Rozdział 1

9 2 0
                                        

Dochodziła trzecia nad ranem, kiedy klub w końcu zaczął pustoszeć. Muzyka ucichła już jakiś czas temu, a większość klientów zdążyła opuścić lokal. Felix został jeszcze na sali, przecierając ostatnie stoliki. Była to jedna z tych części pracy, których nie znosił najbardziej. Zmęczony, niewyspany i zdecydowanie zbyt długo na nogach, miał już tylko jedno marzenie: wrócić do domu i położyć się spać.

- Skończyłeś już? - usłyszał za sobą.

Odwrócił się i zobaczył jednego z pracowników opierającego się o bar.

- Prawie. Został mi jeszcze ten.

Wskazał stolik stojący pod ścianą.

- To powodzenia. Ja uciekam, zanim znajdą mi coś jeszcze do roboty.

Felix zaśmiał się cicho.

- Tchórz.

- Człowiek po prostu zna swoje możliwości.

Kilka minut później Felix odwiesił szmatkę na miejsce, wziął kurtkę z zaplecza i pożegnał się z resztą pracowników. Gdy tylko wyszedł z klubu, uderzyło go chłodne nocne powietrze. Wsunął ręce do kieszeni i ruszył w stronę domu.

O tej porze ulice były prawie puste, a większość mijanych przez niego lokali dawno już została zamknięta. Felix wyciągnął telefon i zerknął na godzinę. Był zmęczony i marzył tylko o tym, żeby znaleźć się w łóżku.

Po kilku minutach dotarł do skrzyżowania. Mógł iść prosto główną ulicą albo skrócić sobie drogę przez alejkę. Skrót nie był najlepszą opcją, ale zmęczenie i chęć znalezienia się we własnym łóżku wygrały.

W połowie drogi usłyszał kłótnię. I oczywiście, zamiast mieć to gdzieś, bo o tej porze kręciło się tu sporo pijanych ludzi, postanowił podsłuchać rozmowę nieznajomych. O losie, gdyby tylko wiedział, co go czeka.

Zwolnił i spojrzał w stronę alejki. Głosy stawały się coraz wyraźniejsze, więc podszedł trochę bliżej. Nie chciał wchodzić między nich, ale ciekawość nie dawała mu spokoju.

- Mówię ci, że nie mam z tym nic wspólnego.

- Czy ja ci wyglądam na idiotę?

Felix prawie się uśmiechnął. Kłótnia wyglądała trochę absurdalnie, dopóki nie zauważył, że żaden z mężczyzn nawet nie próbował się śmiać.

Stał jeszcze chwilę w miejscu, próbując zrozumieć, o co chodzi. Wtedy jeden z nich odwrócił głowę i go zauważył.

Felix zorientował się, że został przyłapany.

- Kurwa.

Nie zdążył się nawet odwrócić, kiedy usłyszał:

- Stój.

Mężczyzna podszedł do niego i przyjrzał mu się uważnie.

- Co ty tu robisz?

- Przechodzę, nie widać? - odpowiedział Felix z irytacją w głosie. Co jak co, ale dzisiaj nie uśmiechało mu się kłócić z jakimiś idiotami z poczuciem wyższości.

- Może grzeczniej trochę, co?

- Bo co mi zrobisz? Pogrozisz palcem? - parsknął śmiechem.

- Ile słyszałeś z naszej rozmowy? - zapytał mężczyzna, przyglądając mu się intensywnie.

- Wystarczająco, żeby ustalić, że macie problemy z pewną mafią. I zanim mnie zabijesz, wiedz, że wiem więcej, niż wam się wydaje. A teraz przepraszam was bardzo, ale jestem zmęczony i nie zamierzam się z wami kłócić ani przepychać - odpowiedział, odchodząc od grupki mężczyzn.

Jednak nie poszedł za daleko, bo ktoś pociągnął go za ramię.

- Jak się nazywasz?

- A co? Partnera szukasz? Rozczaruję cię, ale nie szukam miłości, pucifiutku.

- Jeszcze raz tak do mnie powiesz, a odetnę ci jakąś najmniej potrzebną kończynę, gnido - odpowiedział, rzucając Felixem o ścianę.

- Powiesz łaskawie czy sam mam z ciebie wyciągnąć tę informację?

- Hej, ale po co te nerwy? Zacznijmy od początku. Witam cię uprzejmie, nazywam się Lee Felix. Chcesz się zaprzyjaźnić? - odpowiedział z ironią w głosie.

Nie minęły dwie sekundy, a dostał w nos od nieznajomego.

- A to za co?!

- Dobra, Minho, zostaw go. Nie potrzebujemy więcej problemów - powiedział jeden z mężczyzn, który stał z boku z resztą.

- O nie, wierzę. Zjawił się mój rycerz na białym koniu. Dziękuję ci, dobry rycerzu, za pokonanie smoka ziejącego ogniem. A tak na poważnie, mogę już iść? Naprawdę nie chce mi się tracić na was czasu. Jestem zmęczony i nie zamierzam dłużej tu stać. Jeśli chcecie mnie pobić czy coś, to zróbcie to teraz - odpowiedział znudzony Lee.

- Młody, nie pozwalaj sobie. A teraz wypierdalaj, zanim ci wyprowadzę jedynki na spacer - odpowiedział Minho, odchodząc z resztą w stronę auta.

Parę minut później odjechali, a Felix dalej stał w ciężkim szoku po tym, co usłyszał. Nie dał po sobie tego poznać, ale bał się, że skończy martwy w tej śmierdzącej alejce.

The Price of SecretsStories to obsess over. Discover now