Never click suspicious links
Reminder: Wattpad will never ask for passwords, payment information, or other sensitive account security details.

Jakże słodko jest być kłamcą

148 8 9
                                        

   ~*~    

Sięgam w głąb siebie, tam gdzie nikt mnie nie dojrzy.

Sięgam i nie potrafię złapać. 

Nie potrafię złapać tego, kim byłam kiedyś. 

~*~

Wodzę palcami po pustej przestrzeni nieba. Nie ma tu ani grama puszystych chmur, słońca, czy choćby jednej, malusieńkiej gwiazdy; wszystko jest szare. Nieboskłon, drzewa, trawa, moja koszula, nawet ja sama nie posiadam jakiś wyróżniających się barw. Grafitowe oczy, które zostały pozbawione blasku lata temu mam wlepione w brudne od gleby, smukłe ręce. Wbijam długie paznokcie naznaczone rysami w wnętrze dłoni. Syczę z bólu , lecz wciskam je głębiej, przyglądając się z niemym zachwytem czerwonym kropelkom, które pojawiły się na skórze. Strużka krwi płynie powolnie w dół mojej kończyny, pozostawiając na niej smugi niewypowiedzianych słów. Pojedyncza, rdzawa drobinka skapuje z wyciągniętej w górę ręki wprost na mój policzek. Odruchowo przymykam oczy i nie otwieram ich przed dłuższą chwilę.

Fakt, iż krew jest jedyną rzeczą, która nie zlewa się z panującą zewsząd burą tonacją, okropnie mnie zasmuca. Przyszło mi bowiem żyć w świecie, w którym chcąc dojrzeć barwę inną niż szary, brązowy lub czarny musisz podciąć sobie żyły.

- Przynajmniej mam to - wzdycham głęboko i pozwalam, by łzy popłynęły spomiędzy moich powiek i skapywały spokojnie w wyblakłe, jasne włosy. W ręku ściskam kawałek materiału, który pozostał mi po mojej mamie. Jest brudny, tak samo jak ja, a jego dawna biel ustąpiła burgundowi, będącym posoką z trzewi – niegdyś mojej – matki. Tę wąską szmatkę mam zawsze wplecioną we włosy, tak by nikt jej nie dostrzegł, lecz w chwilach takiej jak ta – w momentach zapomnienia – pozawalam ją sobie wyciągnąć i wspominać. Nie mogę dopuścić do tego, że ją zapomnę, nie mogę. Nie, kiedy skutkiem jest podzielenie jej losu.

- Halo, jest tu ktoś? – Echo czyjegoś głosu nieprzyjemnie rozlega się pośród kojącej ciszy lasu.

Gwałtownie otwieram oczy i momentalnie je mrużę, oślepiona nagłym blaskiem, wdzierającym się spomiędzy gałęzi buku, które odwiecznie są pozbawione choćby jednego, najmniejszego listeczka. Pędem wplątuję wstążeczkę z powrotem w kołtuny i prostuję się, nieudolnie próbując złapać równowagę na nierównej powierzchni korzeni. Chowam się za drzewem, mając cichą nadzieję, że osoba nowoprzybyła mnie nie znajdzie, bo inaczej będzie ze mną źle. „Nie powinnaś tu wcale przychodzić!" – karcę się w myślach, przeklinając swoją głupotę. Opuszczanie miasta, gdy nie pracujesz w terenie jest surowo zabronione, a tak bliskie podchodzenie do granic jest karane śmiercią. Sama nie wiem, co mnie popchnęło do takiego godnego pożałowania czynu; znajduję się niespełna trzy kilometry od obrębów państwa, a moja obecność tutaj nie wróży nic dobrego.

- Hej, widziałem cię! – Upierdliwy odgłos kroków rozbrzmiewa w mojej głowie niczym marsz pogrzebowy.

Marszczę brwi na sformułowanie „widziałem", lecz nie komentuję tego, nie chcę zdradzić swojej pozycji. Cichaczem cofam się w głąb boru i gdy tylko czuję za sobą miły chłód ściółki puszczam się biegiem. Pędzę tak szybko, jak jedynie mogę. Przeszkadza mi brak obuwia; gałązki i szyszki wbijają mi się niemiło w stopy, ale nieprzerwanie biegnę dalej. Moje życie zależy od tego, czy zgubię intruza.

- Nie uciekaj! – Słyszę tuż za sobą. Pot spływa mi po plecach, wiem, że już nie ucieknę. Nieudolnie staram się zmylić osobę, która ruszyła za mną w pogoń. Biegnę slalomem, impulsywnie zmieniam kierunki biegu, naginam gałęzie tak, by chłostały mojego przeciwnika w twarz. Przedostaję się do polany pełnej suchej trawy i kwiatów - jeśli uda mi się ją pokonać, jestem w domu, gdzie nic mi nie zagrozi.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: May 23, 2016 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

LiarStories to obsess over. Discover now