Paring : William x Ronald
Anime : Kuroshitsuji
Tak wiem miało być Ao no ale w połowie wena mnie opuściła więc wstawiam coś innego. Mam nadzieję, że wam się spodoba i na wstępie kilka informacji:
- William jest człowiekiem, u którego wszystko zawsze musi chodzić jak w zegarku natomiast Ronald jest jego zupełnym przeciwieństwem i dlatego od dłuższego czasu nie mogą się dogadać
- Ronald jako swoją kosę shinigami ma po prostu zwyczajną kosę taką jaką zawsze nosi kostucha (tak wiem głupie zdanie ale przynajmniej wiadomo o co chodzi)
- Ronald podobnie jak Sebastian nie cierpi Grella dlatego ta dwójka potrafi się dogadać
- siedziba shinigami wygląda jak zwykły biurowy budynek a gabinety wyglądają typowo (biurko, sterty papierów, regał na segregatory i inne pierdoły no i obrotowe krzesło)
- Alan! - wkurzony William zawołał do siebie młodego shinigami. Zazwyczaj ułożone włosy były w nieładzie co wręcz dodawało mu uroku a okulary lekko zsunęły mu sie z nosa.
- O co chodzi? - zapytał brązowowłosy ostrożnie wchodząc do gabinetu przełożonego. Jakoś niespecjalnie lubił przebywać w towarzystwie Spears'a kiedy ten był wkurzony. Alan wiedział co albo raczej kto jest powodem takiego parszywego humoru, który William miał od paru dni. Powód nazywał się Ronald Knox i bardzo lubił denerwować czarnowłosego, chociaż nikt nie wie dlaczego.
- Gdzie jest ten debil?! - warknął William waląc pięścią w biurko.
- Nie mam pojęcia.
- Jak on mnie wkurwia! Nie no mam dość, idę na dwór. - wściekły Spears szybko wyminął Alana i wyszedł na zewnątrz trzaskając drzwiami.
- Znowu? - Eric wychylił głowę ze swojego gabinetu patrząc na przyjaciela.
- Znowu. - westchnął Alan i wrócił do swoich obowiązków.
***
William jak strzała wypadł na dwór trzaskając drzwiami.
- No proszę, proszę ktoś tu chyba wstał lewą nogą. - zza pleców czarnowłosego odezwał się ten wkurzający go drwiący głos. Odwrócił sie i rzeczywiście zobaczył go. Stał opierając się o ścianę z tym swoim uśmieszkiem na ustach, blond włosy lekko opadały na czoło, czarna koszulka bez rękawów z Jack'iem Daniels'em opinała wyrzeźbione ciało, na nogach miał czarne rurki z dziurami i białe conversy a w dolnej wardze w prawym rogu błyszczał srebrny kolczyk. Jedyna rzecz jaka została ze stroju shinigami to okulary. W jednej ręce trzymał kosę a w drugiej kubek z kawą.
- Ronald Knox. - wycedził przez zęby William podchodząc bliżej.
- Gratuluję kurwa domyślności. - zadrwił blondyn i upił łyk kawy po czym oblizał usta. Spears mimo wszystko musiał przyznać, że blondyn jest niezwykle pociągający i właśnie to najprawdopodobniej tak strasznie go irytowało.
- Gdzie byłeś? - czarnowłosy silił się na w miarę spokojny ton.
- To już chyba nie twój... - nagle blondyn wrzasnął przeraźliwie i upadł na kolana podpierając się rękoma. Z jego pleców zaczęła sączyć się krew, która już po chwili spływała po ramionach blondyna spadając na trawę. Nagle Ronald podniósł wzrok na Williama a czarnowłosy zobaczył coś czego nigdy by sie nie spodziewał. Po policzkach blondyna spływały łzy a w jego oczach dostrzegł zarówno strach jak i nieme błaganie o pomoc. Padł obok niego na kolana i chciał podnieść.
- Ściągnij... moją... koszulke... - wydyszał Ronald ostatkami sił unosząc się do siadu. William szybkim ruchem zrobił to o co prosił Knox. Blondyn nie mając już siły opadł całym ciałem na czarnowłosego. Spears złapał go i zerknął ponad jego ramieniem na jego plecy i zobaczył że jest na nich wyryty napis: "Mówiłem, że tego pożałujesz dziwko".
