"Sny na jawie"

8 1 0
                                        

-Trevor! - chłopak odwraca się energicznie w stronę głosu. - gdzie ja w ogóle jestem? Moja głowa... - dotknął swojego czoła, jednak nie miał gorączki, rozejrzał się. Był w jakimś starym zamczysku na jednym z krętych korytarzy. Dookoła niego na ścianach widniały twarze zakapturzonych postaci. Podszedł do jednego z obrazów.

-Co tu jest napi...Co do?! - Ziemia zaczęła się trząść, ramy z hukiem pospadały ze ścian.

-TREVOR! - krzyk kobiety był coraz bliższy. Chłopak mimowolnie zaczął biec w jego kierunku, zupełnie tak, jakby wiedział, że musi to zrobić, że jeśli zawróci, to straci coś bardzo cennego.

Korytarz wydawał się przedłużać, a ściany stopniowo zwężać jednak mimo to błękitnooki chłopak nie przestawał biec za wołającym o pomoc głosem. Skręcił raz, skręcił drugi raz...

-Co do? - zatrzymał się. Był na samym początku swojej gonitwy. - Czy to ma być jakiś żart? Zaraz... - ból głowy coraz bardziej dawał o sobie znać, a on sam zaczął tracić świadomość.

-Trevor. - Przestraszony odwrócił się. Źródło głosu za którym gonił było tuż za nim.

-Kim ty... - chłopak stracił głos i osunął się na kolana, przed nim stała ubrana w ciemny, długi płaszcz z kapturem rzucającym cień na twarz i kręconymi blond włosami kobieta. Złapała go mocno za ramię.

-Au...! - Jęknął cicho.

-Jeszcze nie czas Trevor. Jeszcze nie czas.

Zamknął oczy.

-Trevor!

-...

-TREVOR JEST 7:15, ZA 5 MINUT MASZ AUTBUS, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ WSTAWAJ!!

Chłopak spadł z łóżka, wstrząsnął głową i spojrzał na budzik.

-Cholera, czemu mnie nie... - nie dokończył, bo zobaczył zdenerwowaną minę swojej mamy z patelnią w dłoni. - Wstaję, wstaję!

***

-Człowiek jest więźniem własnego losu – Claire spojrzała dumnie na nauczyciela – Dlatego uważam, że autor chciał nam w tym dramacie przekazać pewną wiadomość.

-Jaką, Claire? - Zapytał zaciekawiony Peter Zeek, nauczyciel literatury obcej.

-Człowiek nie wie, co los mu przyniesie, dlatego powinien docenić to, co ma tu i teraz. Nigdy nie wiadomo, czy jutro będzie to miał dalej.

-Brawo! - Nauczyciel klasnął dwa razy w dłonie i usiadł przy swoim biurku. - Ocena bardzo dobra, a nawet celująca! Wychodzi na to, że jako jedyna wykonałaś zadanie domowe, bo... - rozejrzał się po klasie - ... bo reszta klasy chyba nie do końca rozumie słowo P R Z E C Z Y T A Ć.

Klasa liczyła sobie dwadzieścia cztery duszyczki. Dusze pełne ambitnych pomysłów i słabego zapału do nauki, mimo wszystko jednak każdy miał swój talent. Nie do końca go ukazywali, ale pan Zeek wierzył, że gdzieś głęboko pod warstwą wszechobecnej głupoty tli się małe ziarenko zapału i talentu.

-Trevor? - Belfer spojrzał na zapatrzonego w okno blondyna z gniewnym spojrzeniem. - Skoro tak bardzo jesteś znudzony odpowiedzią swojej koleżanki, to może posłuchamy tego, co ty masz nam do powiedzenia na temat wpływu losu na ludzkie życie, co? Oczywiście bazując choć trochę na lekturze, którą jak mniemam ukończyłeś.

-Ja...-chłopak spojrzał błagalnym wzrokiem na Trey'a, jego przyjaciela siedzącego dwie ławki przed nim. - ...Przepraszam panie profesorze. To się więcej nie powtórzy.

-Czym byłeś tak zamyślony, co chłopcze? - Rzucił ironicznie po czym odwrócił się w stronę tablicy. - To wasze zadanie domowe. - Powiedział pisząc numery zadań. - Macie je wykonać. WKONAĆ nie znaczy SPISAĆ, ani też POSZUKAĆ w internecie, zrozumiano?

-Tak profesorze Zeek – Odpowiedziała chórem klasa.

-No, to do widzenia i miłego weekendu wam życzę.

Rozbrzmiał dzwonek.

-Stary, wszystko w porządku? - Na dziedzińcu do Trevora podbiegł Trey. Ci dwaj są już przyjaciółmi dobre 10 lat, odkąd ich mamy zajmowały się swoimi pociechami na zmianę. Trey był wysokim, przystojnym chłopakiem o średnich, lekko kręconych czarnych włosach i zielonych oczach.

-T... tak, po prostu jestem trochę niewyspany. - Zdezorientowany chłopak złapał się za ramię, wciąż czuł ból, zupełnie jakby to, co mu się śniło zdarzyło się naprawdę.

-Znowu to śniłeś? - Zapytał poważnym głosem

-A jak myślisz?

Zaczęli kierować się w stronę bramy wyjazdowej.

-Myślę, że powinieneś iść z tym... no wiesz

-Do psychiatry? Urojenia? To chcesz powiedzieć?

-Nie! - zaprotestował – W sensie... do psychologa, porozmawiać o wszystkim. Wiesz, dużo ostatnio przeżyłeś... śmierć ojca i w ogóle...

-Nie potrzebuję współczucia, Trey. - Trevor popatrzył na niego karcąco. - Nic mi nie jest, to było pół roku temu, żyje się dalej, nie?

-No tak... - Trey poklepał go po ramieniu. - Patrz, jaka limuzyna! - zawołał chcąc zmienić temat.

Przy bramie stało długie, czarne auto z przyciemnionymi szybami, do którego wchodziła z eskortą dwóch wysokich mężczyzn blond włosa kobieta. Gdy Trevor ją zobaczył, zamarł w bezruchu.

-Niemożliwe... - szepnął wpatrując się w jej delikatnie pofalowane włosy.

-Co się dzieje, Trevor?

Chłopak wpatrywał się w dziewczynę zszokowany. Ta odwróciła w ich stronę delikatnie głowę, spojrzała na Trevora i delikatnie się uśmiechnęła wchodząc do auta. Odjechali z piskiem opon.

-Co to było? Znacie się? To nie fair, że znasz takie towary! - Trey zaczął się śmiać klepiąc przyjaciela po ramieniu.

Ja... - Chłopak nie wiedział, co powiedzieć. Miał wyznać przyjacielowi, że to właśnie o tej dziewczynie śnił przez ostatnie miesiące? - Chodźmy już do domu.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jan 20, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

GhostLivedStories to obsess over. Discover now