Ryouta!

605 53 2
                                        

W końcu, tak długo wyczekiwałam tego dzwonka do drzwi. Zbiegłam na dół po schodach przeskakując po cztery stopnie i czym prędzej otwarłam drzwi. Wyskoczyłam na Kise'a jak z procy, ledwo co się utrzymał na nogach. Tuliłam się do niego tak mocno jakbym nie widziała go co najmniej od kilku miesięcy, a było to zaledwie kilka dni. Czas w oczach zakochanej osoby płynie zupełnie inaczej. Zanim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować pociągnęłam go na górę, wprost do mojego pokoju, gdzie jedyną rzeczą z jakąkolwiek ozdobą była ściana. Znajdowało się tam mnóstwo horrorzastych plakatów.
Ryouta nie wiedział czy ma wejść czy nie. Stał chwilę w drzwiach widocznie zakłopotany. Machnęłam do niego zapraszająco ręką. Dopiero po chwili domyślił się co znaczył te znak i wszedł.
- Wolałem jak siedzieliśmy w salonie... - wymamrotał. Starał się nie patrzeć na mnie. Nawet nie usiadł obok. Czyżby chciał ze mną zerwać?! Nie, błagam nie! Teraz, kiedy już się w nim tak naprawdę zakochałam.
- Ryouta! - zawołałam go po raz pierwszy po imieniu od kiedy ze sobą chodziliśmy. Zalałam się rumieńcem. Tylko z mówieniem tego jednego jedynego słowa miałam problem. W innym wypadku to jak kogoś nazywam nie sprawiało mi najmniejszej różnicy.
Przynajmniej się poruszył. Uniósł wzrok i wpatrywał się we mnie chwilę, którą można nazwać wiecznością. W końcu ruszył się i usiadł obok mnie na łóżku. Jego stosunek diametralnie się zmienił. Położył dłoń na moim kolanie. Musiał słyszeć bicie mojego serca, zagłuszało ono wszystkie inne dźwięki.
- K-Kise? - wyszeptałam. Nie wzbudził we mnie jeszcze takiej nieśmiałości. Może jest to też spowodowane moimi wcześniejszymi nietrafionymi przypuszczeniami.
- Nie, nie Kise. Ryouta, powtórz teraz ładnie.

Pogłaskał mój policzek z delikatnością ptasiego mleczka. Miałam ochotę się rozpłynąć, już wiem co widziały w nim te jego wszystkie fanki.
- Ryouta... - powtórzyłam z nagłym przypływem nieśmiałości. Kise uśmiechnął się zdawkowo i ujął moje czerwone do barwy pomidorka koktajlowego policzki. Z centymetra na centymetr cała sytuacja zaczynała być coraz mniej realna. To wrażenie przeminęło z każdym innym smutkiem, gdy tylko miałam okazję dotknąć jego jedwabnych warg. Na początku pocałunek był niewinny, jak każdy inny, ale Kise nie miał zamiaru na tym przestać. Poczułam pomiędzy wargami coś ciepłego i miękkiego, odruchowo zamknęłam oczy rozchylając usta. On także ciężej oddychał. Powstrzymywał się pewnie długi czas. Jest bardziej doświadczony ode mnie.
Muskał moje podniebienie i język z dużą dokładnością. Zachłannie wplotłam palce w burzę jego blond włosów. Chwilę później poczułam jego ręce na swoich plecach. Wędrowały to w górę to w dół jakby nigdy nie miały zamiaru się zatrzymać.
Przestał, co za przygnębiające uczucia. Na szczęście chemia między nami dalej się utrzymywała.
- Gdy będziesz na to gotowa wezmę to czego pragnę od bardzo dawna. - wyszeptał przybliżając się do mojego ucha, które zaraz musnął wargami. Co miał na myśli? Nie zrozumiałam. Nie miałam pojęcia o czym mówił, a już na pewno nie chciałam wyjść na idiotkę i wycedzić coś w stylu: "O czym mówisz?". Niestety do domu wrócili moi rodzice, przywitali nas i poszli robić co mają do roboty. Nie wnikali nigdy w to z kim się umawiam jeśli był to chłopak i to jeszcze w tym samym wieku.
- Obiecuję ci, że znajdę tego, który odpowiada za twoje zdemaskowanie.
Chciał mnie pocieszyć. Nie wyszło mu. Cieszył się przecież z tego, że teraz nie musimy się ukrywać z naszym związkiem i nie musi wymyślać beznadziejnych wymówek dlaczego nie chce chodzić z jakąś dziewczyną.
- Nie musisz. Sama do tego dojdę kochanie.
Kise się zarumienił. Przewidziałam to z góry. Trudno go było zawstydzić.
- To jak, obejrzymy jakiś horror?
Uśmiechnęłam się jak prawdziwa fanatyczka.
- Dzisiaj moja kolej na wybór filmu i ma być romans! - zaprotestował tak szybko jak tylko się dało.

W sobotę wieczorem miałam pójść przenocować do Momoi. Już dawno umówiłyśmy się na babski wieczór, dawno czyli tydzień temu. Chciała zrobić ze mnie swoją przyjaciółkę, bo nie miała ich zbyt wiele. Jej grono przyjaciół składało się głównie z przedstawicieli płci męskiej.
- Od jak dawna chodzi z Ki-chan'em? - zapytała zaraz na wstępnie. Nawet nie zdążyłam wyjąć "przybywaczy" tłuszczu z wypchanego do granic plecaka.
- O-od kilku miesięcy. - odpowiedziałam wbijając wzrok w zegar otoczony różowymi miśkami.
- Jak to możliwe, że tak długo nikt się niczego nie domyślił?! Jestem pod wrażeniem.
Klasnęła wesoło w dłonie.
- Nie mam pojęcia, ale wiem jedno, osoba, która mnie wydała musi znać Aomine.
Czasem warto podpuścić kogoś jednym tematem do zwierzeń i wykładania hipotez. Akurat w tym wypadku gadatliwość Satsuki bardzo pomogła.
- To ty nie wiesz? Obiecał, że ci powie, że to on to zrobił.
Uniosłam zszokowana jedną brew.
- On?
Momoi zakryła usta. Widocznie nie miała zamiaru powiedzieć nic więcej.
- Sa-chan nie bądź taka, powiedz.
Odsunęłam dłoń z jej ust. Błagalne oczy to jedyne co w życiu mi wychodzi.
- To Ki-chan wysłał te zdjęcia...Miał dość tego, że nie jesteś sobą... - wydukała załamana swoją gadatliwością Momoi, ale jak to on?! Czyli wtedy, gdy myślałam, że ze mną zerwie, to chciał mi powiedzieć.
- Jak to?! Przecież...
Nie dokończyłam.
- Zrozum go, on cię kocha.
I zrozumiałam. Nie będę w to wnikać. Związek albo ja, związek albo ja...Jednak Ryouta jest najważniejszy.
Nad ranem przeczytałam sms-a, którego wysłała mi mama. Najwidoczniej było to coś bardzo ważnego. Jego treść mnie przeraziła. "Tatuś dostał pracę w USA", czyżby to koniec naszej wspólnej sielanki? Dopiero co dokonałam wyboru między sobą, a moim ukochanym, a już muszę o tym zapomnieć. Mam nadzieję, że zostawią mnie w spokoju, że sobie odpuszczą albo, że zapomną o mnie i przypomną sobie dopiero wsiadając do samolotu.


Kise Ryouta x OCOù les histoires vivent. Découvrez maintenant