Rozdział 1

32 3 1
                                        

Cześć, witam i czołem!
Jest to moje pierwsze opowiadanie na wattpadzie i szczerze mówiąc, mam nadzieję, że nie ostatnie.
Historia nie do końca opiera się na faktach, Zayn wykreowany przeze mnie nienawidził sławy i to był jego powód odejścia z zespołu. W żadnym wypadku nie planował solowej kariery, to jednak nie ma znaczenia. Życzę mu samych sukcesów.
Tak czy inaczej, nie przedłużając, zapraszam do czytania ; )
~Irmelinka

-To moja decyzja!
-Nie. Ona należała do nas wszystkich. Nie zapytałeś nas o zdanie. Nawet nie poinformowałeś o swoich zamiarach, a teraz jeszcze masz pretensje?
-Wszyscy wiecie jak jest, nie możecie mnie obwiniać, ani oczekiwać przeprosin.
-Oczekiwaliśmy tylko twojej przyjaźni. Czy wymagaliśmy zbyt wiele?

-Nie wymagam od ciebie zbyt wiele.
Jęknęłam przeciągle, wychylając nos spod kołdry i łaskawie otwierając jedno oko. Był to kiepski pomysł, przez rozsunięte firanki wpadały poranne promienie słońca okrutnie odbierając mi ostatnie resztki snu. Snu, który był naprawdę piękny. Rzadko zdarza mi się spotykać tak przystojnych chłopaków na jawie.
-Tato...budzisz mnie o...-zerknęłam na budzik i ponownie jęknęłam z czystej rozpaczy. Rodzicie potrafili być tacy niedomyślni.-...o szóstej rano. W wakacje. Rozumiesz?
-Sama zadeklarowałaś się do pomocy przy malowaniu salonu - tato przypomniał mi to z nieskrywanym rozbawieniem.
Co smutne, miał całkowitą rację. Kiedy tylko dowiedziałam się o planach przemalowania salonu, nie wahałam się ani przez chwilę. Uwielbiałam bawić się farbą, bez znaczenia co było moim płótnem, kartka czy ściana. Liczył się tylko fakt, że spod mojej ręki wychodzi coś trwałego, oddającego moje nastroje, myśli, pragnienia.
-Gdybym wiedziała, że obejdzie się to takim kosztem, wyrwałabym sobie język przed złożeniem obietnicy.
Ale wbrew słowom, już zwlekłam się z łóżka i ziewając ostentacyjnie ruszyłam do łazienki. Skoro miałam spędzić następne godziny na pracy, powinnam chociaż prezentować się odpowiednio. Dlatego też zaraz po umyciu zębów, zebrałam włosy w niechlujnego koka, na siebie zaś włożyłam sprany t-shirt, na którym widniały resztki szarego kotka. Do tego tylko krótkie spodenki i japonki, z których poodpadały niemal wszystkie koraliki.
-Gwen!
-Idę, idę!
Wychodząc z łazienki tradycyjnie natknęłam się na Randy, która leniwie wyłożyła się na moim dywanie. Randy była ogromnym białym psem, przygarniętym przez nas pięć lat wcześniej. Ojciec przyniósł ją do domu, dzień po tym jak wróciłam ze szkoły i oznajmiłam, że więcej do niej nie wrócę, bo inne dzieci czepiają się moich oczu. Siedziałam wówczas w kuchni, odrabiając lekcje (co jest dość ironiczne zważywszy na fakt, że nie planowałam iść do szkoły), kiedy tata wszedł z dumą do kuchni i podał mi włochatą, białą kulkę. 'Teraz niczym się nie wyróżniasz'. Nic nie rozumiejąc dokładniej przyjrzałam się szczeniakowi i dopiero spoglądając w jego oczy pojęłam zamysł taty.
-Rusz się, leniuchu - poklepałam ją po głowie, w zamian zaś dostałam jedynie przeciągłe spojrzenie kolorowych oczu.
Uśmiechnęłam się szeroko, ukazując rząd białych zębów i zbiegłam na dół, nim tato ponownie się zniecierpliwi. Zahaczyłam jeszcze o kuchnię, podkradając z talerza jednego tosta i dzierżąc go w dłoniach weszłam do salonu. Wszystkie meble zostały już wyniesione, zaś na parkiecie leżały stosy starych gazet. Niewiele się namyślając podniosłam z podłogi dwa kawałki gazety i zrobiłam z nich nieco krzywe czapeczki. Jedną od razu wsadziłam na głowę tacie, który był zbyt pochłonięty walką z puszką by zarejestrować moje poczynania.
-Zayn Malik kontra- nachyliłam się, by przeczytać napis na farbie. - Piaszczysta Plaża. Fascynujące starcie!
-Zabawne - ojciec zerknął na mnie z ukosa, siląc się na powagę.
-Stawiam pięć dolców na Plażę.
-Jeśli wygram, odetnę ci je z kieszonkowego.
Uśmiechnęłam się szeroko i z braku kanapy, usiadłam na podłodze. Od niechcenia zaczęłam czytać urywki tekstów z gazet, nigdzie nie zatrzymując swojej uwagi na dłużej. Ot prognoza pogody (jak zwykle słonecznie), polityka (niezmienne nudne problemy), ślub znanych celebrytów (nie takich znanych, pierwsze słyszę) i przepis na ciasto truskawkowe. Sięgnęłam po ostatni artykuł, bardziej po to by przyjrzeć się zdjęciom ciast niż chęci ich upieczenia, kiedy jednak podniosłam kartkę moją uwagę przykuła wyrwana strona z kolorowego czasopisma. Zmięłam ją i wsadziłam do tylnej kieszeni spodni nim tato zdążył zauważyć moje zainteresowanie, następnie zaś przesadnie wygładziłam naruszone miejsce, przesuwając na jego miejsce informację odnośnie pogody.
-Wyczytałaś coś ciekawego?
Ojciec ze zwycięską miną zamoczył wałek w otwartej już puszcze farby i tylko czekał, aż do niego dołączę. Chyba jednak wisiałam mu pięć dolców, przeklęta Piaszczysta Plaża.
-Będzie padać - skłamałam gładko, wpatrując się w ikonkę słońca.
-Tak, w uprzednim roku. To stare gazety, wygrzebałem je z piwnicy.
Moje wyrzuty sumienia odnośnie kłamstwa automatycznie zblakły. Nie ja jedna wypowiadałam drobne kłamstewka, bo jak niektóre z tych magazynów rzeczywiście mogły zostać wydane znacznie wcześniej, to strona spoczywająca w mojej kieszeni pochodziła z ostatniego numeru The News of Gold Coast.
-Zabierajmy się lepiej do pracy - tato podał mi czysty pędzel. - Chciałbym to skończyć przed powrotem Perrie.
Perrie była moją mamą, a z powodu pracy częściej mieszkała w hotelach niż w domu. Obiecywała, że niedługo z tym skończy, jednak oboje z tatą wiedzieliśmy, że kocha to co robi. Dzięki dawno nabytemu doświadczeniu była asystentką nowo wschodzących gwiazd. Nie raz powtarza, że choć nie żałuje zakończenia kariery, nadal lubi znajdować się blisko sceny. Zupełnie odwrotnie niż mój tata, który po odejściu z najsłynniejszego zespołu tamtych lat, odciął się całkowicie od dawnych znajomych i ku mojemu zmartwieniu, od muzyki. Kiedy zdarzyło mi się zanucić jakąś jego starą piosenkę robił się wyraźnie niezadowolony i prosił bym przestała. Nie puścił mnie również na żadne lekcje śpiewu jakby w obawie, że obiorę jego drogę. A co najgorsze nigdy nawet nie wspomniał mi o swoich dawnych przyjaciołach. Cała moja wiedza na temat jego życia z okresu One Direction pochodziła od Jaime'a, syna Louisa Tomlinsona. Przed rokiem w wyniku przypadku spotkaliśmy się w Londynie, od tamtej pory utrzymywaliśmy kontakt, uparcie dążąc do ponownego spotkania,
-Gwen, malujesz czy śpisz?
-A mam wybór? - zapytałam z nadzieją, że może jednak uda mi się wrócić do łóżka.
W odpowiedzi ojciec podał mi puszkę Pustynnego Piasku. Przez pierwsze pół godziny pracowaliśmy w absolutnej ciszy, skupieni na głównym zadaniu. Dopiero nieco później cisza zaczęła mi przeszkadzać. Nie dlatego, że czułam się niekomfortowo, nigdy nie sprawiało mi trudności przebywanie z ojcem w milczeniu. Chodziło po prostu o to, że wykonywanie dłuższych czynności bez muzyki wydawało mi się wręcz okrutne.
-Trochę tu cicho - zaczęłam teatralnym szeptem, kończąc malować swój kawałek ściany.
-Racja - zaskoczona uniosłam brew, nie sądziłam, że pójdzie mi tak łatwo. Wszak ojciec nie był zwolennikiem radia. - Opowiedz mi o tym chłopcu, Tomie? Tobbym?
-Theo - jęknęłam, posyłając mu zbolałe spojrzenie. - Proszę cię, wiesz, że nie o to mi chodzi.
-Chętnie przerwę milczenie i pomówię o nowym przyjacielu córki. To ciekawsze niż te same piosenki puszczane bez przerwy w radiu.
-Dajmy temu lepiej spokój.
-Dlaczego? Wcześniej nie miałaś problemu ze zwierzania mi się, a teraz wszystko muszę wyciągać od ciebie siłą.
Było w tym sporo prawdy. Od zawsze lepszy kontakt miałam z ojcem, to z nim spędzałam najwięcej czasu, do niego byłam bardziej przywiązana. Ale wszystko się zmieniło odkąd poznałam Jaime'a. Wiedziałam już, że ojciec nigdy nie był ze mną do końca szczery. Poczułam się zraniona i mimowolnie straciłam do niego zaufanie. Już nie chciałam siadać przy kominku i rozmawiać z nim wieczorami o wydarzeniach z całego dnia.
-Do tego potrzeba dwóch osób, tato - mruknęłam cicho, maczając wałek w farbie.
-Zawsze mam dla ciebie czas.
-A co ze szczerością?
Już w chwili wypowiadania tych słów miałam ochotę ugryźć się w język. Nie powinnam zaczynać tematu. To nie prowadziło do niczego innego niż kłótni. Wiem, bo podobne sytuacje przeżywałam już nie raz. W przeciągu roku robiłam kilka podejść, starając się odbyć poważną rozmowę na temat dawnych przyjaciół taty. Nigdy nie otrzymałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, za to zawsze czułam się podle wiedząc, że naruszam jedyną zasadę w tym domu. Nie mówić o One Direction.
-Theo jest tylko przyjacielem - dodałam szybko, nim zdążył odpowiedzieć na mój zarzut. A, że nie chciałam rozwijać również tego tematu chlapnęłam w niego odrobiną farby, szczerząc przy tym zęby. - Piaszczysta Plaża znowu górą!
-Nie do twarzy mi w żółtym - tato starł z policzka kolorową plamkę i nim zrozumiałam co się dzieje ubrudził mnie w odwecie w nos.
-To bardzo niesportowe zachowanie z twojej strony.
-Bardzo możliwe, a co powiesz na to?

Kiedy trzy godziny później wchodziłam pod prysznic, wyglądałam co najmniej zabawnie. Śniadą skórę miałam pokrytą żółtymi plamkami, jakbym chorowała na jakąś odmianę ospy. Również czarne włosy ucierpiały w tej małej wojny, toteż musiałam podciąć parę kosmyków, bo chodzenie z takimi pasemkami raczej nie napełniało mnie optymizmem. Oczywiście spędziłam pod prysznicem długie minuty szorując się dokładnie, ale jak wywnioskowałam w lustrze, nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Musiałam pogodzić się z myślą, że spędzę tak odstawiona jeszcze kilka dni. Tyle dobrego, że nie musiałam iść następnego dnia do szkoły i tłumaczyć się każdemu co też mnie spotkało. Napaść ojca z pędzlem w ręce, ot co.
Wykrzywiłam się teatralnie do odbicia w lustrze. Odkąd pamiętam wzbudzałam zainteresowanie, każdy pytał czy noszę szkła kontaktowe. Wynikało to z tego, że moje prawe oko adekwatnie do reszty miało ciepły brązowy kolor, natomiast lewe zupełnie odwrotnie szczyciło się czystym błękitem. Kiedy byłam młodsza miałam z tego powodu wiele kompleksów, inne dzieci nie do końca rozumiały moją 'odmienność'. Z czasem jednak coraz bardziej zaczęłam lubić ich kolor, głownie za sprawą Randy. No i jako próżna nastolatka miałam przynajmniej pewność, że zostanę zapamiętana dokądkolwiek pójdę, cokolwiek zrobię.
Właśnie przymknęłam lewe oko, tak dla czystego kaprysu, żeby zobaczyć siebie w normalnych barwach, jak zwykł śmiać się mój tato, gdy frontowe drzwi trzasnęły głośno. Nie miałam wątpliwości, że to mama w końcu zaszczyciła nas swoją obecnością.
Jak wiele razy wcześniej, a już szczególnie tego dnia, pokonałam dziesiątki schodów, docierając tym samym na parter. Mama stała obładowana walizkami, torbami, reklamówkami i czymś co wyglądało jak zmieszanie wszystkiego powyżej. Jak za każdym razem rozejrzała się nieco zagubiona, jedynie potwierdzając nas wszystkich w przekonaniu, że w tym domu jest jedynie przejazdem i nawet po tylu latach nie przyzwyczaiła się do jego wystroju. Bardziej znajome były jej pokoje hotelowe niż własny salon. Przełknęłam jednak negatywne uczucia i wysilając się na uśmiech ala jak-się-cieszę-że-znów-cię-widzę-w-moich-skromnych-progach, przytuliłam ją serdecznie. Mama automatyczne złagodniała jakby dom przestał wydawać się jej kompletnie obcy i odwzajemniając uścisk, spojrzała przez ramię, gdzie jak zgadywałam stał tato.
Stał to za dużo powiedziane, właściwie tylko wychylał się z kuchni. Może chciał przywitać mamę, ale w jednej ręce nadal dzierżył skorupki po jajkach, zaś cały fartuch z napisem 'najlepszy kucharz' pokryty był taką ilością mąki, że zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem sam nie wysypał na siebie całej paczki i to celowo. Wszak trzeba się jakoś prezentować, jako malarz powinien być cały umazany w farbie, która nawiasem mówiąc nie zmyła się z jego nosa, a jako kucharz powinien używać nadmiernej ilości mąki.
-Robię naleśniki - rzucił na powitanie, jakby to było lepsze, a już szczególnie romantyczniejsze niż jakieś tam 'cześć, kochanie'.
-Widzę - mama nie zważając na mąkę, przytuliła go mocno, a ja i Randy, która łaskawie wynurzyła się z odmalowanego salonu zrobiłyśmy miny jasno sygnalizujące wymioty. Cóż, w przypadku Randy mogło to również oznaczać, że jest spragniona.
-Proszę, przejdźmy do dalszej części programu. Tato, nie przypalasz czasem jakiegoś naleśnika?

Hope ♡♡ Z.M.Stories to obsess over. Discover now