Mama mówiła mi w dzieciństwie, że od bezczynnego siedzenia w domku wysychają szare komórki. Nie mam wiele do zarzucenia takiej matczynej filozofii, jednak teraz jestem zawieszony pomiędzy schnięciem a zamoczeniem. Z nieba leje, coś się błyska. Wniosek: jakieś płaczki aktualizują mapy satelitarne. Kłótnia w związku? Utrata kogoś bliskiego? Tego chyba nigdy nie rozgryzę. Szczerze, nie obchodzi mnie to. Rozmyślam z nudów, staram się zabić złe myśli. Myśli, bo nie uznaję pojęcia dobrej i złej energii, karmy itp. To bzdura wymyślona przez Tybetańczyków: pewnie chcieli na tym zarobić. Patrząc na obecny Tybet, nie udało się.
Swoją drogą dość mocno skręciłem ostatnio z drogi, którą szedłem. Miałem studiować, a zbieram mango. Ciekawa przemiana, szkoda tylko, że na niej tracę. Tak sobie bazgrolę i dociera do mnie, że to ma jakieś drugie dno. A może tylko świruję? Chyba będę to kontynuować. Jednak zanim zakończę ten fragment "dziennika" (nie boję się tak tego nazwać) wpiszę swoje imię. Jestem Fred Le Mur.
VOUS LISEZ
Wieczór Lemura
ComédieTo moja pierwsza opowieść. Dotychczas pisałem "do szuflady", więc teraz postanowiłem zadebiutować przed szerszym gronem ;) Główne założenie historii jest nieco dziecinne, jednak mam nadzieję, że się spodoba. Opowieść o młodym lemurze urodzonym w...
