Kolejne dni ferii minęły wszystkim uczniom w Hogwarcie dosyć szybko. Wychodzili na dwór, aby skorzystać ze śniegu, który raczył spaść akurat przed świętami.
Ślizgoni nawet nie dokuczali gryfonom,czego być może było powodem rozanielenie profesora Snape'a,gdyż McGonagall Gryffindorowi parę punktów. W tym całym wesołym gwarze Hermiona postanowiła wybrać się do Hogsmade, żeby kupić prezenty najbliższym przyjaciołom.
Tak, Harry'emu przyda się jakiś miły upominek.
Najpierw wstąpiła do ,,Magicznych dowcipów Weasley'ów". Niechętnie odwiedzała ten sklep. Uważała, że sprzedawanie takich dziwacznych przedmiotów jest nie tyle, co złe, ale i bardzo niebezpieczne. Zajrzała przez witrynę z czerwoną ramką. W sklepie panował tłok i zamieszanie -tak jakby wszyscy naraz postanowili tu przyjść. Po dłuższym zastanowieniu wstąpiła do budynku przez pomarańczowe drzwi. Pomiędzy półkami kłębiło się mnóstwo osób. Dostrzegła wsród nich Lee Jordan'a, który krążył wokół stoiska z puszkami pigemjiskim. Była też i Ginny pochłonięta konwersacją z Georg'em.
Hermionie z trudem udało się przejść do kasy, gdzie spotkała Rona.
Tego nieogarniętego rudzielca,nie miejącego najmniejszego pojęcia, o życiu.
- Cześć -przywitała go z zaskoczenia zielonooka.
- O! Witaj Hermiono!
- Co słychać?
-Nic ciekawego, pomijając wzrastającom popularność.-Ron puścił oko w stronę Hermiony.- A kto został na ferie w Hogwarcie?
- No ja, Pansy, Crab i Goyle -wymieniała gryfonka.- Jeszcze Neville, Draco i wiele innych.
- Malfoy też został?! - zapytał z niedowierzaniem rudzielec.- A no fakt był dzisiaj u nas. Zakupy robił.
- Co?! Zakupy?! Tutaj! - wytrzeszczała chwilę oczy na rudzielca, dopóki nie wpadła na genialny plan. - Czekajcie, muszę coś załatwić.
Hermiona wybiegła na ulicę gwarnego Hogsmade, a następnie swoje drżące z nienawiści nogi skierowała ku drodze do zamku.
Pomimo swojej wściekłości i odrazy do Mafoy'a nie mogła nie zauważyć napotkanych co chwilę uroków zimy. Hermiona z podziwem wpatrywała się w zamrożone kałuże, a raczej skrawek kałuż, bo większość została przysypana śniegiem. Drzewa też były niczego sobie. Wierzby zwieszały swoje cieniutkie gałązki na tumany białego puchu.
Nagle zauważyła bladą postać leżącą w śniegu.
Zziębnięta nachyliła się, aby zobaczyć przynajmniej wystającą twarz.
To był nie kto inny, jak Draco Malfoy.
Hermiona nieco skrępowana dotkęła jego bladej twarzy. Była absolutnie zamarźnięta. Oczy utkwione w jednym punkcie, lodowate usta - to nie wróżyło dobrze. ,,Na brodę Merlina, co mu się stało?!" -pomyślała bezradnie. ,,Nie, Granger musisz wziąźć się do kupy, wymyśl coś!"- słyszała znajomy głos w głowie.
Wreszcie wzięła głęboki wdech i spoliczkowała Malfoy'a.
- Ała! - niespodziewanie wydał z siebie głos Draco.
- T-t y żyjesz?! - zająkała się Hermiona z podziwu i jednoczesnej nienawiści. Nie mogła uwierzyć, że ten zmarźlak tak zwyczajnie się ocknął.
Tymczasem blondyn nie mógł opanować śmiechu. Turlał się po śniegu w tą i z powrotem.
- Co to ma znaczyć?! - ryknęła sfustrowana gryfonka. - To nie jest powód do śmiechu!
Ale Malfoy nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Bił pięściami w biały puch, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Bawił się w najlepsze.
Hermiona nie dawała za wygraną. Musiała użyć dyrastycznych środków.
Wyciągnęła różdżkę z kieszeni i przyłożyła ją do gardła ślizgona.
- Słuchaj! Albo zaraz mi wyjaśnisz, co się tu wyprawia, albo...
-Albo co, Granger?- wtrącił Malfoy. -Ale ty śmieszna jesteś! I tak nie możesz mi nic zrobić. Masz zamiękie serce.
Draco faktycznie przygasił Hermione. Poczuła się uraniona. Myślała, że bycie dobrym i sprawiedliwym sprawia wrażenie osoby nie nadającej się do żartowania z niej.
- No bo widzisz - ciągnął dalej Malfoy siadając na śniegu.
- Założyłem się z Zabinim. Miałem cię nastraszyć i mi się udało.
A teraz wygrana jest moja, więc żegnam - rzucił na odchodne i ruszył pędem przez błonia nie patrząc za siebie.
Hermiona otworzyła usta, chcąc wypowiedzieć jakieś paskudne przekleństwo, ale nic takiego nie odszukała w swoim umyśle pełnym przegródek. Po prostu nigdy nie była tak wściekła, aby dopuścić do przeklinania. Wykonała tylko parę spokojnych oddechów i wstała z ziemi otrzepując się ze śniegu. Miała tylko jedno marzenie - zmiażdżyć tego durnego ślizgona swoim cielskiem, wyjąć flaki, a resztę poszatkować na malutkie kawałeczki i wyrzucić gdzieś, gdzie bynajmniej nie natknie się na jego obrzydliwe, obślizgłe, nic nie warte ciało.
YOU ARE READING
Dramione - przypadki chodzą parami
FanfictionDlaczego każde z nich musi być tak inne, a jednak tak podobne? Co wyniknie z przypadkowego zestawienia najkrąbrniejszego członka domu Węża i zadziornej Lwicy? Szukacie odpowiedzi na tego typu pytania? Oto przychodzę wam z pomocą! Pora na Dramione!
