Rozdział 11

67 3 0
                                        

Audrey

Nalewałam sobie właśnie kawy gdy do kuchni wszedł Jason.
Przebywał tu praktycznie ciągle. Właściwie to zastanawiam się czy w ogóle ma dom, lub coś w tym stylu.

-Czarna duża bez mleka.

-Słucham?-zapytałam zdziwiona.

-Ka wa.-odparł wyraźnie akcentując to słowo.

-Po pierwsze nie jesteś u siebie, a po drugie ręce masz sprawne.-odpowiedziałam zirytowana. Ten człowiek tak bardzo działał mi na nerwy. Nie dało się z nim przebywać nawet na chwilę, a co dopiero mieszkać. Najlepsze jest to, że moja matka nie widzi tego co on robi i jest ślepo zakochana.

-Nie przypominam sobie, żebyśmy przeszli na ty.-uśmiechnął się cwano.

-A jak mam do ciebie mówić? Jesteś tylko o kilka lat starszy.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Jason wyglądał na bardzo młodego, szczególnie przy mojej matce.

-Dlatego uważam, że możemy się świetnie bawić.-podszedł do mnie przysuwając mnie do siebie. Odepchnęłam go gdy nagle rodzicielka weszła do kuchni.

-Dzień dobry kochanie.-uśmiechnęła się do Jasona.-O Audrey. Wróciłaś kilka dni temu, a ja ciągle zapominam, że tu mieszkasz.-powiedziała ironicznie.

Jak ona bardzo się zmieniła. Co prawda już wcześniej to zauważyłam. Myślałam, że to chwilowy okres w jej życiu, ale jest coraz gorzej. Przez kogo? Przez Jasona.

Nie miałam zamiaru dłużej z nimi siedzieć, tymbardziej, że Jason wziął mi moją kawę sprzed nosa.

Założyłam buty, wzięłam torbę i wyszłam z domu bez słowa, kierując się do centrum handlowego gdzie umówiłam się z Connie.

****


-A co myślisz o tej?-zapytała Connie.

-One są praktycznie takie same.-odparłam patrząc na 3 sukienki, które trzymała w ręku. Wiedziałam, że zakupy przed weselem jej brata będą tak wyglądać, ale czego sie nie robi dla przyjaciółki? Pozatym i tak nie miałabym co robić w domu w którym ciągle przebywa Jason.

-Audi skup się. Ta jest krótsza, ta bardziej obcisła, a ta ciemniejsza.

-Audi?-zaśmiałam się.

-A wymyśliłam ci nową ksywe, fajna co?

-Idealna. Weź drugą.-odparłam rozbawiona.

-Też tak myślałam.- powiedziała i poszła do kasy zapłacić za zakupy...

Po kilkugodzinnym chodzeniu po galerii w końcu udałyśmy się do StarBucks'a. Marzyłam o kawie przez cały czas bo niestety w domu nie udało mi się jej wypić.

-Audrey...-powiedziała Connie unosząc wzrok z nad jej telefonu.

-Hmm?

-Na internecie pisze, że na obrzeżach Mullingar znaleziono poturbowane auto. Po numerach rejestracyjnych stwierdzono, że auto należało do Nialla H.

-Co?!-wykrzyczałam.-Czyli Niall nie żyje...-George dopiął swego. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Jeszcze niedawno go widziałam, rozmawiałam z nim. Jeszcze niedawno postanowił opowiedzieć mi wszystko. Teraz poczułam się naprawdę niebezpiecznie wiedząc, że już go nie ma, a George czegoś ode mnie chce.
Gdybym wtedy nie wysiadła z tego auta teraz też by mnie nie tu było...

-Tak mi przykro... na to wygląda.-westchnęła.-Ale to nie jest pewne, nie martw się na zapas.

-Możemy wracać?-zapytałam na co Connie od razu się zgodziła...

***
Wróciłam do domu, ale na szczęście nikogo nie było, udałam się na górę i zaczęłam płakać.
Znaliśmy się krótko i nasza znajomość nie rozpoczęła się tak jak powinna, ale było mi naprawdę przykro, że musiał tak skończyć. Nie zasłużył na to.

Weszłam do łazienki i przejechałam żyletką po mojej cienkiej skórze. Nie robiłam tego od czasu kiedy był z nami mój ojciec, ale teraz naprawdę tego potrzebowałam. Tylko to wtedy przynosiło mi choć trochę ulgi. Teraz było tak samo.

Noszenie długich rękawów w wakacje czas zacząć...
***************

Rozdział króciutki, ale ważne, że jest ;)
Buziaki.

Wrong Selection |N.HWhere stories live. Discover now