Zarzuciłam na siebie czarną, trochę znoszoną już skórzaną kurtkę i zapięłam się szczelnie pod szyją. Przez ramię przewiesiłam pamiętającą jeszcze licealne czasy torbę. Upewniwszy się, że wszystko zabrałam, wyszłam na korytarz. Jak najciszej stawiałam kroki, by nie obudzić śpiącego w pokoju Jake'a. Przy okazji zajrzałam do salonu. Zastałam ten sam widok, który pojawiał się w naszym mieszkaniu średnio co parę dni. Porozwalane butelki po piwie na podłodze oraz białe ślady po prochach na stoliku. Blondyn spał rozwalony na kanapie. Chciałam wejść i uchylić okno, żeby choć trochę wpuścić świeżego powietrza do środka. Jednak po chwili zrezygnowałam, gdy tylko przypomniałam sobie, co się wydarzyło niedawno. Kiedy wpadłam na taki sam „wspaniały" pomysł i potknęłam się o butelkę, budząc tym samym Jake'a.
Dlatego odwróciłam się i jak najciszej wyszłam z domu. Starymi, drewnianymi schodami zeszłam na dół i po chwili znalazłam się na ulicy. Zachmurzone niebo w pełni określało stan Rejonu, w którym mieszkałam. Kilka zardzewiałych, podpalonych samochodów, stojących na poboczu. Gdzieniegdzie po ulicy walały się worki ze śmieciami. Pewnie służby porządkowe planowały przyjechać po nie za dwa tygodnie, jak już miała zrobić się z nich niezła sterta i niezły smród. Nieliczni mieszkańcy Filadelfii powoli kierowali się w stronę swoich miejsc pracy, których było w Rejonie mało.
Tak jak kiedyś, i wtedy były państwa. Lecz w wyniku przemian, jakie wydarzyły się w roku dwutysięcznym, nie było najważniejszych głów w państwach. Prezydentów czy królów. Państwa dzieliły się na Dzielnice, zaś one na Rejony. W innych krajach jest więcej dzielnic, ale w USA - gdzie się urodziłam i mieszkałam - państwo dzieliło się na cztery Dzielnice. Miasta były oddzielone od Rejonów wysokimi, grubymi murami, pilnowanymi przez Strażników.
W Pierwszej Dzielnicy Miastem jest Seattle. W Drugiej - Los Angeles, w Trzeciej (gdzie mieszkałam) Nowy Jork, zaś w Czwartej Miami. Mieszkałam w Filadelfii – Rejonie Drugim. Jednym z najgorszych w kraju. Gdzie ponad połowa społeczeństwa zajmowała się dilerką. Tak jak Jake. Ja, na całe szczęście, zajmowałam się czymś zupełnie innym. Dzięki mamie. Bo od małego uczyła mnie szyć. Powtarzała przy tym, że na pewno przyda mi się to w życiu. I miała rację.
Leniwym krokiem skierowałam się w stronę fabryki ubrań, gdzie pracowałam. Praca jak każda inna i zarobki były takie same. Żeby tylko starczyło na jedzenie.
— ... a wtedy on do mnie „To co? Idziemy do Ciebie?". A ja pomyślałam sobie: „Co jest, do cholery? Koleś, myślisz że prześpię się z Tobą po drugiej randce?"
— I co zrobiłaś? — biorąc następny skrawek materiału, spojrzałam na dziewczynę, która siedziała na stanowisku naprzeciw mnie.
— Kopnęłam go w jaja i uciekłam. — oznajmiła, wzruszając ramionami.
Parsknęłam śmiechem i pokręciłam przecząco głową. Na swoich zmianach zawsze siedziałam obok Patsy. Innych może denerwowała swoim ciągłym gadaniem, jednak nie mnie. Lubiłam słuchać, co się dzieje u niej. Miała przynajmniej ciekawsze życie ode mnie.
Długowłosa blondynka o dużych, okrągłych, niebieskich oczach miała znów odezwać się, gdy nagle skuliła się i zajęła swoją pracą. Wiedziałam co to oznacza, więc natychmiast zajęłam się tym samym. Po chwili nasze stanowiska minął Stan – właściciel fabryki. A właściwie jego zarządca. Bo właścicielem był ktoś z Najwyższych. Za nim szło dwóch innych mężczyzn, ubranych w eleganckie garnitury.
YOU ARE READING
Inny świat
RomanceJeden świat - dwa podziały społeczeństwa. Dwoje ludzi - dwa różne światy. Ona poszukiwała na nowo starego jak świat uczucia - on unikał tego jak ognia. Czy obydwojgu uda się odnaleźć w zupełnie nowych sytuacjach i podołać wyzwaniom, które postawiło...
