Rozdział I

54 2 1
                                        

Miałam atak paniki. Kurwa znowu! Czemu nie mogę normalnie żyć?! A może dane jest mi już nie żyć? Może żyję za długo? Mam nerwicę i samookaleczam się ale nie kończy się to na cięciach,  tylko bicie siebie i wiele innych. Jestem Masochistką. Jak zwykle denerwując się ciągnę się za swoje fioletowe kudły. Wyrywam je garściami. To może skończmy wreszcie tą śmieszną komedię? Wyjęłam z szuflady ostrze od maszynki, świeczki i zapałki. Zatargałam to wszystko do łazienki i jak widać będę miała piękną śmierć w romantycznym klimacie. Tylko wina brakuje. Postawiłam na brzegach wanny świeczki i zaczęłam je zapalać. Gdy wanna była pełna wody postanowiłam się rozebrać. Weszłam do wanny z ostrzem w ręku i już chciałam zrobić na nadgarstku pionową kreskę. Ale chwila, wykrwawię się  i tyle? Ja chce zabawy. Więc zaczęłam szarpać nią po udach, łydkach,  brzuchu a następnie jak najmocniej po nadgarstkach. Byle by nie wzięli tego jako wołanie o pomoc bo zajebie. Zaczęło mi szumieć w uszach i czułam, że mój koniec jest bliski. Ostatnim tchem wypowiedziałam Amen i zemdlałam (?). Nagle obudziłam się w twardym łóżku a gdzieś w przestrzeni roznosiły się krzyki i piski.

PsychiczniWhere stories live. Discover now