. Gdy dochodzę do recepcji słyszę kobiecy, ostry głos zza lady.
- Imię i nazwisko proszę.
- Amy Stone- odpowiadam kobiecie
- To ty jesteś ta nowa bez przydziału?- aha. Czyli już wszyscy wiedzą.
- Tak. To ja.
- Zaraz przyjdzie tu Thomas i oprowadzi cię po fabryce.- nie wiem czego miałam się spodziewać po Thomasie ale to przebiło wszystkie oczekiwania. Thomas to czarno włosy chłopak. Jego czekoladowe oczy wpatrują się we mnie. Nie! Nie mogę o nim myśleć. Muszę się skupić na pracy.
- No to chodź Amy.- mówi Thomas. Ruszam za chłopakiem.
- To ty jesteś tą dziewczyną bez przydziału?- zaczyna rozmowę Thomas.
- Tak to ja.- odpowiadam nieśmiało.
- Mój tato pracuje w radzie miasta. Dlatego o tobie wiem. Masz duże szczęście' że nie wyrzucili cię z miasta.
- Wiem.
- Tutaj są toalety.- mówi gdy przechodzimy obok pomieszczeń oznaczonych kółkiem i trójkątem.- A twoje miejsce pracy znajduje się piętro wyżej.- Thomas klika guzik przywołujący windę.
- Jeśli twój tato znajduje się w radzie to czemu praucjesz tutaj?- pytam. Albo mnie nie słyszy albo ignorouje. Nasza winda przyjechała. Jedziemy na drugie piętro w ciszy. Gdy drzwi się otwierają czuć zapach plastiku. Cudownie! Pod koniec dnia cała będę tym śmierdzieć. Thomas wskazuje mi drzwi na końcu korytarza. Żegnam się z nim i ruszam w stronę drzwi. Popycham je do przodu. Ustępują. W pomieszczeniu zapach plastiku się nasila. To tutaj będę pracować do końca życia. W dziale zabawek dla małych dzieci. Jak byłam młodsza miałam wiele zabawek.
Podchodzę do stanowiska z numerem 09. Czytam instrukcje i zaczynam składać plastikowe części. Inne osoby posługują się magią. Składanie plastikowych zabawek nie jest takie trudne. Po pewnym czasie zaczynają boleć mnie palce. Ludzie obdarzeni mocami nie mają takich problemów. Od zapachu plastiku zaczyna mi się robić niedobrze. Wychodzę z pokojó i kieruje się w stronę łazienki. W łazience wchodzę do jednej z obleśnych kabin. Oddycham głęboko. Potrzebuje swieżego powietrza. Postanawiam wyjść na chwilę przed budynek fabryki. Spotykam tam Thomasa.
- Wiedziałem, że w końcu wymiękniesz.- mówi.
- Ej! Po prostu zrobiło mi się dobrze.
- Choć ze mną. Chciał bym ci coś pokazać.
- Ok. Ale szybko. Bo zaraz muszę wracać.- odpowiadam mu.
- Spokojnie. Nic się nie stanie.- znowu idziemy w stronę fabryki. Jednak teraz wchodzimy tylnim wejściem. Idziemy korytarzem. Wygląda inaczej niż inne części budynku. Zamiast szarych ścian wszędzie są białe kafelki. Nasze kroki odbijają się echem po korytarzu. W końcu Thomas otwiera jakieś drzwi. Chyba było na nich napisane SALA OBSERWACYJNA.
- Thomas, gdzie my jesteśmy?!- zaczynam się niepokoić. Nic nie odpowiada, tylko wychodzi z pokoju. Zostaje sama w białym, sterylnym pomieszczeniu. Siadam na ziemi. Jestem bardzo zmęczona. Nagle drzwi, którymi wcześniej tu weszłam otwierają się. Do środka wchodzi Thomas. Coś trzyma w ręku.
- O ! Dobrze, że już jesteś. Bałam się, że tu zostanę- mówię. Widzę w jego spojrzeniu współczucie. Podchodzi do mnie. Podnosi rękę. Potem padam na ziemie. Pamiętam tylko bolesne ukłucie.

InnaStories to obsess over. Discover now