Rozdział pierwszy

447 29 18
                                        

Nie mogłam uwierzyć w swoją głupotę! W życiu zawodowym byłam bardzo zorganizowana, a w prywatnym - jak widać - nawalałam w najprostszych sprawach.
Mimo upływu lat, wciąż czułam pewnego rodzaju podekscytowanie na myśl o randce z Theo i - nie oszukujmy się - pół wieczoru subtelnie dawałam mu sygnały, że chętnie się z nim umówię, bo nie mogłam odpuścić sobie takiej okazji. Gdy wreszcie podał mi swój adres e-mail, żebyśmy mogli się kontaktować niezależnie od tego, w jaką stronę świata przywołają nas interesy, ja...
Nie zapisałam go sobie.
No, może nie do końca tak. Byłam na tyle zajęta szczerzeniem się do Theo, że kiedy już odszedł od stolika, a ja zaczęłam szukać w torebce czegoś do pisania, pamiętałam tylko fakt, że jego mail był grą słów związaną z jego nazwiskiem. Nie umiałam nawet określić jaką! Anagram? Palindrom?
Po chwili głębokiego namysłu doszłam do wniosku, że oba te słowa były zbyt trudne na to, by mój pijany mózg je sobie przypomniał minionego wieczoru. Z westchnieniem rzuciłam telefon na poduszkę obok i zamknęłam oczy, masując palcami skronie.
- Szanowny kacu, daj mi już spokój. - jęknęłam do siebie i wtedy dopadło mnie olśnienie.
Kac! Theo miał kacowe alterego!
Zawsze doskonale było widać, kiedy Theodor przychodził do szkoły na kacu - był wtedy cichutki, nikogo nie zaczepiał, nie przeszkadzał w lekcjach. Zupełnie inny człowiek! Któregoś razu w ramach nabijania się, jego kumple wymyślili mu kacowe nazwisko - W.Specter, co miało być zabawną w ich mniemaniu wariacją na temat wuspektora. Drink ten, zwany też inspektorem wódki, był wtedy hitem imprez i to głównie on był odpowiedzialny za "syndrom dnia następnego".
Bez większego namysłu chwyciłam w rękę smartfona. Najwyżej mój mail zaginie na obrzeżach internetu, nie dotarłszy do nikogo.
- Raz kozie śmierć. - mruknęłam pod nosem, odpalając aplikację Gmaila.

Od: e.r.caffrey@gmail.com
Do: w.specter@gmail.com (wszyscy dzisiaj używają Gmaila, prawda? Taaak, Theo z pewnością powiedział Gmail!)
Temat: Nowy Jork nocą.
Szanowny Panie W.Specter!
W spowodowanej kacem chwili bezmyślności, mam tyle odwagi, by wysunąć śmiałą propozycję. Chciałabym w najbliższym czasie pokazać Panu Nowy Jork nocą oczami bardzo odważnej kobiety i - kto wie? - może nawet znajdziemy na tyle ustronne miejsce, że zaliczymy nie tylko pierwszą, ale i drugą bazę?
Niecierpliwie oczekuję Panśkiej odpowiedzi.

Emily R. Caffrey

Wystarczy tylko kliknąć " wyślij" i gotowe. Moje licealne marzenie miało wreszcie szansę się spełnić i byłam przekonana, że tym razem dojdziemy dalej, niż tylko do tzw. pierwszej bazy. Byliśmy już zbyt dorośli, by poprzestać na pocałunkach w parku, choć i tym bym w tej chwili nie pogardziła.
- Randka z Theo! - zapiszczałam i od razu tego pożałowałam, kiedy kac o sobie przypomniał tętniącym bólem głowy, a po chwili jeszcze uciskiem w żołądku. Skrzywiłam się i zrezygnowana zakryłam się kołdrą po sam czubek głowy, zamierzając cały dzień spędzić w łóżku na planowaniu reszty życia u boku Theodora Walkera.
~*~
- Jenna, odwołaj proszę dzisiejsze spotkanie zebranie z działem HR, nie mam na to czasu. Muszę czasem niestety posiedzieć w papierach. - odezwałem się do intercomu, jednocześnie drapiąc się po głowie i po raz kolejny zastanawiając, czemu właściwie tłumaczyłem się asystentce.
- Tak jest, szefie. Spotkanie w HRach wykreślone z terminarza, wpisałam randkę z papierologią. - odezwał się po chwili zniekształcony przez intercom głos Jenny i dałbym słowo, że szczerzyła się teraz przy swoim biurku od ucha do ucha. Ostrzegała mnie, że praca narośnie do stopnia, w którym wreszcie zasypie mnie sterta raportów i oczywiście miała rację.
Zasiadłem w swoim fotelu "Pana Nowego Jorku", jak nazywał to miejsce mój bratanek, a następnie niechętnie sięgnąłem po pierwszy z brzegu plik dokumentów.

Raport z badań grupy focusowej

Zleceniodawca:
Specter Brown
Osoba odpowiedzialna:
Robert...

Czytanie przerwał mi sygnał nadejścia maila na moją prywatną skrzynkę. Jedynymi osobami, które jeszcze z niej korzystały, była moja rodzina, ze szczególnym uwzględnieniem mamy. Uparła się, że wiadomości na mojej służbowej skrzynce są z pewnością szpiegowane. Tak samo, jak niegdyś mój służbowy telefon. I samochód kupiony na firmę. I biuro.
Westchnąłem ciężko, przyciągając w swoją stronę laptopa i kliknąłem ikonę nowej poczty na pasku powiadomień, zachadząc w głowę cóż to znowu wymyśliła moja wspaniała rodzicielka. Jednak zamiast ujrzeć znajomą niebieską etykietę z napisem Mama, dostrzegłem nieznajomy adres. W pierwszym odruchu miałem ochotę od razu wyrzucić tego maila do spamu, bo temat przywiódł mi na myśl kolejną reklamę klubu, agencji towarzyskiej, albo nietypowej wycieczki. Kątem oka zauważyłem jednak piętrzące się dokumenty i uznałem, że nawet zapoznanie się z ofertą kolejnego lokalu o zachęcającej nazwie w stylu Egzotycznej Brzoskwinki będzie niezwykle pasjonujące, jeśli pozwoli mi na odsunięcie pracy choćby o pięć minut. Natychmiast otworzyłem wiadomość.
To zdecydowanie nie była reklama klubu, ale daleko do oferty matrymonialnej temu nie było.
Niewielki awatar przy adresie e-mail odesłał mnie do profilu Google+, który wyraźnie wskazywał na to, że mam do czynienia z osobą prywatną. Czyżby znów jakaś pracownica zagięła na mnie parol?
Odnalazłem na serwerze firmy aktualną bazę danych pracowników, jednak osoba o takim nazwisku w niej nie figurowała. Z każdą chwilą byłem coraz bardziej zaintrygowany. Jeśli nikt taki nie pracował u nas, to była to kobieta z zewnątrz. Ktoś z naszej firmy PR? Jakaś asystentka kontrahenta? Niemożliwe, nikomu bym nie podał prywatnego adresu. Ba! Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz dałem jakiejkolwiek kobiecie swoją wizytówkę! Gdybym był postacią z kreskówki, nad głową latało by mi teraz mnóstwo znaków zapytania, bo z każdą chwilą miałem coraz więcej pytań.
Nie wiem, czy to niechęć do powrotu do papierkowej roboty, czy może brak życia towarzyskiego w ostatnich... cóż, wielu miesiącach, ale coś mnie skłoniło do odpowiedzi na tę wiadomość. Chwilą zabawy była mi teraz bardzo potrzebna.

Od: w.specter@gmail.com
Do: e.r.caffrey@gmail.com
Temat: Re: Nowy Jork nocą.
Droga Emily!
Czy mogłabyś mi opisać, co rozumiesz przez pierwszą i drugą bazę?
S z c z e g ó ł o w o?
Chciałbym oszacować potencjalne zyski z tego spotkania.
Również niecierpliwie oczekuję odpowiedzi.
William B. Specter

- Dobrze chłopcze, sprawdzimy, czy jeszcze potrafisz zaintrygować kobietę czymś więcej, niż swoją firmą i stanem konta... - powiedziałem do siebie, oblizując powoli usta i rozsiadłem się wygodniej w fotelu. Miałem nadzieję na to, że tajemnicza rozmówczyni nie miała nic przeciwko zabawie, bo William Specter planował dzisiaj odkurzyć w głowie pojęcie niezobowiązujący flirt.

WordplayWhere stories live. Discover now