Prolog

8 0 0
                                        


W płóciennym namiocie stało kilku mężczyzn i kobieta. Wszyscy mieli ubrane kolczugi i fragmenty zbroi, a u pasa przewieszone miecze, mieniące się w promieniach zachodzącego słońca wpadającego przez uchylone poły namiotu. Byli oni skupieni przy stole, na którym leżały mapy, oraz kilka drewnianych figurek piechoty oraz jazdy. Zgromadzenie w milczeniu pochylało się nad stołem, przesuwając drewniane figurki.

-To bez sensu, straciliśmy za dużo dobrych ludzi, zarówno wspaniałych wojowników jak i potężnych czarodziei. Nie możemy pozwolić sobie na większe straty!- kobieta odeszła parę kroków od stołu i spojrzała na skąpany w promieniach zachodzącego słońca obóz. Mężczyźni nie zwrócili na nią uwagi.

-Myślę, że powinniśmy zastawić na ludzi Ottona pułapkę w lesie. Gdy będzie wracać do obozu , wpadnie prosto w nasze sidła.- Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o miedzianych włosach zaczesanych w kucyk wskazał na skraj lasu wychodzącego na wielką polanę, gdzie ustawionych było najwięcej figurek.

-Tak, ale jeżeli dojdzie do bitwy, więcej stracimy niż zyskamy.- głos zabrał średniej wysokości brunet, o ciemnych oczach rzucających dookoła czujne spojrzenia. Przez chwilę w namiocie panowała niczym nie zmąconą cisza, którą przerwał bezwłosy mężczyzna o orlim nosie i gęstych brwiach.

-Nie, jeśli uda nam się dostać do samego Ottona. Będzie jechał w samym środku, chroniony przez przynajmniej tuzin czarodziei i raz tyle najlepszych rycerzy. - wskazał na miejsce, gdzie dzięki szpiegom wiedzieli, że miał przejeżdżać królewski brat wraz ze świtą.

-Masz racje Dartamisie, ale my wystawimy dwa tuziny czarodziei i jeszcze więcej rycerzy. Jeśli zginie książę Otto, to będzie koniec buntu. - głos zabrał kasztanowłosy mężczyzna, który już wcześniej się wypowiadał.

-Chcesz wystawić prawie jedną czwartą naszych sił, nawet nie wiedząc czy to nie pułapka? A jeśli nie będzie tam Ottona? Nasi ludzie zginą, a my będziemy na jeszcze gorszej pozycji niż jesteśmy teraz!- wysoki mężczyzna o jasnych, prawie białych włosach zaplecionych w warkocz, uderzył dłonią w stół, z taką mocą, że wszystkie figurki podskoczyły i upadły w nieładzie na mapę.

-Thomasie, proszę, spokój! Musimy zachować jasność umysłu...- upomniała go kobieta błyskając szarymi oczami.

-Wybacz Kornelio, ale...- Thomas nie dokończył, gdyż nagle w obozie rozległy się krzyki. Wszyscy wybiegli z namiotu na rozgrzany słońcem plac obozowy i przystanęli na skraju tłumu. Na noszach leżał król Eryk, z klatki piersiowej wystawała mu strzała, której grot przebił jego napierśnik.

-Panie...- jęknęła Kornelia i upadła u jego boku, chwytając go za lodowato zimną dłoń.

-Podejdźcie tu... Moi najwierniejsi... Moi przyjaciele.- wychrypiał z trudem władca. Jego młodą, przystojną twarz wykrzywił grymas bólu.

-Panie, nie przemęczaj się.- powiedzial Dartamis klękając obok Korneli.

-Mój czas się kończy...

-Nie! Nie mów tak panie! Zawołajcie medyka! Szybciej!- Thomas rzucał w stronę tłumu wściekłe spojrzenia.

-Spokojnie, mój drogi przyjacielu.- król zaczerpnął z trudem powietrze.- chcę, abyście wypełnili moją ostatnią wolę... Idźcie w głąb lasu, i tam zbudujcie zamek... Ukryjcie go przed moim bratem i jego poplecznikami... Nie mogą go znaleźć... Pilnujcie, aby ród czarodziei nigdy nie wygasnął... Chrońcie moja żonę, moja miłość, moje dzieci... To one zasiądą na tronie po mnie... A potem... A potem...

-Panie! Medyk...

-A potem długo tron pozostanie pusty... Aż narodzą się prawowici dziedzice... Pilnujcie rodu moich dzieci, bo Otto... Zachce ich wykorzystać do swoich celów. Nie pozwólcie, aby mój ród, i jego... Się połączyły... Bo to będzie koniec. Dajcie prawowitym dziedzicom po połowie mojego miecza, aby kiedyś się odrodził, tak jak i odrodzi sie nasze królestwo. -król ostatkiem sił podniósł dwie połowy swojego miecza, i zasnął na wieki. W całym obozie ucichły wszelkie dźwięki. W ciszy rozległ sie głos:

-Niech król Eryk spoczywa w spokoju.

-Niech król Eryk spoczywa w spokoju.- rozległy sie inne głosy, rycerzy i czarodziei, generałów i giermków. Drzewa i ptaki zamilkły, jakby w hołdzie dla zmarłego władcy.

-Zbieramy obóz i kierujemy się w głąb lądu.- powiedział Thomas i wszyscy zabrali się w ciszy do pracy.

-Co my teraz zrobimy?- spytała Kornelia głaszcząc już spokojna twarz zmarłego.

-To, co nakazał nam król. Uciekniemy.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 28, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Miecz KrólaWhere stories live. Discover now