Właśnie rozpocząłem kolejny nudny dzień, w moim nudnym łóżku stojącym przy nudnej ścianie, w moim nudnym pokoju i ogólnie... no nudy. Ale czego ja się właściwie spodziewałem? Dlaczego ten dzień miałby się różnić od jakiegokolwiek innego z mojego nudnego życia? Wstałem (jest progres!) i leniwie rozciągnąłem ramiona, jednocześnie ziewając.
-Jednak nie...- mruknąłem do siebie i opadłem plecami na mój nudny materac. Zamknąłem oczy i już miałem dać wyruchać się Morfeuszowi, kiedy... no właśnie...
-Rusz sieeeeee!
Mathaeus skoczył na mój brzuch i strącił z łóżka. Krzyknąłem zaskoczony.
-Ale ty głośny jesteś!- zeskoczył na podłogę i nachylił się nade mną. -To tylko ja...
-Oczywiście, że ty...
Podniosłem się odpychając go na bezpieczną odległość. Zawał serca o szóstej rano? Czemu nie?
-Nikt inny nie budziłby mnie w ten sposób...- wypomniałem robiąc obrażoną minę. Skrzyżowałem ręce na piersi i i odwróciłem się wydając dźwięk niezadowolenia.
-Natalieeeee?
-Ile razy mam ci potarzać, żebyś mnie tak nie nazywał?
-Natalie Natalie Natalie Natalie Natalie Natalie Natalie Natalie???
-CZEGO!?
Czego ten mały, wredny, wkurzający...?
-Sobota...
CO!?
-J-ja...- wyszeptałem. Mat chyba się zmartwił, bo delikatnie położył swój "łepek" na moim ramieniu.
-Natalie? Wszystko w porządku?
-J-ja... CIĘ ZABIJĘ!!!- wykrzyczałem i spojrzałem w jego stronę, ale skubańca już nie było. Usłyszałem tylko cichutki chichot dobiegający z bliżej nieokreślonego miejsca w moim domu.
-Znajdę cię! Nie masz ze mną szans...
Mam przewalone... To oczywiste, że go nie znajdę! Muszę opracować jakiś plan... jakiś plan... jakiś... plan... MAM! Zerwałem się z podłogi i wybiegłem z pokoju. Wpadłem na schody. Nie pamiętam kiedy ostatni raz biegałem po domu. Nie miałem dotąd okazji... Kiedy tylko trafiłem do rodziny zastępczej przestałem... jakby to powiedzieć... czerpać jakąkolwiek radość z życia. Aż pojawił się Mathaeus...
-Czemu sobie to teraz przypominam...?- spytałem szeptem samego siebie. Byłem tak pogrążony we wspomnieniach, że nawet nie zauważyłem, że skończyły mi się stopnie. Potknąłem się i CUDEM złapałem barierki. Odchrząknąłem i profesjonalnie wróciłem do pozycji stojącej.
-No.- przytaknąłem do siebie.
Skierowałem się do kuchni. Pusto jak zawsze. "Rodzice" stwierdzili, że szesnaście lat to odpowiedni wiek by zamieszkać samemu. Kolejni mistrzowie wychowania. Zostawili mi swój dom, a sami przeprowadzili się do Niemczech. Na początku mieli tam spędzić kilka tygodni, ale z kilku tygodni zrobił się miesiąc, z miesiąca pół roku i tak oto od dwóch lat mieszkam sam. Niedługo skończę osiemnastkę. Ta...
Stanąłem przed ogromną lodówką w poszukiwaniu potrzebnych składników.
-Jajka, jajka, jajka...
Ciekawe... Za pieniądze które mi przysyłają od jakiegoś czasu żywię się praktycznie samymi jajkami, a nigdy nie mogę ich znaleźć... Sięgnąłem na sam tył lodówki. Zamarzały mi już opuszki palców, ale... SUKCES! Wyciągnąłem sześciopak jajek i położyłem na blacie. Chciałem zrobić bułeczki z malinami. Mathaeus je uwielbia.
-Co jeszcze...? A, mleko!
Zdjąłem karton z drzwi lodówki i jak najszybciej ją zamknąłem. Brrr... Co jeszcze...? Shit. Nie pamiętam. Jak mogę nie pamiętać pieprzonego przepisu?! Przecież to jest jedyna rzecz, którą potrafię zrobić w kuchni. No może poza jajecznicą, parówkami i kanapkami, chociaż przy tych ostatnich pracuję z narażeniem życia. Zazwyczaj to Mathaeus gotuje... Czasami myślę, że bez niego umarłbym z głodu... Heh...
Stałem tak przez chwilę opierając się o kuchenny blat. Jestem. Idiotą. (Info potwierdzone naukowo.)
-Po co zapisywać przepis? Przecież nie zapomnę kolejności kilku składników, prawda? Hahaha NIE.
Ponuro spojrzałem na mleko i jajka pozostawione na blacie. Teraz... teraz będę musiał wymyślić coś innego. Cholera... Chciałem tylko zrobić mu przyjemność. Westchnąłem głośno i zsunąłem się po szafce. Włożyłem głowę między kolana.
-Muszę sobie przypomnieć...
Ale im bardziej się starałem tym gorzej mi to wychodziło. Czemu mój mózg jest taki bezużyteczny? Nie mogłem już dłużej walczyć. Podniosłem się ciężko i westchnąłem zrezygnowany. Nagle poczułem, jak coś ociera się o moje ramię. Uśmiechnąłem się do siebie i wyciągnąłem rękę by objąć tę tak problematyczną istotkę. Czemu on tutaj jest? Znaczy się, zawsze był, ale... dlaczego akurat tutaj, ze mną? Ze zwykłym dzieciakiem, który nie wie co ze sobą zrobić. Z "biedną sierotą" nad którą zawsze wszyscy się użalali. Kim ja jestem, że spotkało mnie takie błogosławieństwo? Boże... O czym ja w ogóle gadam? Zachowuję się jak jakaś dziesięciolatka, która właśnie poznała "tego jedynego". To... To przecież śmieszne. Mat najwyraźniej znowu był aż za spostrzegawczy.
-Przepraszam, że się schowałem... I-i że obudziłem cię z samego rana... Nie chciałem cię rozgniewać, tylko...
Nie dałem mu dokończyć. Nie mogłem pozwolić by... by był smutny przeze mnie, przez kogokolwiek. Przytuliłem go do swojej piersi. Czemu on zawsze za wszystko mnie przeprasza? To ja powinienem się nim opiekować. Jak... No nie wiem... Młodszym bratem? Wiem, że to nie to, ale...
-Nie Mat... To ja przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem i w ogóle...
Przeprosiny chyba nie są moją mocną stroną. Shit... To musi wyglądać jak scena z jakiegoś tandetnego dramatu albo brazylijskiej telenoweli. Puściłem go i delikatnie odepchnąłem. Co się ze mną dzieje? Znamy się przecież od zawsze! Jak najlepsi przyjaciele! Jak bracia! A ja... no właśnie... Co ja robię...?
-No. To może mi pomożesz?- zarzuciłem propozycją by rozluźnić nieco atmosferę. Bardzo desperacka próba. Na szczęście Mat od razu się rozpromienił i doskoczył do blatu. Kamień z serca.
-Serio? A co robisz?
-Raczej co próbowałem zrobić... Myślałem o drożdżówkach z malinami i białą czekoladą, ale...
-Zapomniałeś przepisu, co?
Czemu on zawsze wszystko wie? To nie fair! Ja to ZAWSZE muszę kombinować, domyślać się, a ten przychodzi i już zna całą kartotekę... JAK?
-Ale wiesz, że przepis wisi na lodówce...
Wskazał na drzwi lodówki, KTÓRE ZAMYKAŁEM PIĘTNAŚCIE MINUT TEMU i zerwał kartkę spod magnesu z literką "D". D jak Debil, co nie? Wyszczerzył swoje śnieżnobiałe zęby i zaczął uciekać z kuchni.
-MATHAEUS!!!- krzyknąłem i wybiegłem za nim.
O, i chyba zapomniałem wspomnieć o jednym... Mat jest...
*****
Moje pierwsze opowiadanie (a raczej rozdział). JEJ!!! Być może jaram się jak dziecko, ale napisanie tego zajęło mi naprawdę dużo czasu. Potrafiłam napisać tekst do połowy, po czym przerwać, usunąć całość i zacząć od początku. :/ Na początku rodzice Alexa mieli zostać zamordowani itp, ale nie pasowało mi to zupełnie do fabuły którą zaplanowałam (spokojnie... mam jeszcze parę asów w rękawie). Miałam też wątpliwości, czy tekst nie jest za krótki, ale to się jeszcze okaże. W każdym razie naprawdę dziękuję jeśli ktoś jednak postanowił poświęcić mi te kilka cennych minut ze swojego życia i... i... I O BOZIU JAK SIĘ CIESZĘ TAK WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ (jeśli ktokolwiek to przeczyta) I W OGÓLE KOCHAM WAS I... nie no bez przesady... nie będzie rzygania tęczą. No, mam nadzieję, że niedługo uda mi się napisać następny (dłuższy) rozdział, i że wreszcie zajmę się czymkolwiek na trochę dłużej niż dwa dni. Cześć! :)
YOU ARE READING
Żywa dusza (Zakończone)
RandomMemento mori... Wymyśleni przyjaciele... Każdy miał kiedyś swojego. Jednego dnia się pojawiają, drugiego znikają. Czasami zostają z nami kilka dni, a czasami całe dzieciństwo... Są nieodzownym elementem naszego dojrzewania. Taką definicję przedstawi...
